Wędrówki górskie, rowerowe wyprawy, backcountry, podróże.

Folusz, Barwinok, Kornuty, Wątkowa i Polana Świerzowska na nartach.

Na kolejną beskidzką, narciarską wędrówkę wybrałem się w połowie lutego 2017 roku. Celem było przejście głównego grzbietu Magury Wątkowskiej. Trasa prowadziła z Folusza na Barwinok, skąd do rezerwatu skalnego „Kornuty” i dalej grzbietem na najwyższy szczyt tego pasma – Wątkową (846 m n.p.m.) Z Wątkowej do obniżenia z węzłem szlaków zwanego potocznie Magurą Wątkowską. Następnie na szczyt Magury (829 m n.p.m.) a dalej trawersem Kornuty (836 m n.p.m.) zjazd na Polanę Świerzowską. Z Polany Świerzowskiej już cały zjeżdżając stokówką przez tereny dawnej Huty Pielgrzymskiej i wzdłuż biegu potoku Potasówka do Folusza.

W Foluszu, do którego przyjechałem rano samochodem, było dość dużo śniegu. Co najważniejsze, droga prowadząca na południe wzdłuż potoku Kłopotnica nie była jeszcze posypana piaskiem. Mogłem więc spokojnie pokonać ten odcinek drogi na nartach. Zostawiłem więc samochód na dużym parkingu naprzeciw DPS-u, założyłem plecak, zapiąłem narty i ruszyłem w drogę.

Folusz – w górę Kłopotnicy.

Na rozdrożu przed DPS-em znajduje się przystanek PKS a przy nim mają początek dwa szlaki turystyczne PTTK. Są to znakowany na żółto szlak prowadzący przez Bartne i Wołowiec do Koniecznej oraz czarny do Diablego Kamienia i na Barwinok. Przez Folusz biegnie też długodystansowy zielony szlak turystyczny PTTK Gorlice – Ożenna. W okolicach Folusza jest też ścieżka przyrodnicza, znakowana na czerwono – “Folusz”, która łączy ze sobą dwie największe atrakcje Folusza czyli Diabli Kamień i Wodospad Magurski. Po zachodniej stronie drogi znajduje się m.in. Ośrodek Wypoczynkowy Folusz, sklep i smażalnia.

Potok Kłopotnica.

Więcej o Foluszu, zwłaszcza o jego północnej i wschodniej części oraz o przepływającej przez wieś Kłopotnicy pisałem tutaj

Po lewej stronie drogi usytuowany jest Park Rozrywki i Edukacji Ekologicznej. Nieco dalej, po tej samej stronie drogi znajduje się Smażalnia i łowisko „Fish Bar Pstrąg i Karp – Stawy Wacława”. Można tu zjeść smaczne ryby, które można też samemu odłowić w pobliskich stawach. Trzeba tylko pamiętać, że sezon na smażoną rybkę trwa od kwietnia do października. Szczegółów należy szukać na stronie w/w ośrodka.

W latach 30-tych XX wieku powstał tu Ośrodek Zarybieniowy powołany przez Towarzystwo Rybackie z Jasła, który funkcjonuje tu jeszcze współcześnie.

Dalej na południe dolinka Kłopotnicy zwęża się bardzo bo zaczyna się tu przełom potoku. Między stromo opadającymi stokami Kosmy od wschodu i Jaworyków od zachodu potok utworzył tu uroczy choć niedługi przełom. W północnym krańcu tego przełomu można w bród przejść przez Kłopotnicę by po drugiej stronie potoku wejść na leśną ścieżkę i czarnym szlakiem dojść nią do wielkiej osobliwości okolic Folusza – Diablego Kamienia. Jeszcze rok wcześniej tędy właśnie poprowadzony był czarny szlak na Diabli Kamień. Obecnie biegnie on do pola biwakowego i tam po zbudowanej  niedawno kładce przekracza Kłopotnicę aby po drugiej stronie potoku doprowadzić do Diablego Kamienia.

Kilkaset metrów od tego brodu, po lewej stronie drogi znajdujące się pole biwakowe. W tych okolicach mamy najpiękniejsze miejsca przełomowego odcinka Kłopotnicy z wieloma malowniczymi progami skalnymi w korycie potoku, tworzącymi kaskady i niewielkie wodospadziki. Przemykam na nartach między drzewami wzdłuż stromego tutaj brzegu Kłopotnicy aby widokami na te kaskady nacieszyć oczy.

Ruiny tartaku wodnego.

Nieco dalej potok zbliża się do drogi i w tym miejscu wyraźnie widać umocniony lewy (orograficznie) brzeg Kłopotnicy. Umocniono ten brzeg po to aby potok nie podmywał owej drogi.

Umocniony brzeg potoku Kłopotnica – Folusz.

