Północne rejony centralnej części Beskidu Niskiego, z północno i północno-wschodnimi stokami Pasma Magury Wątkowskiej, są rejonami bardzo przeze mnie lubianymi i często odwiedzanymi. Z miasta, w którym mieszkam jest do nich naprawdę blisko więc gdy tylko mam jakiś wolny dzień i ochotę na przechadzkę, siadam w samochód i podjeżdżam na skraj jakiejś miejscowości skąd wyruszam na krótką wędrówkę.

Relację z wędrówki, którą przedstawiam w niniejszym artykule rozpocząłem w górnej części wsi Mrukowa skąd poszedłem w górę potoku Szczawa często zbaczając z leśnej drogi i obniżając się w dół koryta potoku po to aby zobaczyć liczne tu kaskady. Tak idąc doszedłem do miejsca, gdzie znajduje się cudowne źródełko i kaplica z wmurowanym w jej wewnętrzną ścianę tajemniczym Kamieniem Burskim. Następnie opuściłem znakowany szlak aby wdrapać się na szczyt Trzech Kopców. Z Trzech Kopców zszedłem na skraj wsi Jaworze skąd udałem się na wzgórze Walik, gdzie w średniowieczu znajdowało się grodzisko. Następnie grzbietem Desznickiej Góry poszedłem na jej kulminację po czym skierowałem się w stronę Jelenia. Z jego szczytu moja dalsza droga prowadziła przez Makarkę a następnie południowo-zachodnim skrajem wsi Brzezowa. Po minięciu Wyżniego Końca Brzezowej wspiąłem się na zachodni kraniec Pagórka, skąd pozostało mi już tylko przyjemne zejście do Mrukowej.
Mrukowa to niewielka wioska pięknie położona w dolinie potoku Szczawa, mającego swoje źródła na północno-wschodnich stokach masywu Świerzowej. Od południowego zachodu ograniczają wioskę strome stoki Zamkowej Góry, od południa Trzy Kopce a od wschodu stoki Pagórka, bliźniaczego szczytu masywu Bucznika. Na północy Mrukowa sąsiaduje z Samoklęskami.

Przepływająca przez Mrukową Szczawa w swoim górnym odcinku charakteryzuje się dużym spadkiem. Źródła Szczawy znajdują się na wysokości ok. 600 m n.p.m. Jej koryto wyżłobione przez spływającą wodę, wciskając się między stoki Trzech Kopców z jednej strony a Smyczkę i Zamkową Górę z drugiej, biegnie przez odporne na erozję głazy piaskowca magurskiego. Warunki takie przyczyniły się do powstania bardzo licznych tutaj i malowniczych kaskad oraz kilku niewielkich wodospadzików.
Przy południowym krańcu wsi, po lewej stronie drogi znajduje się pole biwakowe i dość duży parking. Tutaj też zostawiam swój samochód i stąd wyruszam na szlak. Dosłownie – bo leśna droga wprowadzająca stąd w głąb lasu oznakowana jest szlakami PTTK w kolorach zielonym i żółtym. Później moja wędrówka przebiegać będzie po nieoznakowanych ścieżkach i drogach.
Miejsce naprzeciw pola biwakowego i parkingu od niepamiętnych czasów nazywane było Woźnica. Nazwa ta nawiązuje do zatrzymujących się tu dawniej furmanek dowożących wiernych, pielgrzymów i pątników, chcących dotrzeć do cudownego źródełka, Kamienia Burskiego i kaplicy z figurką Matki Boskiej. Od wieków przy kaplicy pod Trzema Kopcami odbywają się 2 razy w roku wielkie odpusty; pierwszy w drugi dzień Zielonych Świątek a drugi w święto Matki Boskiej Siewnej więc woźniców i furmanek w tym czasie bywało tu dużo.
W okolicy parkingu zaczyna się też Droga Krzyżowa biegnąca równolegle do szlaku turystycznego ale po drugiej stronie Szczawy i stanowi alternatywą trasę dla owego szlaku. Wyżej (bodajże przy IX kapliczce) łączy się ta droga ze szlakiem turystycznym.
Kaskady na potoku Szczawa.

Po wejściu do lasu widać jak mocno rozjeżdżona jest tu droga i jak dużo jest śladów kolein wielu samochodów. Od jakiegoś czasu podjeżdżają tu ludzie samochodami i napełniają plastikowe butelki dobrą, zmineralizowaną wodą, której ujęcie znajduje się pod skarpą po prawej stronie drogi. Skoro tak to włodarze tej drogi mogliby pomyśleć o jakimś utwardzeniu jej chociażby do tego miejsca.

