Trzeci już raz w swoich wpisach nawiązuję do skrywającej wiele tajemnic i owianej legendami Zamkowej Góry nad Mrukową. Tym razem przy okazji penetrowania sąsiadującej z nią innej góry, zwanej Ruskim Zamkiem lub też Ruskim Zamczyskiem. Obie te góry oddziela od siebie niewielki potok o nazwie Pachniączka. Górny bieg tego potoku to także jeden z celów opisywanej tutaj wędrówki. Jako, że posiada on bardzo stromy spadek na stosunkowo krótkim odcinku, spływająca woda wyżłobiła tu głęboki jar o bardzo stromych brzegach. Na licznych tu progach skalnych utworzyły się malownicze choć niewielkie kaskady i wodospady. Pewnego, wrzesniowego dnia wraz z kolegą wybraliśmy się w rejon północnego krańca środkowej części Beskidu Niskiego aby podchodząc stromym jarem w górę potoku Pachniączka zobaczyć te kaskady, i małe wodospadziki. Powstały one bo pełno tu wychodni gruboziarnistego piaskowca magurskiego odpornego na erozję, wietrzenie i obmywanie przez spływającą wodę. Głównym jednak celem tej wycieczki było spenetrowanie wierzchowiny góry o tajemniczo brzmiącej nazwie – Ruski Zamek. Przy okazji też odwiedziliśmy kolejny już raz nieodległą górę o bardzo stromych zboczach, na której w średniowieczu istniał gród i później zamek zwany „Mruków”. Nie przetrwał on jednak zbyt długo gdyż w XV wieku był już ruiną – o czym pisał w swoich kronikach Jan Długosz. Na szczytowych wierzchowinach Zamkowej Góry i Ruskiego Zamczyska zachowało się mnóstwo wychodni skalnych o bardzo fantazyjnych kształtach. Każdy, kto lubi takie wystające wysoko ponad powierzchnię ziemi skały na pewno byłby zadowolony z takiej wycieczki.
Do miejscowości Pielgrzymka przyjechaliśmy samochodem, który zostawiamy przy końcu wsi. Przejście przez tą dawną łemkowską wioskę z piękną cerkwią darowaliśmy sobie bo byliśmy tu już nie raz. A o Pielgrzymce i pielgrzymskiej cerkwi pisałem tutaj więc nie będę się powtarzał.

Przez Pielgrzymkę, z południa na północ przepływa potok Pachniączka i właśnie drogą biegnącą na południe wzdłuż tego potoku rozpoczynamy wędrówkę.
Początkowo po obu stronach drogi rosną krzewy i drzewa zasłaniające widoczność. Po przejściu kilkuset metrów krzewy się przerzedzają a droga nieco prześwietla tak, że widać już grzbiet wzgórz z wystającymi wierzchołkami Zamkowej Góry, Ruskiego Zamczyska i Smyczki.

Wśród krzewów przeważają tarniny, trochę mniej jest dzikiej róży i jeżyny. Czasem można spotkać głogi i kalinę koralową, mającą pięknie wybarwione, mocno czerwone owoce.


Jest tu też mnóstwo samosiejek ochy i wierzby białej, których nasiona rozsiewa wiatr z drzew rosnących wzdłuż Pachniączki. Na łąkach zaś można nacieszyć oko kwitnącymi zimowitami a także spotkać jeszcze motyla.



Idąc tak polną drogą szybko docieramy do granicy lasu, po czym do granicy Magurskiego Parku Narodowego. Nie wchodzimy jednak do Parku bo granica biegnie wzdłuż drogi, która tutaj skręca w lewo. Tak równo z granicą idziemy ok. 250 metrów docierając do dopływu Pachniączki. Tu granica parku skręca na północ a my dochodzimy do koryta potoku Pachniączka i dalej idziemy już wzdłuż jego biegu. Od tego momentu teren zaczyna się ostro wznosić.
Potok Pachniączka.
Pachniączka ma swoje źródła na pónocnych stokach góry Smyczki (670 m n.p.m.) jakieś 70-80 metrów poniżej szczytu.