Niedaleko od tego miejsca znajdował się pracujący jeszcze do lat 50-tych XX wieku duży tartak napędzany siłą spadającej wody.

Ruiny tartaku z początku XX w. na Kłopotnicy w Foluszu.

Tartak ten został zbudowany według projektu Władysława Szaynoka na początku XX wieku. Świadczy o tym zachowana dokumentacja techniczna z 1911 roku. Powyżej tartaku znajdowała się tama spiętrzająca wody Kłopotnicy i jej bezimiennego, lewego dopływu. Utworzył się w ten sposób niewielki zbiornik wodny. Woda spływająca z tego zbiornika poprzez betonową rurę napędzała koło tzw. nasiębierne. Było to duże koło o średnicy 5,8 m – mogło ono być tu zastosowane ze względu na korzystne do tego ukształtowanie terenu – duża różnica poziomów. Koło to z kolei poprzez system przekładni napędzało piłę tartaczną. Obok tartaku stały tu dwa budynki gospodarcze, w jednym z nich była kancelaria. Podczas II wojny światowej mieścił się tu niemiecki posterunek wojskowy.

Ruiny tamy na Kłopotnicy.

Pamiętam jak jeszcze w latach 80-tych i 90-tych XX wieku można było po tej tamie przechodzić na drugą stronę potoku bo tama ta spełniała również rolę mostu. Przez ten most prowadziła stara droga leśna w górę Kłopotnicy. Dopiero podczas budowy dróg stokowych służących do wywozu drewna z lasów (w czasach gdy nie było tu jeszcze Magurskiego Parku Narodowego) zbudowano most kilkadziesiąt metrów powyżej owej tamy. Tama ta niszczała przez lata, podmywana przez wody kapryśnej Kłopotnicy aż któregoś roku zawaliła się całkowicie. Dziś możemy jedynie oglądać ruiny tej tamy i nieco poniżej niej, ruiny tartaku.

Widok na ruiny tamy – od południowej strony.
Kłopotnica w okolicy pozostałości po tamie.

Spędzam tu chwilę czasu robiąc kilka zdjęć tych ruin. Następnie muszę się przedostać na drugą stronę potoku wpadającego do Kłopotnicy, na niewielką zarastającą coraz bardziej polanę.

Polana z węzłem szlaków.

Na pokonanie tego potoku mam dwa sposoby. Przejść po drewnianej kładce lub próbować przedostać się na drugą stronę brodem. Tym razem decyduję się na kładkę ponieważ potok jest częściowo skuty lodem a między lodowymi płytami przepływa bystro woda.  Przechodzenie go na nartach po przysypanych śniegiem lodowych taflach nie byłoby w efekcie poślizgu i ewentualnej wywrotki zbyt zabawne.

Po drugiej stronie tego potoku znajduje się drewniany słupek z tabliczkami kierunkowymi szlaków. Tu rozgałęziają się szlaki wyprowadzające z Folusza. Jest tu też drewniana budka kasowa Magurskiego Parku Narodowego (stała tu przez 4 lata bo w 2017 roku przeniesiono ją i ustawiono nieopodal pola biwakowego). W okresie zimowym opłat za wejście do parku się nie pobiera. Jest także przystanek nr 10 na trasie ścieżki przyrodniczej „Folusz”.

Drewniana kładka nad bezimiennym potokiem i bród. W głębi budka kasowy MPN-u.

Zaczyna się tu też droga leśna poprowadzona północnymi stokami Pasma Magury Wątkowskiej. Zbudowana w celu wywózki drewna bo trzeba pamiętać, że przed utworzeniem MPN-u (co miało miejsce w 1995 roku) prowadzono tu intensywną wycinkę lasów. Wycinano wtedy głównie drzewa sosnowe i modrzewiowe nasadzone tu wcześniej, robiąc miejsce dla naturalnych dla tych gór lasów bukowo-jodłowych.

Pamiętam, że jeszcze przed utworzeniem parku często korzystałem zimą z tej drogi bo doskonale nadawała się do biegania na nartach. Tworzyła ona ciekawą pętlę prowadzącą północnymi stokami Kornutów, Wątkowej, Magury i przez Polanę Świerzowską oraz Hutę Pielgrzymską sprowadzała do Folusza. Obecnie jest ona wyłączona z ruchu turystycznego i stopniowo coraz bardziej zarasta. Jedynie odcinkiem z Polany Świerzowskiej przez Hutę Pielgrzymską do Folusza można już przejeżdżać rowerem w sezonie około letnim bo powstał tam szlak rowerowy.

Na lewo, przez wspomniany już wcześniej most nad Kłopotnicą, odchodzi droga leśna w górę Kłopotnicy.

Współczesny most na Kłopotnicy.