Idąc dalej droga zaczyna się wznosić przyjmując formę niewielkiego wąwozu. W miejscu, gdzie słychać szum spadającej wody opuszczam drogę schodząc stromo w dół aby dostać się do koryta, którym spływa potok. Zaczynają się tu kaskady więc odtąd będę szedł wzdłuż potoku przeskakując po kamieniach z jednego brzegu na drugi. Będę tak szedł w górę Szczawy aby dojść do kilku niewielkich wodospadzików, robiąc przy tym zdjęcia. Nie pierwszy raz idę tędy – zarówno z biegiem Szczawy jak i do miejsca, gdzie umiejscowiona jest kaplica oraz cudowne źródełko. Pisałem o tym już wcześniej w tym artykule więc można sobie opisy tych miejsc porównać.


Miejscami Szczawa wcina się głęboko tworząc bardzo stromy jar. Trudno się po takiej stromiźnie poruszać w górę czy w dół więc muszę podchodzić ciągle wzdłuż dna koryta przeskakując z kamienia na kamień. W taki sposób mijam kolejne progi wodne i kaskady. Docieram też do największego z tych niewielkich wodospadów ciesząc swoje oko bo naprawdę prezentują się on tutaj, o tej porze roku (jesień) bardzo ładnie.


Mijam jeden z większych dopływów Szczawy i nieco wyżej, gdy potok staje się coraz węższy wspinam się po stromej skarpie do drogi, którą poprowadzony jest szlak. Miejscami skarpy po obu stronach są na tyle wysokie, że idzie się tędy chwilami jak między ściankami niewielkiego wąwozu.



Wkrótce dochodzę do rozgałęzienia szlaków, gdzie zielony odchodzi w drogę skręcającą w prawo, na zachód w kierunku Huty Pielgrzymskiej i Folusza.

Szlakiem tym można dojść w okolice wierzchołka Zamkowej Góry, gdzie w średniowieczu znajdował się zamek Mruków – więcej o grodzisku i zamku na Zamkowej Górze pisałem tutaj. Szlak żółty zaś, którym dalej podchodzę, wkrótce połączy się z drogą, przy której stoi kilka ostatnich kapliczek wspomnianej wcześniej Drogi Krzyżowej z Mrukowej do kaplicy pod Trzema Kopcami.


Kamień Burski i kaplica.
Na niewielkiej polance, gdzie rozchodzą się leśne drogi stoi wykonana z ciosanego piaskowca kamienna kaplica pokryta blaszanym dachem. Zbudowano ją w stylu przypominającym gotycki w 1906 roku w miejscu, gdzie wcześniej stała niszczejąca już, drewniana kapliczka. Fundatorami i budowniczymi kaplicy byli bracia Wojciech i Jakub Balowie z pobliskich Samoklęsk. Była to forma podziękowania za uratowanie życia ich woźnicy, który wraz z zaprzęgiem konnym uległ wypadkowi wywożąc drewno z lasu, także za pomyślność w interesach.

Z powstaniem tu kaplicy związana jest ciekawa legenda. Kilkaset lat temu, w czasach wojen husyckich, przechodził tędy orszak niosący zza południowej strony Karpat wyrzeźbioną w drewnie lipowym figurę Matki Boskiej Wspomożenia Wiernych z dzieciątkiem. Nieśli ją do Jasła, gdzie w kościele Ojców Karmelitów zamierzali ją przechować do spokojniejszych czasów. W czasie odpoczynku figurkę postawili na leżącym kamieniu, na którym – jak się później okazało – odcisnęły się stopy Matki Boskiej. Od tego więc czasu kamień ów uważany był za cudowny i posiadający moc uzdrowicielską. Pielgrzymujący tu ludzie wierzyli, że pocieranie nim bolących miejsc przynosiło ulgę a nawet wyleczenie. Zdarzało się, że niektórzy odłupywali cząstki kamienia zabierając je z sobą, dlatego dzisiaj jest on mniejszy i nie widać już na nim odciśniętych śladów stup.
Wewnątrz kaplicy znajduje się kopia w/w figurki Matki Boskiej oraz wmurowany w ścianę boczną ten tzw. „Burski Kamień”. Wmurowano go tu ponieważ – i tu znów nawiązanie do legendy – wielokrotnie zdarzało się, że ktoś go przenosił w inne miejsce lub chciał go zabrać a on zawsze „wracał” w swoje pierwotne miejsce. Podobna w treści jest kolejna legenda mówiąca, że w czasie budowy kaplicy wspomniany kamień nie dał się obrabiać więc wyrzucano go do pobliskiego strumienia a on za każdym razem cudownie powracał.



