Wędrówki górskie, rowerowe wyprawy, backcountry, podróże.

Siedem dni w Tunezji.

Tym razem na blogu pojawia się wpis z podróży do jednego z krajów północnej Afryki.

Do Tunezji – bo tego kraju dotyczy ten wpis – poleciałem razem z moją córką Moniką i synem Mateuszem. Spędziliśmy tam tydzień w czasie którego udało nam się zwiedzić kilka naprawdę wspaniałych i ciekawych miejsc. Autorem tego wpisu jest mój syn Mateusz, który podróżowanie ma we krwi. Zdążył już objechać kilkadziesiąt krajów leżących na pięciu kontynentach. Nie był jeszcze tylko w Australii i na Antarktydzie. Pewnie i tam by zawitał ale pandemia skutecznie Mu w tym przeszkodziła ….

Relacja Mateusza z podróży po Tunezji (2 – 9 stycznia 2014).

Na mapkach zaznaczone są miejsca w Tunezji, które odwiedziliśmy.

W pierwszym dniu nowego roku, tuż przed północą, wyruszyliśmy wraz z siostrą i tatą do Warszawy, aby następnego dnia z samego rana wylecieć do Monastyru.


2 stycznia.

Po przylocie na lotnisko w Monastyrze pojechaliśmy autokarem do Sousse, gdzie czekał na nas pokój w hotelu „Marabut”.

Hotel Marabout.

Po wypełnieniu niezbędnych formalności związanych z zakwaterowaniem poszliśmy zwiedzić okolicę. Pospacerować po plaży, zjeść jakąś lokalną potrawę i przy okazji kupić kartę telefoniczną. Resztę wieczoru przeznaczyliśmy na odpoczynek po podróży.

Spacer ulicami Sousse.

3 stycznia.

O poranku wybraliśmy się na dworzec kolejowy aby pociągiem pojechać do Monastyru.

Monastyr (arab. Al-Munastir, fr. Monastir).

Monastyr to pięknie położone miasto portowe nad Morzem Śródziemnym, w środkowej części Tunezji.
Główną atrakcją Monastyru jest okazałe mauzoleum, czyli grobowiec Habiba Bourgiby, pierwszego prezydenta Tunezji. Uzyskał on dla swojego kraju niepodległość w 1957 r. i uniezależnił kraj od wpływów francuskich. Budowę mauzoleum zaczęto w 1963 r. jeszcze za życia Bourgiby.
Do mauzoleum prowadzi szeroka starannie wyłożona brukiem droga, po obu stronach której posadzone są palmy. Budowla ta składa się z czterech grobowców i dwóch minaretów

Mauzoleum Habiba Burgiby.

W największym, środkowym grobowcu pochowany jest Habib Bourgiba. Jego ogromną kopułę pokryto złotem. W trzech mniejszych grobowcach pochowano rodziców prezydenta oraz dwie jego żony. Kopuły tych budowli pomalowano na zielono. Mauzoleum umiejscowiono w najbliższym sąsiedztwie starego, arabskiego cmentarza. W środku mauzoleum umieszczono przedmioty codziennego użytku prezydenta Burgiby oraz opisano historię jego życia. Wyszczególniono też osiągnięcia, których dokonał dla Tunezji.

W centralnej sali mauzoleum znajduje się sarkofag z białego marmuru, w którym spoczywają szczątki prezydenta.

Sarkofag ze szczątkami Burgiby.

Nad nim wisi ogromny, imponujący kryształowy żyrandol. W sąsiednich pomieszczeniach mieści się niewielkie muzeum, w którym znajdują się nagrobne płyty współpracowników prezydenta. Wewnątrz mauzoleum rzuca się w oczy przepych kapiący złotem.

Wstęp do grobowca jest bezpłatny.

Po wyjściu z mauzoleum poszliśmy zwiedzić też Ribat (obronny klasztor muzułmański). To budowla, składająca się z wysokiej wieży i sali modlitw, otoczona wysokim murem. W obecnych czasach większość ribatów spełnia wyłącznie funkcję meczetów.

Ribat w Monastyrze.

Monastyrski Ribat dzięki swoim walorom architektonicznym i estetycznym posłużył nieraz twórcom filmowym jako sceneria do kręconych przez nich filmów. Kręcono tu m.in.: „Żywot Briana” i „Angielski Pacjent”.

Praktycznie w każdym większym lub mniejszym mieście Tunezji w obrębie medyny (starego miasta) znajdują się stragany zwane „sukami”. Można tam kupić niemal wszystko czego potrzebujemy w domu. Dokonując zakupów należy jednak uważać, gdyż może zdarzyć, że kupimy bardzo wiele zupełnie niepotrzebnych nam przedmiotów. Tutejsi sprzedawcy potrafią przekonać turystów nawet do kupna tego co nigdy w życiu się im nie przyda.

Właśnie w Monastyrze po raz pierwszy miałem okazje przejść się tymi sukami. Przekonałem się wtedy na własne oczy jak one wyglądają. Suki mieszczą się w bardzo wąskich, niekiedy długich a często w krótkich i bardzo poplątanych uliczkach. Nie martwcie się tym, że się w nich zgubicie. Jeśli się tam nie urodziłeś i nie wychowałeś na pewno pobłądzisz – ale to niewielki problem ponieważ miejsca takie mają wiele wyjść. Poza tym zawsze można kogoś z miejscowych poprosić o pomoc i wskazanie drogi do wyjścia. Prawdopodobnie nie obejdzie się wtedy bez niewielkiej opłaty za taką pomoc ale cóż – koszt to niewielki a dla nas możliwość drobnego wspomożenia miejscowych .

Brama Bab el-Gharbi od strony medyny.