Przez ten most przechodzi też odcinek zielonego szlaku PTTK wyprowadzającego na szczyt Magury (829 m n.p.m.) i nazwanego przez jego twórcę śp. inż. Rafała Wałacha „Ścieżką Pierwszego Dnia”.

Most nad Kłopotnicą i odgałęziająca się za nim droga w górę Kłopotnicy, którą poprowadzono „Ścieżkę Pierwszego Dnia” na Magurę (829 m n.p.m) i do węzła szlaków pod Magurą.

Obszar Ochrony Ścisłej „Magura Wątkowska”

Tu też zaczyna się największy w Magurskim Parku Narodowym, Obszar Ochrony Ścisłej „Magura Wątkowska” o czym informuje stosowna tablica. Chroni się tu źródłowy obszar zlewni potoku Kłopotnica oraz źródłowe potoki tworzące Bednarkę. Także lasy bukowo-jodłowe o naturalnym charakterze, tworzące duży, nieprzerwany kompleks pozwalający
na zapewnienie spokoju wszystkim dużym, typowym dla lasów puszczańskich ssakom (jeleń i niedźwiedź). Ochronie podlega też buczyna karpacka i kwaśna buczyna górska oraz nieliczne jaworzyny. Występuje w nich przebogate gatunkowo runo leśne, widoczne szczególnie wczesną wiosną kiedy to zakwitają liczne gatunki tych leśnych roślin. Nieusuwane stare, powalone i rozkładające się drzewa tworzą środowisko dla życia licznych gatunkowo owadów, ptaków i drobnych zwierząt.

W stronę Barwinoka.

Czarny szlak w stronę Barwinoka.

Tak więc od węzła szlaków podążam dalej drogą wznoszącą się łagodnie, aż do ostrego skrętu tej drogi w lewo. Tutaj szlak czarny opuszcza drogę i wzdłuż strumienia wchodzi w zwężającą się w dróżkę.

Stokówka u podnuża masywu Kornutów i odejście szlaku czarnego w prawo na Barwinok.
Południowe stoki Jaworyków i ścieżka znakowana na czarno w stronę Barwinoka.

Ta z kolei przeistacza się w ścieżkę leśną. Wzdłuż tej ścieżki spływa z gór wąskim jarem strumień. Podejście staje się strome i bardzo niewygodne do podchodzenia na nartach. Jest tu wąsko, ścieżka biegnie kamienistym jarem tego strumienia więc decyduje się odpiąć narty. Zatrzymuję się i przypinam narty do plecaka – odtąd niezbyt długi odcinek tego podejścia pokonuję „z buta”.

Czarny szlak w stronę Barwinoka.

Po wyjściu na łagodniej wznoszący się teren znów przypinam narty i już o wiele łagodniejszym stokiem podchodzę wyżej. Ten rejon lasu upstrzony jest sporą ilością powalonych przez wichury drzew.

Powalone drzewa w drodze na Barwinok.
Wiatrołomy w bukowym lesie pod Barwinokiem.

Pnie drzew leżących na szlaku i skutecznie utrudniające podchodzenie, zostały jakiś czas temu poprzecinane przez pracowników leśnych piłami łańcuchowymi aby ułatwić turystom poruszanie się szlakiem.

Poprzecinane pnie powalonych drzew utrudniających przejście szlakiem.

Sam poruszam się na nartach więc łatwo jest mi omijać te powalone drzewa. Wkrótce poprzez pnie drzew zauważam w oddali drewniany, niewielki budynek. Jest to charakterystyczny dla Magurskiego Parku Narodowego solidny deszczochron a obok niego stoi węzeł szlaków.

Deszczochron przy szlaku w lesie pod szczytem Barwinoka.

Barwinok (670 m n.p.m.).

To tu ma swój kres czarny, dojściowy szlak turystyczny z Folusza. Wszystko to znajduje się w niewielkiej odległości od właściwej kulminacji Barwinoka, która wznosi się nieco na północ od tego miejsca.

Przebiega tędy zielony szlak turystyczny z Gorlic i to tym szlakiem będę dalej podążał. Na razie jednak, korzystając z dobrego miejsca na odpoczynek, zatrzymuję się tutaj aby chwilę odpocząć i nieco się posilić.

Barwinok (670 m n.p.m.) to drugi licząc od północno-zachodniego skraju, w kolejności po Ferdlu (648 m n.p.m.), wybitniejszy szczyt w tym rejonie Pasma Magury Wątkowskiej. Jest on całkowicie zalesiony więc widoków z niego nie ma żadnych. Jeżeli ktoś ma ochotę na rozległe widoki to proponuję podejść na sąsiedni szczyt znajdujący się w odległości 1200 metrów na północny zachód od Barwinoka. Ten szczyt to Ferdel a prowadzi na niego zielony szlak w kierunku Gorlic. W 2019 roku zbudowano tuż pod jego szczytem wieżę widokową, którą otwarto w październiku tamtego roku. Pisałem już o tej wieży na moim blogu więc zainteresowanych tym tematem odsyłam do poczytania i obejrzenia zdjęć panoram wykonanych z tej wieży.