Dalsze losy figurki potoczyły się inaczej niż chcieli jej właściciele. W pożarze, który strawił Jasło w kwietniu1785 roku spłonął również kościół Ojców Karmelitów. Z pożaru kościoła ocalała cudownie figurka, którą władze austriackie po kasacji klasztoru w 1786 r. przeniosły do Dukli. Staraniami hrabiny Kuropatnickiej, właścicielki Tarnowca, została ona przez nią odkupiona i podarowana tarnowieckiemu kościołowi. Od tego czasu otoczona jest kultem jako Matka Boska Tarnowiecka. Obecnie figurka znajduje się w ukończonym w 1804 roku murowanym i okazałym kościele, który posiada status Sanktuarium Matki Boskiej Zawierzenia.

Kamienna kapliczka i Cudowne Źródełko.


Poniżej kaplicy od ponad stu lat stoi kamienna dwukondygnacyjna kapliczka słupowa. Jest ona nakryta kamiennym daszkiem, na którym umieszczone dwie kamienne, kuliste banie, zwieńczone kamiennym krzyżykiem z ciekawą płaskorzeźbą ukrzyżowanego Chrystusa. W dolnej wnęce umieszczono figurę Matki Boskiej z dzieciątkiem a, w górnej – św. Józefa również z dzieciątkiem.



Poniżej, przy odchodzącej w bok dróżce, znajduje się źródełko uważane za cudowne.



Od wieków ciągnęły do niego rzesze chorych i cierpiących na przeróżne dolegliwości ludzi, wierzących w cudowną moc uzdrowicielską tej wody. Byli to zarówno mieszkańcy okolicznych wiosek jak i ludzie przychodzący tu zza południowej strony Karpat, a więc ludzie różnych narodowości i wyznawców różnych religii. Oprócz Polaków przychodzili tu Łemkowie, Słowacy, Węgrzy, Rusini oraz z pewnością też i Żydzi. Dawniej źródło to było obfitujące w wodę jednak po obudowaniu go w 1998 roku niezbyt ładną grotą ilość wypływającej wody drastycznie się zmniejszyła. Teraz, gdy przy nim stoję woda ledwo skapuje. Z roku na rok deficyt wody narasta więc rokowania co do ilości wody są niekorzystne.
W masywie Trzech Kopców.
Po opuszczeniu tego uroczego miejsca ukrytego pośród lasu kieruję się w górę za znakami żółtymi. Niedaleko jednak bo przy pierwszej odchodzącej w lewo drodze schodzę ze szlaku i już bez znaków idę w górę. Początkowo na południe po czym skręcam na północny wschód łagodnie podchodząc południowo-zachodnim grzbietem Trzech Kopców.




W końcowej fazie podejścia zaczyna się wyeksponowana stromizna podszczytowa, którą wchodzę na zalesiony wierzchołek. Na szczycie znajduję dość długi rów lub fosa. Być może jest to jakiś sztucznie zrobiony przekop? Po jego drugiej, północnej stronie znajduje się słupek triangulacyjny a więc najwyższy punkt Trzech Kopców.


Obok, prawie na samym szczycie, rośnie rozłożysty jawor. Jest połowa października a jego liście są jeszcze całkiem zielone.

Trzy Kopce (696 m n.p.m.)
To szczyt niewielkiego, zalesionego masywu nazywanego też czasem Trzecim Kopcem. Jest on bocznym ramieniem odgałęziającym się od wschodniej części masywu Świerzowej (805 m n.p.m.), z którą łączy go głęboka i wąska przełączka. W kierunku północno-wschodnim Trzy Kopce łączą się przez szerokie, niskie siodło oddzielające wioskę Mrukową od Brzezowej, z masywem Bucznika (519 m n.p.m.). W kierunku wschodnim odchodzi od niego niski, niezalesiony grzbiet ze wzgórzem Walik i masywem Jelenia, który wraz z Desznicką Górą i Skałą opada stromo w dolinę Wisłoki i potoku Ryj.