Jak już wspomniałem uliczki te są bardzo wąskie i zupełnie normalne jest to, że co chwila ktoś się o kogoś ociera lub kogoś dotyka. Z każdej strony słychać nawoływania w różnych językach. Sprzedawcy nawołują w ten sposób potencjalnych klientów aby to właśnie do jego sklepu weszli i u niego coś kupili. Każdy sprzedający uważa, że to właśnie on ma najlepszy i najtańszy towar.

W tych niewielkich sklepikach, po każdej stronie znajdują się tysiące a nawet dziesiątki tysięcy malutkich drobiazgów o podobnej liczbie przeróżnych barw i kształtów. Można znaleźć tu biżuterię, naczynia, chusty, ubrania, buty, malowidła, kadzidełka, dywany, pamiątki i wiele innych przedmiotów codziennego użytku. Pełno tu również również artykułów spożywczych, owoców i warzyw w sąsiedztwie przypraw, których woń unosi się na każdym kroku. W tym miejscu również nie odczujemy głodu ani pragnienia. Bez problemu można zjeść wiele lokalnych dań, które są dla nas zupełnie egzotyczne. Można też zjeść coś podobnego do znanej nam tortilli czy kebabu.

Po wyjściu ze strefy suk przeszliśmy się ulicami miasta aby spokojnie dojść do dworca kolejowego skąd pociągiem wróciliśmy do Sousse.

Spotkanie z cautchsurferem Sahbim w Sousse.

Po przyjeździe tamże spotkaliśmy się z chłopakiem z couchsurfingu. Couchsurfing, w skrócie „CS” – to portal dla ludzi podróżujących i otwartych na świat. Uczestniczący w programie CS to pozytywnie nakręceni ludzie z całego świata, którzy pomagają sobie wzajemnie w poznawaniu innych krajów, ich kultury, obyczajów itp. Często proponują sobie noclegi, odbierają z lotniska a oprowadzając przyjezdnych po swoim mieście, pomagają poznać im kulturę i zwyczaje panujące w odwiedzanym kraju, zasmakować chociaż w części codziennego życia i poznać go z punktu widzenia normalnego mieszkańca a nie gościa hotelowego. Naszym przewodnikiem był Sahbi, z którym spotkaliśmy się z nim w centrum Sousse przy biurze informacji turystycznej.

Nie zapominajcie, że muzułmańskiej formie przywitania uściskowi dłoni towarzyszy symboliczny pocałunek w policzek. W pierwszej chwili zamurowało mnie to, a dopiero po fakcie uświadomiłem sobie, że zapomniałem o tym zwyczaju – jak to mówią, co kraj to obyczaj ;]

Zwiedzanie Sousse.

Nasz szanowny Pan przewodnik okazał się niezwykle sympatyczną i przemiłą osobą, która opowiadała nam o ciekawostkach swojego miasta.

Na początku pokazał on nam stare miasto czyli Medynę, w obręb którego właśnie wchodzą wcześniej opisane przeze mnie „suki”.

Nasz przewodnik Sahbi wraz z moją szanowną siostrą Moniką.
Uliczki Medyny w Sousse.

Odwiedziliśmy również zamek z VIII wieku czyli Kazbę. Miejsce to ma wiele bardzo małych komnat, które dawniej najprawdopodobniej służyły jako pomieszczenia mieszkalne lub magazyny żywności. Wejście na mury obronne było niedostępne dla turystów ale nasz przewodnik powiedział aby się tym nie sugerować i przeskakując przez barykadę znaleźliśmy się po drugiej stronie.

Dziedziniec Ribatu – widok z wieży.

Gdy wdrapaliśmy się na mury obronne Kazby, naszym oczom ukazało się całe miasto i zatoka Hammamet oblane promieniami chylącego się już ku zachodowi słońca.

Widok z murów Kazby na Sousse i Zatokę Hammamet.

Gdy obchodziliśmy je dokoła z dołu krzyczał do nas strażnik. Pomyślałem, że będziemy mieć jakieś nieprzyjemności, ale skończyło się tylko na słownym upomnieniu w dodatku po arabsku, czego i tak nie zrozumiałem.

Sahbi przetłumaczył nam, że ów strażnik powiedział aby tego nie robić w przyszłości bo jest to niebezpieczne i mogliśmy spaść. Szkoda, że u nas nie ma tak miłych ochroniarzy. Jeszcze piękniejszego widoku całego miasta doświadczyliśmy gdy weszliśmy na wysoki minaret. Najbardziej zadziwił mnie fakt, że na takich wysokościach nie ma żadnych poręczy ani zabezpieczeń przed upadkiem.

Następnie udaliśmy się do Muzeum Archeologicznego, mieszczącego się właśnie na terenie tutejszej Kazby (drugiego pod względem ważności po słynnym muzeum Bardo w Tunisie) z mozaikami, które najprawdopodobniej zrobiono jeszcze za czasów imperium rzymskiego. Były one ogromne. Nie sadziłem, że mogą być aż tak wielkie. Te, które do tej pory widziałem miały maksymalną wielkość zwykłego domowego okna a tutejsze miały wielkość całych ścian i zajmowały całe ogromne połacie podłóg i sufitów. Pomiędzy nimi były poustawiane postaci starożytnych rzymskich bogów. Mozaiki przedstawiały potęgę dawnych imperiów, sceny z codziennego życia, biesiadowanie, polowania, zbrodnie, niewolnictwo itp.

Po tak aktywnie spędzonym dniu udaliśmy się do kawiarni, która mieściła się na dachu jednego z budynków aby tam zakosztować lokalnej herbaty. Mając na myśli herbatę sądziliśmy, że zostanie podana nam taka zwyczajna herbata. W Tunezji jednak herbata podawana jest z dużą ilością mięty i cukru. Kelner najczęściej podaje ją w małych metalowych czajniczkach aby dłużej utrzymała wysoką temperaturę. Tylko mistrzowie są w stanie przelać ją z czajniczka do szklanki z wysokości kilkudziesięciu centymetrów i nie uronić ani jednej kropli. Takim mistrzem przelewania okazał się być mój tato 🙂 .