Dotarłem więc do głównego grzbietu Pasma Magury Wątkowskiej i od tego miejsca będę się już tym grzbietem poruszał. Grzbietem tym przebiega również granica Magurskiego Parku Narodowego.

Bukowo – jodłowy las na jednej z kulminacji grzbietu przed podejściem na Kornuty.

Trasa biegnie tędy w stronę południową wznosząc się łagodnie. Osiągam dwie kolejne niezbyt wyraźne w grzbiecie kulminacje. Po minięciu tej drugiej szlak nieznacznie skręca na południowy zachód i rozpoczyna się tu nieco bardziej strome podejście, które muszę pokonywać jodełką.

Podejście na Kornuty.

Po kilkudziesięciu metrach szlak skręca na południowy wschód wznosząc się nieznacznie. Tu zaczyna się długi, wypłaszczony grzbiet Kornutów, po którym bardzo przyjemnie biegnie się na nartach.

Szlak zielony na wypłaszczonym grzbiecie Kornutów.

Kornuty (830 m n.p.m.).

To wypłaszczony szczyt w formie dość długiego wału w grzbiecie Pasma Magury Wątkowskiej z kulminacją w jego wschodniej części. W południowo-zachodniej części grzbietu Kornutów, nad urwistymi stokami, znajduje się bardzo ciekawa i malownicza grupa ostańców skalnych.

Pierwsze skały Kornutów.

Zarówno Kornuty jak i cały wał Magury Wątkowskiej zbudowany jest w większości z ławic twardego, gruboziarnistego piaskowca magurskiego. W wyniku procesów erozyjnych spotyka się tu fantazyjnie nieraz ukształtowane wychodnie tego piaskowca, turniczki, bloki skalne pełne spękań, rys i szczelin.

Ostańce skalne na Kornutach.

Nazwę Kornuty przyniosły tu ze sobą pasterskie ludy pochodzenia wołoskiego. Wywodzi się ona od słowa „cornutti” i oznacza róg. Widać skały tutejsze przypominały im rogi skoro tak zostały nazwane.

Ostaniec skalny nad wysokim urwiskiem.

Obecnie grzbiet Kornutów porasta las ale dawniej, tereny te były rozległymi pastwiskami. Roztaczały się stąd rozległe widoki na Beskid Niski, Sądecki i Wyspowy a przy sprzyjających warunkach widać było też Tatry.

Nieco o pasterskiej przeszłości Kornutów.

Jeszcze w latach powojennych, po wysiedleniu stąd Łemków z Bartnego i Przegoniny, którzy przez wieki wypasali tu bydło i owce oraz pozyskiwali kamienie, widać było z daleka rozległe łąki i pastwiska oraz skały na Kornutach. Później z upływem lat tereny te zostały zalesione w sposób naturalny i sztuczny tak, że dziś pokrywa je las.

O pasterskiej przeszłości tych terenów świadczą rosnące jeszcze gdzieniegdzie wśród młodszych drzew tzw. buki wielopniowe nazywane też pastwiskowymi. Rosły one tu do setek lat i miały dawać cień wypasanym zwierzętom oraz pasterzom.

Zbierano spod nich też bukiew dla trzody. W lesie spotkać można też podobne, wielopniowe buki zwane odroślowymi, które wyrosły z jako odrośla z pnia ściętego drzewa. Są one też jakby przedłużeniem tamtego żywego organizmu co powoduje, że drzewo takie ma już kilkaset lat. Ponadto można jeszcze odnaleźć ślady pasterskich zabudowań (szałasów). Trudne są już do odszukania bo zarośnięte lasem (a zimą przysypane śniegiem). Budowane były przez Łemków z kamieni i nakrywane dachami z ręcznie łupanych siekierką deszczułek jodłowych zwanych darnicami. Czasem także kryte były słomą. Łemkowie nazywali te szałasy stajankami.

Biegnę na nartach jakiś czas grzbietem aby po chwili, po prawej stronie, w głębi lasu dostrzec pierwsze wystające spod śniegu skały. To już w tych okolicach zaczyna się teren rezerwatu przyrody nieożywionej „Kornuty”. Zjeżdżam z grzbietowej dróżki i podbiegam do pierwszych skałek, następnie dalej w głębi lasu odszukuję kolejne, większe już ostańce skalne.

Jest ich tu sporo porozrzucanych chaotycznie w większych i mniejszych grupach. Wystają one powyżej gruntu, na którym leżą a także niżej ze stromych stoków i skarp opadających w dół, w stronę doliny potoku Bartnianka.