Trzy Kopce mają wyraźny i ostry wierzchołek a sam masyw rozciąga się z północnego zachodu na południowy wschód. Posiada strome i bardzo strome stoki, które w dolnej części, zwłaszcza w północno-wschodnich dolinkach rozczłonkowane są drobnymi ciekami wodnymi. Przepiękne lasy masywu Trzech Kopców są w prywatnych rękach i wyraźnie widać, że są bardzo zadbane. Widać tu też wyraźny kontrast między lasami państwowymi a prywatnymi. Wiele razy w swoich wpisach zwracałem uwagę na stan lasów państwowych, które w obecnych czasach są traktowane – że się tak delikatnie wyrażę – „po macoszemu”.


Słoneczna październikowa pogoda tylko podkreśla piękno tych bukowych lasów. Mieniące się wszystkimi odcieniami brązu, żółci i pomarańczy kontrastują ze światłocieniami rzucanymi na szare bukowe pnie ożywiając je wyraźnie. Gdzieniegdzie pojawiają się zielone plamy traw i innych roślin runa leśnego, kontrastujące z rudo-brązowymi liśćmi wyścielającymi leśne ścieżki i drogi. Jeśli komuś brakuje kolorów wystarczy skierować wzrok w górę aby dostrzec rudo-żółte i złociste liście na tle błękitnego nieba czy też białych obłoków. Dla odmiany na północnych i wschodnich stokach bukowe liście są jeszcze zielone co tym bardziej ubarwia te urokliwe lasy.

Nazwa Trzech Kopców nawiązuje do tradycji, wg której dawniej, gdy granice sąsiednich wsi spotykały się na szczycie jakiejś góry, każda wioska ustawiała na nim swoje słupki graniczne. Tu właśnie na szczycie Trzech Kopców łączyły się granice trzech wsi: Mrukowej, Brzezowej i Jaworza.
Ze szczytu Trzech Kopców schodzę uważnie ze względu na dużą stromiznę do drogi grzbietowej. Dalej leśna droga bardzo łagodnie obniża się w kierunku południowo-wschodnim w stronę Jaworza. Południowo-wschodnim grzbietem idę około kilometra po czym skręcam na północny wschód obniżając się już dość stromo w dolinę bezimiennego strumienia. Stamtąd wychodzę na skraj lasu i skręcam w stronę Jaworza.

W zachodnim krańcu wsi, tuż obok małego budyneczku stojącego pod rozłożystym drzewem stoi kamienny obelisk. Upamiętnia on spotkanie kardynała Wojtyły z miejscową młodzieżą.


Jest tu kamienna ławeczka więc przysiadam na chwilę aby coś zjeść i chwilę odpocząć. Z podwórka najbliższego domu obserwuje mnie jakiś miejscowy gospodarz ale nie podchodzi. Uznał widać, że nie jestem kimś, kto przyszedł tutaj coś zniszczyć. Wspominam o tym bo kiedyś zdarzyło mi się podczas fotografowania zabytkowego, przydrożnego krzyża, że podszedł do mnie mieszkaniec pobliskiego domu podejrzewając mnie o jakieś niecne czyny. Dopiero rozmowa z tym kimś o moich zainteresowaniach i znajomości tematu przekonała go, że nic złego nie zamierzałem zrobić. Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie, którzy dbają o kondycję i pilnują takich zabytków jak samotne, przydrożne krzyże czy kapliczki. Podczas moich wędrówek często spotykam ludzi, zwykle starszych, którzy coś przy tych kapliczkach robią, zmieniają kwiaty, sprzątają itp. Często rozmawiam z nimi dowiadując się czasem ciekawych historii.

W okolicy, na łąkach stoków Kolanina pasą się miejscowe krowy i konie.

Spod obelisku wracam przez łąki do drogi od niedawna wysypanej klińcem więc przez to też dobrze utwardzonej. Prowadzi ona z Jaworza do Brzezowej omijając od południa i wschodu wzgórze Walik.

Walik.
Wzgórze, które nazwę swoją wzięło od wczesnośredniowiecznego grodziska nazywanego przez miejscowych Walikiem. Do dziś zachowały się tu bardzo wyraźnie i widoczne w terenie ślady wysokich, ponad 3 metrowych obwałowań.
Grodzisko było duże i zajmowało powierzchnię ok. 4 ha. Najnowsze badania prowadzone niedawno za pomocą zdjęć lotniczych wykazują, że było ono jeszcze większe niż do tej pory sądzono. Więcej o tym wczesnośredniowiecznym grodzisku i znajdującym się nieopodal „koczym zamku” opowiadałem już wcześniej. Można przeczytać o tym w artykule opisującym inną wędrówkę w masywie Jelenia więc zainteresowanych tam odsyłam.