Herbatka miętowa – obok kawy najpopularniejszy napój w Tunezji.

Na deser skosztowaliśmy ciasta z migdałami i orzechami.

Wracając do hotelu szliśmy plażą słuchając szumu fal Morza Śródziemnego.

4 stycznia.

Wstaliśmy wcześnie rano i udaliśmy się do Tunisu, który jest stolicą Tunezji. Na dworcu kolejowym czekała na nas Anita z CS, która wyjechała do Tunezji dzięki „AIESEC”. Jest to organizacja studencka działająca prawie na całym świecie. Oferuje ona swoim członkom doświadczenie liderskie oraz międzynarodowe w ramach praktyk zagranicznych. Organizacja ta jest obecna w ponad 110 krajach i zrzesza ponad 85 000 członków. Dzięki niej można zdobyć praktyczną wiedzę w globalnym środowisku.

Anita wraz ze swoim kolegą Hamdim pokazali nam stolicę.

Tunis (arab – تونس , Tūnis ).

Stolicą i zarazem największym miastem Tunezji jest Tunis. Nazwa miasta nawiązuje do „obozu w nocy” i określana jest jako „ostatni przystanek przed Kartaginą”.

Tunis jako metropolia określany jest Grand Tunis i liczy ok. 2 700 000 mieszkańców. Jest trzecim co do wielkości miastem Maghrebu (czyli krajów północno zachodniej Afryki).

Zwiedzanie Tunisu zaczęliśmy od parku z okazami pięknych roślin i dostojnych palm.

Park Habib Thameur.

Później zobaczyliśmy budynki rządowe oraz przeszliśmy główną ulicą stolicy pamiętającą jeszcze wydarzenia z lat 2011-12, kiedy to podczas tzw. Arabskiej Wiosny odbywały się tu serie antyrządowych protestów, buntów i powstań, które miały na celu uwolnienie Tunezji spod działalności reżimu.

Pałac Dar el-Bey – dawna siedziba władców bejów, później – administracji protektoratu francuskiego, a dziś – tunezyjskiego rządu. Pałac zbudowany przez husajnidzkiego monarchę w 1795 r. jest najważniejszą budowlą najbardziej reprezentatywnego placu Tunisu – Place de Gouvernement.

Nasz nowy znajomy – Hamdi również brał w nich udział. Aktualnie jest to już historyczne miejsce, które wywołało u nas przemyślenia i refleksje.

Place de la Kazbah.

Następnie udaliśmy się do Medyny w sporej części obejmującej stare miasto.

Bab el-Bahr. (Brama Morska).

Wszystko było tam bardzo kolorowe i ozdobione dużą ilością srebra. Z każdego straganu słychać arabską muzykę.

Szisze – fajki wodne.
Róże Pustyni.

Właśnie tak wyglądało tutaj życie zanim przyjechali biali najeźdźcy.

Anita (po prawej) – zawsze uśmiechnięta i serdeczna przewodniczka.


Po opuszczeniu Medyny udaliśmy się na kawę i herbatę oraz na lunch. Pierwszym daniem, którego spróbowaliśmy było „Lablebi” podaje się go w glinianych misach, gdzie najpierw samemu rozdrabnia się chleb po czym kucharz dodaje do tego sos z dużą ilością ciecierzycy oraz harisę (bardzo ostra przyprawa). Jako że jesteśmy z Europy poprosiliśmy o bardzo małą ilość tej przyprawy, na samą górę daję się surowe jajko, dokładnie miesza i zajada (jajko częściowo się ścina).

Przed i po zmieszaniu – smacznego 😀

Smakuje znacznie lepiej niż wygląda ;]

Później skosztowaliśmy potrawkę z tuńczyka wraz z warzywami przygotowaną na oliwie z oliwek, którą je się rękoma nabierając porcję połamaną bagietką. Na sam koniec skosztowaliśmy dania jak poprzednio tylko że zamiast tuńczyka serwowany był kurczak. Kupiliśmy też owoce opuncji.

Sprzedawca opuncji.

Poznaliśmy również przyjaciół Hamdiego – Mahomeda oraz dwóch innych, których imion niestety już nie pamiętam. Późnym popołudniem wszyscy udaliśmy się do Sidi Bou Said.

Sidi Bou Said.

To pięknie miasteczko, położone na wysokim brzegu Zatoki Tunetańskiej (Tuniskiej) przyciągające artystów, malarzy, fotografików, muzyków i turystów z racji swego urokliwego położenia i łagodnego klimatu.

Budują tu domy zamożne osobistości tego kraju (między innymi przy porcie mieszka obecny prezydent Tunezji Moncef Marzouki). Wszystkie domy i budynki są białe a okna, drzwi i inne dodatki niebieskie, co w efekcie tworzy piękną biało błękitną kompozycję.

Po zwiedzeniu tego urokliwego kurortu zeszliśmy do portu, gdzie czekaliśmy na zachód słońca, które od czasu do czasu chowało się za małymi chmurkami a jego promienie odbijały się w wodzie.

Przystań jachtowa.

Po dłuższej chwili ukryło się za wzgórzami otaczającymi zatokę a niebo wtedy stało się pomarańczowo – szaro – czerwone.

Przystań w Sidi Bou Said po zachodzie słońca.

W portowej knajpce zamówiliśmy miętową herbatę z orzeszkami piniowymi. Niestety – trafiliśmy na bardzo nieżyczliwego kelnera, który kazał na siebie bardzo długo czekać. Cóż – w krajach arabskich czy też azjatyckich pojęcie serwisu jest zupełnie inne, nieznane lub inaczej rozumiane od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Europie.