W wyniku erozji mają one nierzadko fantazyjne kształty i równie ciekawe nazwy jak np: Jaszczur, Ryba, Babka, Ptak, Sypko (nawiązująca do imienia zbójnika z Męciny), Pięść, Maczuga czy Melon. W internecie na tej stronie można odszukać informacje i schematyczny rysunek z nazewnictwem, i rozmieszczeniem tych skał.

Rezerwat przyrody nieożywionej „Kornuty”.

Początki rezerwatu sięgają roku 1935, kiedy to staraniem działaczy Oddziału Gorlickiego Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego uznano część skał za zabytkowy obiekt przyrodniczy. Dwa lata później udało się wykupić z rąk mieszkańca Przegoniny Andrzeja Kołtko ponad 3 morgi tego skalistego terenu wraz z reliktowym, pochodzącym jeszcze z epoki lodowcowej, krzewem kosodrzewiny. (Krzew ten rósł tu jeszcze do połowy lat 80-tych XX wieku kiedy to niestety usechł.). W 1939 r dokupiono niewielki kawałek gruntu. Dalsze starania przerwała wojna. Dopiero po II wojnie światowej podjęto dalsze zabiegi o utworzenie tu rezerwatu. W końcu, w 1953 roku powołano do życia rezerwat o powierzchni 3,32 ha, nieco później powiększono go do ok. 7 ha, aby w roku 1964 powierzchnia rezerwatu osiągnęła 11,90 ha.

Tabliczki: Rezerwatu Przyrody Kornuty i Obszaru Natura 2000 – Ostoja Magurska.

W czasach przedwojennych, kiedy rezerwat tworzono całkiem inaczej wyglądało jego otoczenie. Przede wszystkim pełno było tu pastwisk i łąk a wśród odkrytych skał rosły rozchodniki, na których żerowały gąsienice motyla niepylaka apollo. Założycielom rezerwatu przyświecała także myśl o ochronie rzadkiego już nawet wtedy motyla – niepylaka apollo. Niestety, z biegiem lat i stopniowym zarastaniem terenów łąkowych gatunek tego motyla nie przetrwał tutaj (można go spotkać jeszcze jedynie w Tatrach i być może w Pieninach). W okolicach Kornutów widuje się jeszcze czasem kuzyna niepylaka apollo – nieco mniejszego i skromniej ubarwionego niepylaka mnemozynę.

Rezerwat ten nie znajduje się na terenie MPN ale w jego otulinie, na południowo-zachodnich stokach Kornutów, w gminie Sękowa.

Na terenie rezerwatu Kornuty znajduje się kilka jaskiń szczelinowych.

Jaskinia Mroczna.

Jedną z najdłuższych w Beskidzie Niskim jest Jaskinia Mroczna i wg najnowszych pomiarów ma długość 198 metrów i głębokość 15,5 metra. Wcześniejsze dane mówiły o 175 m dł. i 17 m głębokości. Wejście do niej znajduje się między skałami zwanymi „Pięść” i „Zbój Sypko”. Zresztą, z jaskinią tą i zbójnikiem Osipem (zdrobniale Sypko) wiążą się legendy. Jedna z nich mówi, że ukrywał w niej swoje łupy i skarby. Może warto byłoby sprawdzić kiedyś czy coś z tych skarbów można by tam jeszcze znaleźć???

Taka okazja nadarzyła mi się na początku lat 90-ych XX wieku. Byłem wtedy w tej jaskini wraz z młodszym kolegą. Ubraliśmy się w nieprzemakalne anoraki, uzbrojeni w linę i czołówki wsunęliśmy się do otworu opuszczając się w około dwumetrową studnię a stamtąd przeciskaliśmy się wąskim korytarzykiem do miejsca, gdzie trzeba było przeciskać się przez bardzo wąski otwór znajdujący się na wysokości piersi. Najpierw ręce wraz z głową potem odbicie aby przecisnąć tułów i później głową w dół opierając się rękoma o podłoże. W taki sposób trzeba było się posuwać czasem też na czworaka. Dostaliśmy się do niewielkiej salki, potem jeszcze zeszliśmy niżej do drugiej.

Tyle już lat minęło, że dokładnie nie pamiętam jak to wewnątrz przebiegało więc więcej nie będę pisał. Muszę jednak przyznać, że towarzyszyły mi niesamowite emocje, tym bardziej, że sporo nietoperzy było w środku. Na pewno było tu kilka ich gatunków bo różniły się wielkością i kształtem.