Od samego źródła jej spadek jest bardzo stromy tak, że do połączenia się jej z pierwszym dopływem wynosi nieco ponad 200 metrów różnicy poziomów! Przy długości potoku od źródła do tego miejsca (ok. 1300 metrów) daje naprawde dużą stromiznę! Nie dziwi więc fakt, że spływająca w taki sposób woda przez setki tysięcy lat wyżłobiła głęboki jar oddzieląjcy od siebie Zamkową Górę (571 m n.p.m.) i Ruskie Zamczysko (545 m n.p.m.). Spływając po skalnych progach gruboziarnistego piaskowca magurskiego tworzy w korycie tego potoku wiele większych i mniejszych kaskad oraz wodospadów i wodospadzików. Podobnie rzecz się ma na pierwszym dopływie Pachniączki, który opływa Ruskie Zamczysko od zachodu i u jego podnóża wpada do Pachniączki. Wodospady na tych potokach z racji tego, że spływają po obu stronach Ruskiego Zamczyska nazywane bywają „ruskimi wodospadami”.
Kolejny, dłuższy dopływ, który zasila Pachniączkę już w centrum Pielgrzymki ma także bardzo stromy spadek i obfituje w kaskady. Ma on źródła na północnych stokach Czereśli (zwanej też Czerską Górą lub też Czerszlą) i płynie między Księżą Górą a grzbietem odchodzącym od Kobyły. Kilka tat temu schodziłem tym malowniczym jarem z Czereśli – tu relacja.



Dalej Pachniączka płynie przez Pielgrzymkę by po jej minięciu przez równinny teren leniwie już doprowadzić swoje wody do Zawadki Osieckiej. Tam kończy swój bieg uchodząc do Kłopotnicy (dopływu Wisłoki). Nie jest to długi potok bo liczy zaledwie 6,8 km. Nazwa tego potoku nawiązuje do woni wydzielającej się z jej wód. Bogate są one w różne minerały a zwłaszcza w związki siarki co przydaje im charakterystycznego zapachu zgnitych jaj. Zmineralizowanych źródeł w tej okolicy jest więcej co już w XIX wieku udowodnił przebywający wtedy w pobliskich Samoklęskach Baltazar Hacquet. To uczony austriacki, naturalista pochodzenia francuskiego, profesor anatomii, chemii i botaniki, etnolog i pionier badań przyrody Karpat badał i opisał niektóre z występujących w tej okolicy źródeł.
Podejście w górę potoku Pachniączka.
Podchodzenie w górę Pachniączki w tym stromym terenie przyprawia o dreszczyk emocji. Miejscami bardzo strome brzegi, pokryte leżącymi tu od lat bukowymi liśćmi, skutecznie maskującymi nierówności w podłożu i wystające korzenie, sprawiają wiele trudności.


Wody w potoku jest bardzo mało mimo, że przez dwa dni poprzedzające nasz przyjazd tu padał deszcz co jednak niewiele pomogło.

W lesie jest sucho więc taki deszcz nie poprawił sytuacji. Szkoda – bo przy tak niskim poziomie wody tutejsze kaskady i wodospady dużo tracą na uroku.



Mimo to i tak jest tu ładnie i przyjemnie. Zwykle jest tu bardzo mało turystów więc dookoła cisza i spokój tym bardziej, że wiatr ucichł. W niższych partiach lasu, blisko wioski słychać było kilka osób ale byli to zbieracze grzybów. Wyżej nie podchodzili bo orientacja tutaj jest już utrudniona. Wcześniej, przy koñcu wioski stało kilka samochodów, którymi grzybiarze ci przyjechali.

Na stromych stokach i w jarze potoku jest sporo większych i mniejszych wychodni piaskowców magurskich. Niektóre z nich to progi skalne, tworzące kaskady, po których spływa woda. Potok płynie po północnej stronie wysokich, stromych wzgórz pokrytych lasem więc rzadko dochodzi tu światło słoneczne. Dzięki temu oraz dzięki dużej wilgotności leżące tu od setek tysięcy lat kamienie porośnięte są zielonymi mchami.