Wizytę w Sidi Bou Said o wiele bardziej ciekawie i szczegółowo przedstawił Antoni w artykule Biało-błękitnie czyli Sidi Bou Said.

Nocleg u Hatema w Tunisie.

Na nocleg pojechaliśmy do znajomego couchsurfera Anity – Hatema. Było u niego również kilku innych couchsurferów m.in. Kleo dziewczyna z Korei, która już od 3 lat jest w podróży dookoła świata i odwiedziła ponad 50 krajów. Niestety nie mieliśmy zbyt dużo czasu aby z nią porozmawiać bo 5 stycznia o godzinie 5 rano wylatywała do Casablanki (Maroko), więc musiała szybko opuścić mała imprezkę w mieszkaniu Hatema.

Od lewej: Hamdi – nasz kierowca i drugi przewodnik po Tunisie, Mateusz, jak zwykle uśmiechnięta Anita, siostra Monika oraz niesamowita podróżniczka Kleo.

U Hatema było również dwoje Tunezyjczyków, którzy okazali się bardzo życzliwi, sympatyczni i zabawni. Jeden z nich stwierdził że i tak nie zapamiętamy jego trudnego imienia, dlatego nazwaliśmy go „Marija”. Tunezyjczykom bardzo posmakowała miętowa Żołądkowa Gorzka – tak, że „Marija” zaproponował aby przysłać mu kontener tego wykwintnego trunku. Z wdzięczności za poczęstunek zatańczył dla nas tradycyjny, muzułmański taniec.

Były też tam trzy Tunezyjki, które nie miały ochoty z nami się spotkać i nas poznać. Widocznie miały jakieś uprzedzenia do nas i cały czas siedziały osobno w kuchni, tłumacząc swoje zachowanie tym, że nie chcą przy nas palić papierosów.

Wszędzie, niezależnie od tego gdzie się znajdziesz, spotkać możesz na swojej drodze, fajnych, przyjaznych i chętnych do pomocy ludzi. Możesz też trafić na nieprzyjaznych a nawet takich, tworzy mają jakieś uprzedzenia rasowe. Jest to bardzo przykre ale niestety prawdziwe.

Hatema poznaliśmy przed wejściem do jego mieszkania. Pozwolił nam przespać się u siebie w mieszkaniu chociaż nie wiedział kogo przyjmuje pod swój dach. Poprosiła go o to Anita, która poznała go na spotkaniu CS-ów w Tunisie, gdzie widzieli się tylko dwa razy. Pokazuje to jak niektórzy ludzie potrafią być życzliwi, otwarci i skorzy do pomocy czyli, że są po prostu są dobrzy z natury. Ugościł nas najlepiej jak potrafił oraz przeprosił za zachowanie ludzi, którzy nas nie akceptowali. Widać było że jest mu bardzo przykro z tego powodu. Odstąpił nam nawet swoją sypialnie abyśmy mogli wypocząć przed kolejnym dniem pełnym wrażeń. Jeszcze przed położeniem się spać pożegnaliśmy się z nim aby nie budzić go rano, ponieważ wcześniej musieliśmy wstać.

Ta sytuacja pokazuje, że można pomóc komuś nieznajomemu, zaufać mu i mieć pewność, że on to doceni i nic złego nie zrobi w jego mieszkaniu. Wśród ludzi którzy korzystają z „CS” jest to praktycznie na porządku dziennym, że zupełnie nieznajomi sobie ludzie pomagają sobie wzajemnie – tak po prostu – nie chcąc nic w zamian. Wystarczy zwykłe „dziękuję”.

Dla Hatema było to pierwsze doświadczenie z rodziną korzystającą z CS i był strasznie z tego faktu zadowolony. Bardzo pozytywny człowiek!!!

5 stycznia.

Wstaliśmy o 7 rano, opuściliśmy dom Hatema i udaliśmy się na ponowne spotkanie z Anitą, która zorganizowała nam innego kolegę z samochodem, Housema. Wszyscy razem udaliśmy się do Douggi.

Po drodze zatrzymaliśmy się na śniadanie gdzie zamówiliśmy sobie kanapki z pieczonym kurczakiem i warzywami do tego oczywiście dodawana jest harisa, można poprosić o sos na bazie pieprzu, wszystko to bardzo ostre i pikantne ale w małej ilości bardzo smaczne.

Dougga (Thougga).

Dougga oddalona jest o 112 km na południowy zachód od Tunisu. To ruiny starożytnego miasta wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury – UNESCO

Miasto to powstało z ruin numidyjskiej Thouggi (z jezyka berberskiego thougga oznacza pastwiska).

Badania archeologiczne potwierdzają występowanie na tym teranie jeszcze wcześniejszych osad prehistorycznych. W okolicach ruin znajdują się gaje oliwkowe i pastwiska, w których po dziś dzień tutejsza ludność wypasa owce i kozy. To starożytne rzymskie miasto jest największym, najokazalszym i najlepiej zachowanym kompleksem starożytnych ruin cesarstwa rzymskiego w całej północnej Afryce a co za tym idzie również w Tunezji. Zostało zbudowane na stoku wzgórza, w niedalekiej odległości rzeki Kalled.

We wschodniej części znajduje się teatr, wzniesiony w II w. naszej ery przez Publiusa Marciusa Kwadratusa, na podstawie planów rzymskich.

Każdego lata w drugiej połowie lipca przedstawiane są tu sztuki podczas Międzynarodowego Festiwalu w Doudze, na widowni mieści się 3,5 tys. widzów.

Teatr – Dougga.

Świątynia Saturna nie zachowała się w tak dobrym stanie, dziś oglądać możemy jedynie część kolumn i zarys budowli, która wzniesiona została końcem II wieku na miejscu świątyni Balla Hamona. W podziemnym cmentarzu odnaleziono głowę samego Saturna w sąsiedztwie licznych pochówków.