Nie posuwaliśmy się jednak zbyt daleko bo obawy i strach brały górę. Nie widziałem tu żadnych stalaktytów bo to nie ten typ jaskiń. Było za to bardzo wilgotno, ślisko, zimno i pełno błota. Po wyjściu na powierzchnię byliśmy bardzo wysmarowani błotnistą mazią, brudni i mokrzy. Ot! – i cała przyjemność 😉 . Jednak nie żałuję bo doświadczyłem czegoś nowego i innego 🙂

Obecnie wejście do jaskini zasłaniane bywa metalową kratą.

Grzbietem Magury Wątkowskiej.

Po obejrzeniu tych ciekawie ukształtowanych skał wracam do głównego grzbietu, mijam tablice z nazwą rezerwatu i po krótkim biegu docieram do kulminacji Kornutów (830 m n.p.m.).

Nie jest ona jakoś wyraźnie widoczna w terenie bo tak tu jest płasko, ot – oznaczona charakterystycznym dla MPN-u drewnianym słupkiem z nazwą i wysokością szczytu. Około pół kilometra dalej dobiegam do skrzyżowania szlaku zielonego z żółtym (z Folusza do Bartnego). Jest tu też tablica informacyjna z mapką MPN-u i ławeczki, na których można odpocząć.

Zatrzymuję się tutaj tylko po to aby udokumentować miejsce na zdjęciach i biegnę dalej, przypominając sobie, że dawniej, w latach 70-tych ubiegłego wieku zbierałem tu borówki. Tak – znajdowała się tu jeszcze wtedy rozległa polana grzbietowa, którą porastały krzewinki tych leśnych owoców. Z czasem polanę pochłonął las bukowy i tak jest do dziś.

Biegnę dalej by po kilkuset metrach znów napotkać kolejne ostańce skalne. Nie ma ich tu tak wiele jak na Kornutach. Te, które mijam są o wiele skromniejsze i porozrzucane na o wiele rozleglejszej przestrzeni. Jedna z tych skał przykuwa moją uwagę bo znajduje się na niej niewielki krzyżyk.

Skały na grzbiecie Pasma Magury Wątkowskiej.

Na innych widać rysy i otwory wykonane przez kamieniarzy. W otwory te wbijano drewniane kołki i polewano je wodą. Pęczniejące drewno powodowało pękanie kamienia co ułatwiało rozłupywanie większych bloków skalnych, które już łatwiej było transportować do wsi.

Bliżej najwyższego szczytu tego pasma czyli Wątkowej leśna droga zaczyna się wić w zakrętach oraz wznosić i opadać. Grzbiet pasma jest już tu bardziej urozmaicony.

Wątkowa (846 m n.p.m.) i Pasmo Magury Wątkowskiej.

Najwyższym wzniesieniem całego Pasma Magury Wątkowskiej jest Wątkowa. Główny grzbiet tego pasma leży w środkowej części Beskidu Niskiego i rozciąga się z północnego zachodu na południowy wschód. Zaczyna się on w dolinie potoku Lubszanka, w okolicach Rozdziela i Wapiennego. Grzbietem przez Mały Ferdel i Ferdel wznosi się na Barwinok i Kornuty. Dalej ciągnie się do szczytu Wątkowej, gdzie osiąga swoją kulminację na wysokości 846 m n.p.m. Z Wątkowej przez niewielkie obniżenie (z ważnym i popularnym węzłem szlaków) łączy się ze szczytem Magury (829 m n.p.m.). Z kolei z Magury biegnie dalej na południowy wschód, na Majdan i przez Łysy Czubek obniża się do doliny potoku Rzeszówka.

Od głównego grzbietu Pasma Magury Wątkowskiej odgałęziają się niedługie, boczne grzbiety lub pojedyncze szczyty. Odchodzą one w różnych kierunkach, jednak te północne są najbardziej urozmaicone i rozczłonkowane.

Pasmo Magury Wątkowskiej stanowi centralną część o wiele dłuższego Pasma Magurskiego, które zaczyna się w okolicach Ropy i Szymbarku. Niektórzy geografowie zaliczają do tego pasma jeszcze wał Maślanej Góry po drugiej, lewej stronie rzeki Ropy. Pasmo Magurskie ciągnie się od Łysej Góry i Suchego Wierchu poprzez długi wał Magury Małastowskiej na południowy wschód, do obniżenia nad Krzywą i Banicą. W tej okolicy łączy się z Pasmem Magury Wątkowskiej poprzez masyw Dziamery i Magurycza oraz Mareszki. Odgałęziający się od Mareszki grzbiet przez Uherec opada w dolinę Wisłoki, w okolicach Świątkowej Wielkiej. Równoległy, ale dłuższy grzbiet, oddzielony od Mareszki i Uherca doliną potoku Świerzówka, odchodzi od Magury (829 m n.p.m.) i Kornut (836 m n.p.m.) w kierunku wschodnim. Ciągnie się on przez Świerzową, Kolanin i przez Przełęcz Hałbowską łączy się z Kamieniem nad Kątami po czym opada w dolinę Wisłoki.