Często zdarza się, że przejście jedną stroną potoku jest trudnejsze niż drugą więc trzeba się jakoś na ten drugi brzeg przeprawić. Można też przeskakiwać z kamienia na kamień ale nie radzę robić tego wtedy gdy w potoku płynie dużo wody. Kamienie są śliskie i ruchome więc o upadek nietrudno.

Przejście na Ruskie Zamczysko (545 m n.p.m.).
Im wyżej podchodzimy tym bardziej potok staje się mniejszy a jego jar płytszy. Stromizna nieco łagodnieje zwłaszcza już powyżej źródła opisywanego potoku. Często pojawiają się też fantazyjnie ukształtowane i wystajace ponad powierzchnie ziemi korzenie potężnych buków.

Nieco powyżej źródła można dojść do leśnej dróżki, którą poprowadzono zielony szlak turystyczny. My jednak na szlak nie wchodzimy tylko przez las zamierzamy dojść do szczytu Ruskiego Zamczyska.
Na mapie zaznaczona jest leśna dróżka trawersująca szczyt od południowej strony. Dochodzimy więc do niej i idąc nią w kierunku północno-zachodnim docieramy do siodła, gdzie droga ta skręca na zachód. Tu opuszczamy drogę, zaczynając podejście przez las na wierzchołek Ruskiego Zamczyska. Z daleka, wśród rosnących tu buków widać długi ciąg kamiennych, niewysokich ostańców skalnych. Z daleka wygląda to na jakby kamienny mur.

Wyobraźnia podpowiada, że mógłby to być mur wykonany ludzką ręką – wszak nazwa góry taką możliwość sugeruje. Po zbliżeniu się do niego czar jednak pryska. Są to zwyczajne ostańce zbudowane z odpornego na wietrzenie piaskowca magurskiego wypiętrzone tak, że przypominają kamienny mur. Jak się później okaże takich ostańców jest w okolicach wierzchowiny tej góry całkiem sporo. Podchodzimy wyżej i docieramy do szczytu – rosną tu piękne i duże prawdziwki.



Ruskie Zamczysko (Ruski Zamek).
Wokół szczytu rozrzucone są potężne głazy piaskowcowe





Przydają one uroku temu szczytowi a ludziom o bujniejszej wyobraźni umożliwiają snucie domysłów na temat istnienia tu w przeszłości jakiegoś grodziska czy nawet zamku.

A o istnieniu w przeszłości na tej górze czegoś w rodzaju warowni mówią ludowe legendy. Wg jednej z nich władca tutejszej warowni miał toczyć spory z Mrukiem, będącym panem na zamku na sąsiedniej, Zamkowej Górze.
Ruskie Zamczysko to góra o stromo opadających stokach. Od wschodniej i zachodniej strony w głębokich jarach płyną potoki łączące się u jej północnych stoków. Otoczenie szczytu i jego wierzchowina upstrzone są dużą ilością skalnych ostańców i kamieni. Niektóre z nich są naprawdę sporych rozmiarów:

Ma więc ona typowo obronny charakter. Leży na północ od Smyczki (670 m n.p.m.) i oddzielona jest od niej niewielkim siodłem.
Z kolei wał górski mający kulminację na Smycze rozciąga się od doliny potoku Szczawa nad Mrukową i ciągnie się aż do doliny potoku Kłopotnica na wysokości Folusza, w okolicach kopalni. Poczynając od Smyczki kolejnymi szczytami tego wału są Czereśla, zwana też Czerską Górą (611 m n.p.m.) i Kobyła 488 m n.p.m.). Na zachód od Ruskiego Zamczyska leży kolejna stroma góra nazywająca się Księżą Górą (531 m n.p.m.). Kiedyś jedna z czytelniczek tego bloga zapytała skąd znam nazwy tych gór gdyż na ogólnie dostępnych mapach są zaznaczone tylko niektóre z nich. Otóż do tych nazw dotarł etnograf, publicysta, znawca i miłośnik Podkarpacia, muzeolog, pedagog i kolekcjoner Franciszek Kotula. W swoich „badaniach” terenowych często rozmawiał ze starszymi mieszkańcami pamiętającymi tamte czasy, słuchał podań i legend, spisywał je a potem opisywał w swoich książkach. Jedna z tych jego książek to wydana w 1974 roku „Po Rzeszowskim Podgórzu błądząc”, którą szczerze polecam.
Po spenetrowaniu Ruskiego Zamczyska zeszliśmy z niego w kierunku południowo-wschodnim przez las. W ten sposób dotarliśmy najpierw do leśnej drogi by potem tą droga dotrzeć do zielonego szlaku turystycznego. Szlakiem tym podeszliśmy do niewielkiej polanki, z której odgałęzia się ścieżka prowadząca do południowo-zachodniego wierzchołka Zamkowej Góry.