Dougga. Zachowane kolumny świątyni Saturna z czasów Septymiusza Sewera (195r.)

Dom Trifolium (dom koniczyny) jest największą budowlą odkopaną w Doudze. Swoją nazwę zawdzięcza pomieszczeniom rozmieszczonym tak, że przypominają kształtem czterolistną koniczynę. Z dziedzińca wchodzi się do wielu pokoi a także na miejsce gdzie dawniej znajdował się ogród. Na południe od tego domu znajduje się mauzoleum Atbana. Jest to jedyny przykład architektury Numidów zachowany w Tunezji (budowla zrekonstruowana).

Kapitol – świątynia trójcy kapitolińskiej (Jowisza, Junony i Minerwy) zbudowana z wapienia w 166 lub 167 roku naszej ery. Najlepiej zachowana świątynia kapitolińska w całej północnej Afryce. Składa się z 6 żłobkowanych ośmiometrowych kolumn korynckich, podtrzymujących front z płaskorzeźbą Antonina Piusa. Wrota z rzeźbionym nadprożem, prowadzą do wnętrza sanktuarium.

Kapitol i Świątynia Merkurego (po prawej).

Forum sąsiadujący z rynkiem był miejscem spotkań i zgromadzeń. Zajmuje on powierzchnie 924 m2 i jest to stosunkowo mała budowla jak na standardy rzymskie. Przy forum znajdowała się kuria (miejsce posiedzeń sądu) oraz Świątynia Merkurego.

W zachodniej części znajduje się Świątynia Celestis – bogini nieba, księżyca i płodności. Świątynia miała kształt półkolisty i była otoczona portykiem.

Świątynia Celesty.

Ruiny Douggi zajmują ogromną ogromną powierzchnię i są znakomicie zachowane. Potrzeba by kilku dni aby zwiedzić je bardzo dokładnie, zwłaszcza gdy chciałoby się zajrzeć w każdy zakamarek.

Thuburdo Majus.

W drodze powrotnej do stolicy udaliśmy się na lunch gdzie skosztowaliśmy czegoś co kształtem przypominało tortillę. Mijaliśmy również ruiny rzymskich akweduktów, które dawniej dostarczały wodę do Tunisu, zatrzymaliśmy się również na krótkie zwiedzanie ruin Thuburdo Majus.

Forum z kolumnami Kapitolu.

Thuburbo Majus lub była pierwotnie miastem punickim, później założonym jako rzymska kolonia weteranów przez Augusta w 27 p.n.e. Ruiny miasta znajdują się w środku wsi, bez miast w pobliżu.

Większość miasta została zbudowana około 150-200 i odrestaurowana w IV wieku. W Thuburdo Majus warto zobaczyć Kapitol zbudowany w 168. Miasto utrzymywało się z upraw zboża, oliwek i owoców. Pod rządami Hadriana został uczyniony municipium , co przyczyniło się do wzrostu bogactwa, a Kommodus uczynił z niego kolonię.

Na zobaczenie tego obiektu (bo zwiedzenie to za dużo powiedziane) mieliśmy tylko około kwadransa a to dlatego, że musieliśmy zdążyć na pociąg do Sousse.

Thuburdo Majus – Świątynia Merkurego.

W ten sposób zakończyliśmy bardzo interesujący, aktywny i pełen atrakcji wyjazd do Tunisu, Sidi Bou Said i Douggi.

Jeśli chodzi o pociągi, którymi mieliśmy okazje podróżować, to jedne z nich mają bardzo dobry standard – są nowe, bardzo czyste, w toaletach jest bieżąca woda oraz papier toaletowy. Zdarzają się również i takie, które na pierwszy rzut oka ciężko nazwać pociągami.

Inna sprawa to ich punktualność, która nie ma żadnego odzwierciedlenia z rzeczywistością. W ogóle punktualność i poczucie czasu w tym kraju ma zupełnie inne znaczenie niż w Europie ale trzeba być tego świadomym i liczyć się z tym.

6 Stycznia.

Chcieliśmy wyjechać z samego rano do El-Jem lecz jak to często bywa nasz pociąg się spóźnił, tym razem tylko o 30 minut. Po dotarciu na miejsce trzeba było coś zjeść i tu po raz pierwszy skosztowaliśmy jak smakuje brick. Jest to cieniuteńkie ciasto nazywane malsouqa lub warka, z którego tworzy się rodzaj trójkątnego pierożka albo też kieszonki.

W środku znajduje się farsz, który może być zrobiony z mięsa jagnięcego, drobiowego, także z tuńczyka, owoców morza oraz z jajek.

El-Jam (arab الجم, fr. El Jem).

To miasto położone w Sahelu Tunezyjskim zostało założone na ruinach rzymskiego Thysdrus, w pobliżu dawnego miasta punickiego. W roku 689 było ono ośrodkiem antyarabskiego powstania Berberów.

Pomnik na Placu Niepodległości w El-Jem.

Obecnie najbardziej znane jest z okazałego i wspaniale zachowanego Koloseum.

Koloseum od strony wejścia.
Eliptyczna arena o obwodzie 427m i wymiarach 65 x 39m.

Przed wejściem do niego stał wielbłąd, piękne zwierzę, które niestety nie wyglądało na szczęśliwe – bo kto byłby szczęśliwy z zakneblowanym pyszczkiem, do tego przywiązany do barierki? Zwierzę to kładło się i wstawało na komendy po to by głupi turyści wsiadali na niego robiąc sobie przy tym zdjęcia i nie kryjąc pustej radości.

Koloseum to powstało w latach 230-238 naszej ery.

Po wejściu do Koloseum od razu w mojej głowie zaczęła działać wyobraźnia. Pojawili się gladiatorzy walczący między sobą o życie oraz cieszący się i popijający wino Rzymianie, dla których widok krwi i śmierci był przyjemnością. Ujrzałem również obrazy ludzi prześladowanych za bycie innymi, których ciała były rozrywane przez dzikie zwierzęta: lwy oraz tygrysy.