Węzeł szlaków pod Magurą.

Ze szczytu Wątkowej, który jest całkowicie zalesiony więc brak z niego jakichkolwiek widoków, zjeżdżam do obniżenia w grzbiecie tego pasma. Jedynie, zjeżdżając niżej, na wschodnich stokach, nieco dalej od Wątkowej przez przecinki widać Mareszkę.

Widok ze wschodniego stoku Wątkowej na Mareszkę i górną część Bartnego.

Nieco dalej i niżej znajduje się węzeł szlaków. Do zielonego szlaku PTTK prowadzącego z Gorlic do Ożennej dołącza czerwony, Główny Szlak Beskidzki PTTK. Jest to ważny punkt na mapie bo znajduje się tu kilka ciekawych obiektów. Są tu oczywiście ławeczki i deszczochron, skrzyneczka z pieczątką, termometrem i zeszytem wpisów oraz tablice informacyjne. Ponadto jest tu niewysoki, kamienny obelisk z tablicą pamiątkową poświęcony Karolowi Wojtyle (późniejszemu papieżowi) i niewielki polowy ołtarzyk. Obelisk został tu ustawiony w 2003 roku, w 50 rocznicę jego pobytu tutaj (14. 08. 1953 r.), podczas wędrówki z grupą studentów przez Beskid Niski.

Węzeł szlaków pod Magurą, zwany potocznie Magura Wątkowska.

Jest u też kopiec usypany z kamieni a poświęcony ś.p. Rafałowi Wałachowi, działaczowi jasielskiego Oddziału PTTK, pomysłodawcy utworzenia szlaków turystycznych w nowopowstałym MPN, zmarłemu w 2003 roku. Usypywali go znajomi Rafała i przechodzący tędy turyści. Od siebie dodam, że z Rafałem znałem się dość dobrze bo współpracowałem kilka lat z nim w Ośrodku Badawczo Rozwojowym – ERG przy jasielskim Gamracie, gdzie był On konstruktorem. Dodam też, że obecnie kopiec ten stoi w pewnej odległości miejsca, gdzie został pierwotnie ułożony. W roku 2017 przeniesiono go wobec sprzeciwu pewnych ludzi, którzy mieli za złe, że został usypany zbyt blisko papieskiego obelisku … (???). Zamontowano też wtedy tablicę pamiątkową poświęconą Rafałowi z inskrypcją i fragmentem wiersza Mieczysława Jastruna.

Obelisk papieski, kopczyk z kamieni pamięci R. Wałacha zasypany śniegiem, węzeł szlaków i tablica informacyjna.

W wyniku niewielkiej przecinki, której tu kilkanaście lat temu dokonano otworzył się ograniczony widok na południe i południowy zachód. Przy odpowiedniej pogodzie i dobrej widzialności można stąd dostrzec Tatry, których należy szukać za masywem Jaworzyny Krynickiej z widocznymi w zimie narciarskimi trasami zjazdowymi. Mnie się to kilka razy przydarzyło a zdjęcie (niezbyt dobrej jakości) można obejrzeć tutaj.

… i czarno-białe poniżej:

Zdjęcie Tatr, które zrobiłem z tego miejsca późnym popołudniem w końcu stycznia 2012 roku.
Deszczochron obok węzła szlaków zwanego potocznie Magura Wątkowska.

To także dobre miejsce na odpoczynek, na który i ja sobie na chwilę pozwalam, po czym ruszam dalej, na Magurę.

Magura (829 m n.p.m.).

Od węzła szlaków pod Magurą na kulminację Magury jest tylko 200 metrów odległości. Niewielka jest też różnica wysokości bo wynosi ona zaledwie 15 metrów.

tabliczka z nazwą szczytu.
Magura (829 m n.p.m.).

Magura to kolejna kulminacja w grzbiecie Pasma Magury Wątkowskiej. Na starszych mapach Beskidu Niskiego jej wysokość podawano jako nieco wyższą bo wynoszącą 842 m n.p.m. Jest tu charakterystyczny słupek z daszkiem z nazwą szczytu i jego wysokością. Rośnie tu bardzo ładny las, w którym zwłaszcza zimą oszronione zwykle drzewa pięknie się prezentują. Kilka zdjęć oddających uroki tego lasu można zobaczyć także tutaj i przy okazji przeczytać o pieszej wędrówce w południowo-wschodnich rejonach Pasma Magury Wątkowskiej.