Tutaj zamieszczam kilka aktualniejszych zdjęć (tak dla kontrastu, bo wykonywanych w innej niż podczas tamtej wędrówki, porze roku).
Na teren dawnego grodziska wchodzę od południowej strony skąd prezentuje się ono niezwykle okazałe.

Następnie obchodzę go dookoła idąc zarysem wewnętrznego obwałowania. Z każdego miejsca widoki są przednie i ciekawe więc wykonuję sporo zdjęć.


Grodzisko opuszczam schodząc z obwałowania jego wschodniej strony do słabo już wyraźnej drogi, która w czasach świetności grodu była tą główną.


Nieco dalej, przy skrzyżowaniu dróg mijam domniemane miejsce, w którym w XV wieku miał być usytułowany „koczy zamek” (koci zamek).

Tzw. Kocze Zamki tworzone były z konnych wozów bojowych ustawianych w okręgi. Był to bardzo skuteczny sposób obrony przed nacierającymi polegający na tym, że barykadowano się w środku broniąc dostępu z zewnątrz. Wymyślili go i stosowali podczas wojen husyckich (1419-35) Taboryci (radykalne, czeskie oddziały wywodzące się od Husytów). Ci, którzy pamiętają jeszcze dawne westerny (filmy o Dzikim Zachodzie) pewno przypominają sobie jak osadnicy jadący wozami z dobytkiem na zachód Ameryki bronili się przed atakującymi ich Indianami. Oni właśnie wykorzystywali ten sposób obrony stosowany przez Taborytów w czasach wojen husyckich.

Desznicka Góra (501 m n.p.m.).
W dalszym ciągu podążam, polną drogą biegnącą widokowym grzbietem Desznickiej Góry. Przechodzę przez jej wierzchołek, który nie jest jakoś szczególnie wyeksponowany w terenie więc trudno go dokładnie umiejscowić. Cały czas towarzyszą mi piękne widoki na otaczające mnie z każdej strony góry.

Kilkadziesiąt metrów dalej krzyżują się polne drogi. Jedna z nich prowadzi z Jaworza na Skałę (471 m n.p.m.) skąd można zejść do Skalnika. Druga ze Skalinka do Desznicy. Przez masyw Jelenia przebiegają szlaki rowerowe i konne, które właśnie przez to skrzyżowanie prowadzą. Tuż obok skrzyżowania stał słupek węzłowy szlaków konnych i oznaczenia szlaku rowerowego zwanego „Śladami św. Wojciecha”. Stał do czasu, gdy jacyś wandale wyrwali go z ziemi i obalili niszcząc przy tym oznakowania.
Ślady niszczenia szlaków widziałem także w innych miejscach idąc w ubiegłym roku (wiosną 2020 roku) ze Skalnika. Pisałem już o tym na swoim blogu wcześniej, nagłaśniając nawet temat na facebookowych grupach tematycznych ale skutku żadnego to nie przyniosło. Minęło sporo czasu i nikt do tej pory jeszcze tych zniszczeń nie naprawił. Do dzisiaj drewniany słup leży na skraju drogi pod krzakami a dwie tabliczki kierunkowe zielonego szlaku rowerowego prowizorycznie przymocowane są do gałęzi niewielkiej iwy.


Leżący tu jeszcze w ubiegłym roku (bo także wyrwany wcześniej) znak drogowy „zakaz ruchu” zniknął. Być może komuś z miejscowych na coś się przydał? Widać gminie Nowy Żmigród nie bardzo zależy na utrzymaniu szlaków i przyciąganiu tu prawdziwych miłośników turystyki rowerowej, konnej i pieszej.
Na skrzyżowaniu polnych dróg skręcam na północ kierując się w stronę Jelenia. Gruntowa droga obniża się w zarośnięte drzewami siodło po minięciu którego zaczyna się nieco wznosić.

Jeleń (501 m n.p.m.).
Za rozgałęzieniem polnych dróg wchodzę na jedną z miedz zaczynając podejście w kierunku szczytu Jelenia. To niewysoka góra więc jest użytkowana rolniczo i miedze tutaj to rzecz normalna.