Jedyne zniszczenia, którego ta budowla doświadczyła, powstały po tym jak cesarstwo rzymskie upadło a ziemie te powróciły do rąk arabskich.

Z samej góry widowni można było podziwiać całą arenę, trybuny, kunszt architektów tamtejszych czasów jak i widok całego obecnego miasta.

Panorama El-Jem ze szczytów koloseum.

W mieście tym znajduje się również małe Koloseum, które obecnie jest jedna wielką ruiną i nie ma tam nic godnego uwagi. Są tam tylko walające się kamienie wraz z piaskiem i ogromem śmieci.

Ruiny małego amfiteatru z I w. n.e.

Po zwiedzeniu Koloseum udaliśmy się do muzeum, w którym znajdują się mozaiki, rzeźby i szczątki przedmiotów codziennego użytku z czasów po rzymskich. Przy muzeum znajdują się ruiny willi rzymskiej gdzie przedstawione jest rozmieszczenie pokoi i łaźni a także mozaiki przedstawiające np. boginie Afryki oraz różnych bogów rzymskich. Oryginalne ściany zachowały się do wysokości około 1m, wyższe partie są odrestaurowane. Można tam też zobaczyć ozdoby korynckie jak i malowidła skalne.

Willa rzymska i muzeum archeologiczne.
Mozaiki z czasów rzymskich.

Gdybyście się tu wybierali postarajcie się uzyskać dokładne informacje na temat tego, na których dokładnie stacjach pociągi się zatrzymują oraz którą klasą pociągu podróżujecie. Nam zdarzyło się, że kupiliśmy bilet w dwie strony a pani na dworcu w Sousee poinformowała, że mamy wracać pociągiem o godzinie 19:30 a w pociągu tym są wagony II klasy. Pociąg zatrzymać miał się w centrum Sousse a jak się później okazało pociąg, którym wracaliśmy zatrzymał się dopiero na następnej stacji, 10 km za Sousse, skutkiem czego musieliśmy łapać taksówkę i wracać nią do naszego hotelu. Ponadto w tym pociągu były wagony tylko I klasy więc musieliśmy także dopłacić różnicę do ceny biletu.

7 stycznia.

Tego dnia udaliśmy się do Kairuanu prywatną taksówką zwaną Louages (czyt. luaż). Louages to najczęściej prywatne mini-busy, w których jeździ się grupami (od 8 do 10 osób). Mają one ustaloną cenę i zapewniają stałe połączenie między większymi miastami. Nie mają zaś ustalonego rozkładu jazdy i w podróż wyrusza się dopiero wtedy, gdy wszystkie miejsca są zajęte. Czasem zajmuje to 5 minut a czasami może potrwać i 30 minut lub dłużej. Nie mają one też żadnych ustalonych czasów odjazdów ani rozkładu jazdy. Można wyjechać wcześniej gdy komuś się bardzo spieszy, nawet gdy są jeszcze wolne miejsca, ale pod warunkiem, że pasażer któremu się spieszy zapłaci za te wolne miejsca.

Zaraz za wyjazdem z miasta, już na drodze wylotowej, zatrzymał nas wojskowy patrol. Sprawdzali dokumenty ale tylko tubylcom. Cudzoziemców zostawili w spokoju.

Kaioruan – święte miasto Islamu.

Nazwa miasta pochodzi od arabskiego kairuwân – oznaczającego obóz wędrownych nomadów. ar. القيروان, trl. Al-Qayrawān, trb. Al-Kajrawan

Kairuan to jedno z pierwszych miast Afryki Północnej, które trwale opanował islam. Dziedzictwo kulturalne i bogata historia predysponują to miasto do bycia wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Zwiedzanie Kairuanu zaczęliśmy od Zawiji Sidi Sahbi (Zawiji Cyrulika). W krajach muzułmańskich, (poza Turcją) w meczetach biały człowiek, czyli „niewierny” nie może przebywać i nie ma tam wstępu. Jedyne co może to zajrzeć do środka przez wejście.

Kairouan – Zawija Sidi Sahiba zwana Meczetem Cyrulika.

W tym miejscu jeśli można się tak wyrazić jest pochowany „kolega” proroka Mahometa, który był też jego cyrulikiem. Nazywał się Abou Zamaa el Belaoui i znany był z tego, że nosił przy sobie 3 włosy z brody proroka:

– jeden na wysokości serca

– drugi pod prawym ramieniem

– trzeci natomiast pod językiem

Właśnie dlatego zawija ta nazywana jest potocznie „meczetem fryzjera”. Wewnątrz znajduje się grób Abou Zamaa el Belaoui. Do tej pory dokonuje się również rytuału obrzezania chłopców, którzy ubrani są w białe dżelaby, a na głowach mają czerwone czapeczki zwane szeszijami.

Sala modlitw.

W kolejnym etapie zwiedzania Kairuanu kierowaliśmy się do Wielkiego Meczetu a po drodze odwiedziliśmy „Baseny Aghlabidów”, które w dawnych czasach dostarczały ludności miasta wodę ze wzgórza Dżabel Cherichera oddalonego od miasta o 36 km. Zostały one zbudowane w 862 r. i do dzisiaj uważane są za kunszt hydrotechniki IX-wiecznych arabskich architektów.

Wielki basen (El-Bekri) powstał w latach 859-863 – ma pojemność 58000 m3 i 129,7 m średnicy.

Pierwotnie było ich 14 obecnie jest tylko kilka i służą jako atrakcja turystyczna.

Wielki Meczet (Le Grande Mosquee).