Zamkowa Góra (571 m n.p.m.) i pozostałości po ruinach zamku Mruków.
Po przejściu kilkuset metrów łagodnie pod górę dochodzimy do tego wierzcholka. Jest on upstrzony piaskowcowymi skałami o różnych rozmiarach i kształtach.

Drugi, sąsiedni wierzchołek ma o wiele wiecej takich piaskowcowych ostańców i jest o wiele ciekawszy. To właśnie na nim znajdował się średniowieczny zamek. Do tego wierzchołka przechodzimy przez niewielkie siodełko w kierunku północnym aby od północnego skraju tej kulminacji rozpocząć przechadzkę po dość długim, stromym grzbiecie. Pełno tu większych i mniejszych skał zbudowanych z gruboziarnistego piasowca magurskiego. Obecnie cały ten teren porośnięty jest lasem więc trudno o widoki. Tylko z nielicznych miejsc można przez niewielkie luki między drzewami coś zobaczyć.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu widoki stąd były rozległe jednak przez ostatnie lata drzewa urosły i stało się to prawie niemożliwe. Aby coś zobaczyć należy wybrać się tu zimą, późną jesienią lub wczesną wiosną gdy nie ma już liści na drzewach.
Ta druga kulminacja Zamkowej Góry jest o wiele bardziej stroma, urwista i przez to niedostepna.


Te warunki spowodowały, że w średniowieczu powstał tu niewielki, kamienny zamek zwany potocznie Zamczyskiem lub jak pisał w swoich kronikach Jan Długosz – zamkiem „Mruków”. O Zamkowej Górze i legendach z nim zwiazanych pisałem już wcześniej w jednym z wpsiów na moim blogu. Tak więc abym nie musiał się powtarzać wystarczy kliknąć w ten odnośnik i przenieść się w zimowa scenerię, gdyż w takiej to porze roku odwiedziłem tą górę na nartach śladowych.

Grzbiet ciągnie się z północy na południe a po jego wschodniej stronie można obserwować bardzo strome, przepaściste wręcz zbocza.


Na południowym skraju tego grzbietu znajdowaół się ów zamek. Świadczą o tym fragmenty kamiennego muru, przekop w skale i jama w ziemi, która podobno była studnią. Trudno jednak wyobrazić sobie jak to wszystko wyglądało dawniej bo teren, na którym znajdował się zamek porośnięty jest lasem. Z XV-wiecznych ruin też już prawie nic do naszych czasów nie przetrwało.

Warto tutaj dodać, że w tych okolicach projektuje się utworzenie zespółu przyrodniczo-krajobrazowego, który byłby formą ochrony tego terenu. Równocześnie projektuje się też utworzenie ścieżki przyrodniczej pod nazwą „Skalne Zamki nad Mrukową”. Prowadziła by ona na Zamkową Górę, sąsiednie Ruskie Zamczysko i szczyt góry Trzy Kopce (zwanej też Trzeci Kopiec). Jeśli byłaby możliwość to również i na grodzisko wczesnośredniowieczne Walik nad Brzezową (bo to tereny są użytkowane rolniczo). Więcej o tym projekcie można dowiedzieć się w tym artykule.


Strome zejście z Zamkowej Góry.
Z terenu, na którym znajdował się zamek zaczynamy schodzić wydeptaną scieżką w kierunku południowym. Początkowo dość łagodnie po czym coraz stromiej, by w końcu już zakosami bo stromizna staje się bardzo wyeksponowana. W miejscach, gdzie drzew jest mniej pojawiają się ładne widoki na sąsiednie wzniesienia.