Jeleń zwany też Modrzewiową Górą to niewysoki szczyt niewielkiego masywu górskiego tworzącego swego rodzaju półwysep. Otoczony jest on od północnego zachodu i północy doliną potoku płynącego przez Brzezową, od wschodu doliną Wisłoki a od południa doliną potoku Ryj. Jedynie od zachodu łączy się z ramieniem wysyłanym od Trzech Kopców. Praktycznie grzbiety tego masywu nie są – jak sąsiednie, wyższe wzniesienia – porośnięte lasami. Jedynie północno zachodnie stoki porasta niewielki las modrzewiowy (stąd jego druga nazwa).

Mimo swojej niepozornej wysokości jest on bardzo dobrym punktem widokowym gdyż otaczające go góry znajdują się w dość dużej odległości tak, że nie przesłaniają widoków.

Podobnie jest w całym tym niewielkim masywie i wędrując zarówno przez Desznicką Górą, Skałę czy też Walik możemy delektować się pięknymi widokami. Dlatego spędzm tu trochę więcej czasu aby tym bardziej się zrelaksować. Cicho tu nikt spokoju nie zakłóca więc można naprawdę odpocząć.


Uroczysko Makarka.
W obniżeniu między południowymi stokami Jelenia a północnymi Desznickiej Góry znajdują się zródła bezimiennego potoku. Teren ten jest mocno zarośniety i przez to trudny do spenetrowania. Miejsce to tajemnicze i odludne od dawna już nazywane było uroczyskiem Makarka.

Nieco powyżej tego uroczyska w znajduje się dom, zabudowania gospodarcze, sad, studnia i pasieka.

Prowadzi do niego droga z Brzezowej a miejsce to również nazywane jest Makarką. Być może dawniej był tu jakiś przysiółek Brzezowej? W chwili obecnej mamy tu tylko jedno gospodarstwo.


Miejsce i jego otoczenie jest bardzo urokliwe i ktoś, kto z niego korzysta na pewno jest szczęśliwy.
Piękne jest też otoczenie drogi, która łączy Makarkę z Brzezową. Zwłaszcza teraz, w połowie października, kiedy mamy piękną, słoneczną pogodę i ładnie wybarwione liście drzew i krzewów.


Wyżnim Końcem Brzezowej i zachodnim stokiem Pagórka do Mrukowej.
Z polnej drogi do Brzezowej, którą właśnie schodzę także mam piękne widoki. Idę więc niespiesznie zadowolony i zrelaksowany całą tą dzisiejszą wędrówką.

Droga sprowadza do Brzezowej ale nie zamierzam nią zejść do wioski. W dogodnym miejscu przechodzę do równolegle biegnącej drogi łączącej Brzezową z Walikiem i Jaworzem. Tą drogę też zostawiam przedzierając się przez zarośla okalające strumień, który też muszę przekroczyć w możliwym do przejścia miejscu.


Spłoszyłem w ten sposób stadko saren, które tam przebywało. Niestety nie miałem w ręku aparatu więc nie zdążyłem zrobić zdjęć ponieważ sarny po chwili zniknęły nieco dalej w zaroślach. Jak było do przywidzenia, później już się nie pokazały. Wyszedłem na łąkę i po dotarciu do kolejnej drogi zszedłem z niej niżej aby po chwili znów skręcić w ścieżkę, tym razem prowadzącą w kierunku cmentarza. Następnie dotarłem do ostatnich zabudowań Wyżniego Końca Brzezowej.

Tu przechodzę na drugą stronę asfaltowej drogi aby następnie podejść do starego, kamiennego krzyża stojącego w szczerym polu. Jest on pęknięty ale zabezpieczony przed zniszczeniem stalowymi kątownikami.

Dzień powoli zbliża się ku końcowi i aby nacieszyć jeszcze oczy przed zakończeniem wędrówki podchodzę na grzbiet opadający z Pagórka.


Ładnie z niego prezentuje się położenie Mrukowej i Brzezowej. Na grzbiecie spotykam młodego biegacza, z którym wymieniam pozdrowienia po czym schodzę odcinkiem zielonego szlaku do Mrukowej. Wkrótce słońce schowa się za Zamkową Górą a ja będę musiał jeszcze przejść przez zacienioną Mrukową do górnego krańca wsi, ponieważ to tam właśnie zostawiłem swój samochód.

Na koniec przedstawiam mapkę z zaznaczoną na różowo trasą wędrówki.

Tekst, zdjęcia i opracowanie – Antoni Noga.