– został wzniesiony w 670 r. a przez dynastię Aghlabidów. W 836 r. został rozbudowany i w takiej formie przetrwał do dnia dzisiejszego. Jest to jeden z najstarszych meczetów na świecie, w całym Maghrabie jest uważany za najbardziej imponujący budynek. Jest to budowla, która ma ogromne znaczenie religijne, historyczne jak i architektoniczne.

Wielki Meczet (Le Grande Mosquee).
Budowę meczetu rozpoczęto w 672 r. z razkazu Oqby Ibn Nafiego. Obecny kształt pochodzi z czasów Aghlabidy Ziyadeta Allaha (836 r.) gdy dodano kolejne nawy i kopuły.

Minaret, który się przy nim wznosi jest jak latarnia morska, z której modlitwa dociera do każdego zakątka Kairuanu. Imponujący jest nie tylko minaret a cała budowla wraz z dziedzińcem w środku, której znajduję się zegar słoneczny. Dziedziniec otoczony jest arkadami oraz rzeźbionymi portalami z drewna, które są wejściem do Sali Modlitw. W środku jest ogromna liczba kolumn, które podtrzymują łuki a te z kolei całą budowlę. Sufity przyozdobione są licznymi żyrandolami a podłoga pokryta jest ręcznie tkanymi dywanami.

Odwiedziliśmy też studnie Bir Baruta – została ona wykopana prawdopodobnie w VIII w. Wodę wyciąga wielbłąd, który znajduje się w zamkniętym pomieszczeniu. w kieracie i Chodząc w kółko w kieracie obraca mechanizm pompy, która wyciąga wodę ze źródła. Studnia ma podobno połączenie z Mekką, a woda – szczególne właściwości. Każdy, kto się jej napije, powróci do Kairuanu.

Woda ze studni ma cudowne właściwości a legenda głosi, że źródło ma połączenie z Mekką i kto napije się tej wody powróci do Kariuanu.

Mechanizm pochodzi z 1690 roku a sama sięga swoimi początkami do roku 796r. Wciąż napędzana jest kieratem z 1690 roku, który – niestety – wprawia w ruch chodzący w koło wielbłąd.

Zwiedziliśmy też medynę, która jest jedną z największych w Tunezji. Pogubić się w niej to nie żadna ujma na honorze. Jest tu tak dużo krętych, dłuższych i krótszych uliczek, przy których znajduje się steki suk, że skutecznie odwracającą uwagę od zorientowania się gdzie obecnie jesteśmy. Nie ma się więc czemu dziwić, że prawie wszyscy Europejczycy gubią się tu codziennie.

Na naszej dzisiejszej liście były jeszcze cztery atrakcje, które chcieliśmy odwiedzić. Na wszystkie te atrakcje kupuje się jeden zbiorowy bilet. W przewodnikach turystycznych i biurach informacji turystycznej informują, że są one dostępne do zwiedzania.

Przed wejściem do tych miejsc również są informacje o godzinach otwarcia. Staraliśmy się więc być w takich miejscach punktualnie. W praktyce jednak są one często zamknięte i nie można ich zwiedzać. Nikt nie wie i nikt nie potrafił nam odpowiedzieć na pytanie dlaczego drzwi, które powinny być otwarte są zamknięte.

Spacerując ciasnymi uliczkami medyny nie mogliśmy sobie odmówić spróbowania słynnych kairuańskich ciasteczek makroudh.

Słynne kairuańskie ciasteczka makroudh (makrud) nadziewane doktylami z miodem.
Wnętrza pałacu Beja.

Prawie każda osoba, która chce Cię tylko gdzieś zaprowadzić – gdy pytasz o drogę – jest bardzo miła, uprzejma oraz życzliwa. W praktyce okazuje się później chodzi jej tylko o to żeby wyciągnąć od Ciebie pieniądze za przysłowiową pomoc.

Mury medyny – mają 3,8 km długości. Zaczęto je wznosić za czasów kalifa Bagdadu El Masura w 761 r.

Bardzo dobrze jest znać język francuski, wiele osób w bardzo małym stopniu mówi po angielsku, przez co bardzo często powstają nieporozumienia podczas robienia zakupów i nie tylko.

Kairouan jest największym w Tunezji ośrodkiem produkcji dywanów, tkanych oczywiście ręcznie.

Po ekscytującym i bogatym we wrażenia zwiedzaniu Kairuanu wróciliśmy taksówką louages do Sousse.

… i na koniec trochę kairuańskiej współczesności.

8 stycznia.

Zostaliśmy w Sousse aby odpocząć po intensywnym podróżowaniu i zwiedzaniu okolic w przeciągu prawie całego tygodnia.

Posiedzieliśmy sobie trochę na plaży, ponownie odwiedziliśmy Medynę aby zrobić zakupy. Tata odwiedził jeszcze meczet.

Wieczorem po raz ostatni poszedłem zobaczyć się z Sahbim, po raz pierwszy w życiu byłem w tunezyjskiej knajpie gdzie paliłem prawdziwą sziszę o smaku jabłka.

9 stycznia.

Z samego rana udaliśmy się na lotnisko aby wrócić do Polski. Nie obyło się tu oczywiście bez przykrych niespodzianek.

Po wejściu na lotnisko nadaliśmy bagaże i tu też pierwszy raz sprawdzano nam paszporty – nie było z tym żadnych problemów. Po nadaniu bagaży udaliśmy się do drugiej kolejki aby urzędnik celny podbił nam paszporty i bilety samolotowe pieczątką wyjazdową. Siostra wraz z tatą bez żadnych problemów przeszli przez kontrolę, natomiast ja nie spodobałem się celniczce sprawdzającej dokumenty. Zatrzymała mnie przywołując przełożonego w efekcie czego odstawiono mnie na bok.

Urzędnik upierał się, że paszport, którym się posługuję nie jest mój i w związku z tym nie mogę opuścić Tunezji. Pokazałem mu dowód osobisty, prawo jazdy, legitymację studencką ale nic nie pomagało.