Mijamy też wiele ostańców skalnych zbudowanych z odpornych na wietrzenie gruboziarnistych piaskowców magurskich. Pod nimi spotykamy rozsypane duże ziarna piasku, często ponad półcentymetrowej średnicy.

Wśród tych skalnych ostańców rosną liczne tu paprocie i mnóstwo zielonych krzewinek borowiny. Bardzo ładnie to wszystko wygląda zwłaszcza, że promienie słoneczne podświetlają zielone jeszcze i żółknące już liście buków. Tworzą się też bardzo kontrastujące ze sobą światłocienie, przydające tym miejscom romantycznego charakteru.


Podczas schodzenia w dół mijamy pnie starych drzew porośnięte hubami a w jednym ze spruchniałych pniaków, niczym w naturalnej doniczce, rośnie okazała paproć leśna zwana narecznicą samczą.



Po pokonaniu stromizny docieramy do leśnej drogi prowadzącej z Mrukowej do kapliczki i cudownego źródełka pod Trzema Kopcami. Drogą tą biegną również szlaki turystyczne PTTK – żółty i zielony a obok płynie potok Szczawa. Tą właśnie drogą idziemy dalej w stronę Mrukowej.
Przez łąki i pastwiska w stronę Pielgrzymki.
Po wyjściu na otwarty teren nie idziemy do wsi tylko skręcamy w lewo i po przejściu kilkuset metrów przez łąkę, dochodzimy do polnej drogi. Drogą tą idziemy w kierunku północnym ale po chwili też ją opuszczamy bo prowadzi ona do Mrukowej, a tam nie zamierzamy iść.
Znów przez łąki podchodzimy nieco wyżej skąd mamy ładny widok na otoczenie Mrukowej i widniejący w oddali Kamień nad Kątami.

Z innego z kolei miejsca pojawia się widok na zabudowania Mrukowej i na Pasmo Łysej Góry.

Idąc dalej obniżamy się w zarośnięte krzakami i drzewami zagłębienie, którym płynie strumień. Przechodzimy go w dogodnym miejscu wychodząc na kolejną łąkę. Cały czas towarzyszą nam widoki na Doły Jasielsko-Sanockie, Pogórze Jasielskie i dalej na horyzoncie Pogórza: Ciężkowickie z Liwoczem oraz Strzyżowskie z Klonową Górą i Chełmem.


Wzdłuż polnych dróg i ścieżek, którymi idziemy rośnie sporo krzewów dzikiej róży i tarniny a na łąkach pojedyncze kwiaty. Trafiają się też pojedyncze drzewa owocowe, zwykle są to jabłonie a także trafi się grusza.



Przyjemnie się idzie bo pięknie się wypogodziło i ucichł wiatr.



W taki sposób dochodzimy do pierwszych zabudowań górnej części Pielgrzymki i do zaparkowanego gdzieś tam przy gruntowej drodze samochodu. Tam kończymy tą niezbyt długą ale obfitującą w liczne atrakcje, wędrówkę.

Tekst, zdjęcia i opracowanie – Antoni Noga.
I super:). Wpis jak zawsze w wyczerpującym do cna temat – Twoim stylu.
Jeżeli w najbliższym czasie nie pier.olnę wszystkim i nie zostawię rzeczywistości, na co mam zakusy, to wysoce możliwe, że po tej ww. czynności wyjadę mentalnie we wskazane przez Ciebie miejsca i schowam się tam ze swoimi myślami przed zbyt nachalnym natłokiem informacji zewsząd. Co też innym polecam 😉
Paweł – u mnie też bywają chwile, że chciałbym wyrwać się z otaczającej i przytłaczającej nas rzeczywistości. W miarę możliwości z tej rzeczywistości co jakiś czas się wyrywam i przenoszę w inne miejsce. Tam chwilę pożyję a jak mnie i tam coś wkurza to wracam do siebie. Często też uciekam, najczęściej w „moje” góry bo tam najlepiej się odstresowuję. A miejsca, które tu przedstawiam jak najbardziej do takich ” ucieczek” w samotność się nadają.
Pozdrawiam 🙂👍.