Bardzo mnie to zdziwiło, zirytowało i zdenerwowało przez co mówiłem szybko i czasami unosiłem głos co w ogóle mi nie pomagało.

Widziałem jak celnicy wymieniają miedzy sobą spojrzenia oraz głupio się uśmiechają, chcieli sobie ze mnie zrobić żarty i zabawić się moim kosztem. Wpadli na pomysł, że mam się ogolić i wtedy stwierdzą czy jestem podobny i czy mnie wtedy wypuszczą.

Powiedziałem, że się nie ogolę i poprosiłem aby nie kazali mi tego robić. Oni jednak nie chcieli słuchać moich próśb i wymówek, śmiejąc się przy tym i nabijając się ze mnie. Powiedziałem, że po pierwsze nie zetnę mojej brody bo ją lubię, a po drugie nie mam już środków na zakup maszynki do golenia. Zażądałem ściągnięcia odcisków palców i porównania z tymi, które są w systemie. Ten ich szef odmówił wciąż bawiąc się tą sytuacją. Reszta załogi zaczynała już patrzeć na to normalniej mówiąc przy tym, że to czy mnie wypuszczą z ich kraju zależy od przełożonego. Jeszcze raz powtórzyłem, że się nie ogolę, żeby dał mi spokój i wpuścił mnie do samolotu. Urzędnik kazał mi czekać i gdzieś wyszedł. Po chwili wrócił z żądaniem, że mam się udać do łazienki aby ściąć brodę. Kolejny raz odmówiłem a on znowu gdzieś poszedł.

Po jakimś czasie wrócił z innym facetem, któremu przedstawiłem całą sytuacje. On zabrał mój paszport oraz bilet i podał celnikowi aby ten wbił mi pieczątki. Całe to nieprzyjemne zamieszanie z tłumaczeniem się i użeraniem z celnikami trwało około pół godziny. Tato z siostrą też musieli się mocno denerwować i niepokoić nie wiedząc, co się ze mną dzieje. Dlaczego nie wychodzę i jak długo jeszcze to potrwa?

Bardzo zdenerwowała mnie ta sytuacja ale co zrobisz gdy trafisz na takiego bałwana, któremu nudzi się w robocie. Oprócz mnie również zatrzymali jakiegoś innego chłopaka, chwilę przed tym jak mnie wypuścili, widać że ewidentnie szukali rozrywki.

Gdybyście byli w podobnej sytuacji zachowajcie więcej spokoju niż ja. Nie dajcie się nabrać oraz zwieść i zabawiać waszym kosztem, bądźcie stanowczy i nieugięci ale w spokojny sposób. Nie unoście się emocjami tak jak ja się uniosłem. Kłopoty na granicy miałem pewno dlatego, że tak się zachowałem, bo po raz pierwszy w życiu spotkał mnie taki przypadek.

Później czekaliśmy już tylko na samolot i wszystko dobrze się skończyło. W taki nieprzyjemny sposób zakończyliśmy podróż do Tunezji. Cały wyjazd był bardzo udany i wszystkim polecam wybrać się w te strony.

Gdy kolejny raz będę się wybierał do tego kraju chce się udać na południe aby po raz pierwszy w życiu pojechać na Saharę. Chcę zobaczyć i poczuć tą pustynie. Pojechać tam z plecakiem, spać pod namiotem i podróżować na wielbłądach. Już czekam na dzień aby móc zrealizować ten plan ;]

Uczestnicy wyjazdu:

Monika.

Mateusz.

Antoni.

Autor tekstu – Mateusz Noga. Opracowanie – Antoni Noga.

Zdjęcia – Antoni, Monika i Mateusz Noga.

0 0 votes
Article Rating

Powiązane zdjęcia:

Subscribe
Powiadom o
guest

3 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] pojawił się już jakiś czas temu artykuł autorstwa mojego syna Mateusza, w którym opisywał naszą wspólną podróż po Tunezji. W opisie tym przedstawił relację dzień po dniu z pobytu w tym ciekawym kraju. Ponieważ […]

Paweł
Paweł
2 lat temu

Serwus. „Zagrzebałeś” ten wpis o Tunezji w kategoriach –> zakładce –> 'podróże zagraniczne’ i gdyby nie Twój link do mnie nie „wlazłbym” na niego. Front zakładka –> 'najnowsze artykuły’ nic tym razem nie sugeruje dla przeciętniaka wchodzącego na Twój blog. To taka moja osobista uwaga bo pewnie dla internetowe społeczności FB, IG …itp. rozreklamowany jesteś 😉 Noo inaczej tym razem.Inaczej! Nie blisko domu Twojego, a dalej w świat ruszyłeś, ba….poleciałeś. Czas leci, to już nie Ty zabierasz dzieci w podróż, …..a One Ciebie;) Tunezja pokazana nie od strony uwielbianych słonecznych plaż, a ta po Waszemu i z Wami RAZEM. Wpis… Czytaj więcej »

Antoni Noga
2 lat temu
Reply to  Paweł

Z umiejscowieniem wpisu to jakaś przypadłość techniczna. Postaram się poprawić tak, aby wpis pojawiał się tam gdzie trzeba. Dziękuję za uwagę :). Ja zabierałem dzieci w przeróżne miejsca gdy były młodsze. Teraz One mnie zabierają – taka kolej rzeczy i bardzo to miłe, i przyjemne 🙂 Tunezja – przepiękny kraj z przebogatą historią i jej śladami prawie na każdym kroku więc warto tam pojechać. Jak sam zauważyłeś nie tylko dla pięknych plaż – bo tych wszędzie pełno i podobne są do siebie. Warto się ruszyć w teren mniej znany i zobaczyć naprawdę interesujące miejsca, sposób i styl życia mieszkańców. Skosztować… Czytaj więcej »