Zaraz za szczytem, od biegnącego grzbietem czerwonego szlaku, odgałęzia się szlak zielony. Biegnie on najpierw stromo przez las, a później przecinając stokówkę sprowadza wzdłuż koryta górnego odcina Kłopotnicy do drogi leśnej i dalej, wzdłuż spływającej w dół Kłopotnicy, do Folusza. Jest to wspominany już wcześniej przeze mnie odcinek zwany „Ścieżką Pierwszego Dnia”.

Na południowych stokach Magury mają źródła strumienie tworzące dwa ważne potoki: Świerzówkę – dopływ Wisłoki i Bartniankę – zasilającą Ropę. Z kolei z północnych stoków Magury i sąsiedniego szczytu Kornut wypływają strumienie tworzące Kłopotnicę – dopływ Wisłoki.

Jeden z potoków źródliskowych Kłopotnicy.

Trawersem Kornut na Polanę Świerzowską.

Z Magury zjeżdżam dość łagodnie obniżającym się stokiem na wschód po czym szlak skręca nieco na północ omijając trawersem wierzchołek Kornut (836 m n.p.m.). Nieco później mijam jedno ze źródeł Kłopotnicy by w końcu dojechać do stokówki. Stokówka ta ma początek obok ruin tamy na Kłopotnicy i prowadzi północnymi stokami masywu Magury Wątkowskiej na Polanę Świerzowską. Obecnie nie jest ona wykorzystywana bo przebiega przez teren ochrony ścisłej. Nie usuwa się z niej wiatrołomów ani samosiejek więc stopniowa będzie zarastać.

Po zjechaniu do stokówki skręcam w nią w prawo i zjeżdżam na przełęcz między szczytem Kornut a Świerzową.

Widok ze stokówki na zachodni wierzchołek masywu Świerzowej zwany też Małą Świerzową (764 m n.p.m.).

Przez tę przełęcz przebiega droga leśna z Folusza do Świątkowej Wielkiej. W 2014 roku wyznakowano i otwarto tu szlak rowerowy znakowany kolorem niebieskim, czynny od początku maja do końca października.

Polana Świerzowska.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu na przełęczy tej była niewielka polanka. Obecnie jest ona o wiele większa. Znajduje się tu charakterystyczny deszczochron konstrukcji zbliżonej do brogowej. Kiedyś deszczochron był niewielki, przez jakiś czas stały nawet dwa (stary i nowy) ale później ten stary, namiotowy w kształcie, został usunięty.

Zjazd stokówką obok Huciska (dawnej Huty Pielgrzymskiej).

Stokówka poniżej masywu Świerzowej.

Z Polany Świerzowskiej pozostał mi już praktycznie tylko zjazd w dół do Folusza. Poniżej przełęczy od strony południowej ma swoje źródła potok Rzeszówka wpadający do Wisłoki niedaleko Kotani. Po północnej stronie zaś wypływa potok Potasówka – lewy dopływ Kłopotnicy. Leśna droga obniża się początkowo północnymi stokami masywu Świerzowej po czym dociera w okolice przełęczy Smyczka.

Zjazd stokówką w kierunku Przełęczy Smyczka.

W okolicy tej przełęczy droga skręca ostro i prowadzi mostkiem nad bezimiennym potokiem.

Jest tu jedyny odcinek tej drogi, gdzie czeka na mnie krótki, łagodny podbieg. Od tego miejsca droga biegnie południowymi stokami Czereśli i tu znajduje się kolejny deszczochron zwany Nad Huciskiem.

Podejście do schronu Pod Huciskiem.

Kilka metrów przed nim pojawiają się znaki szlaku zielonego z Folusza, skręcające w tym miejscu w odgałęziającą się dróżkę leśną. Wyprowadzają one na niewielką przełączkę między szczytem Smyczki a Czereślą i dalej prowadzą do Mrukowej. Można nimi też dostać się pod Zamkową Górę, na której w średniowieczu istniał zamek Mruków. Na swoim blogu „Teren Anthony” pisałem o narciarskiej wędrówce na tą jakże ciekawą, Zamkową Górę. Po lewej stronie drogi z Polany Świerzowskiej do Folusza istniała w XVIII i XIX wieku osada Huta Pielgrzymska, zwana też Hutą Samoklęską. O Hucie tej i jej historii również pisałem już wcześniej. Opis ten można znaleźć artykule o Zamkowej Górze więc teraz nie będę się już powtarzał.

Zaraz za deszczochronem Nad Huciskiem rozpoczyna się najbardziej stromy odcinek tego zjazdu.

Długi i stromy zjazd w stronę Folusza.

Często na jego końcu brakuje już śniegu, zwłaszcza po kilkudniowej słonecznej pogodzie bo miejsce to znajduje się na nasłonecznionej polance więc śnieg tam szybciej topnieje. Trzeba więc uważać bo można porysować ślizgi nart na asfalcie a nawet swój nos, podczas nagłego hamowania i upadku. Troszkę dalej na kolejnej polance odgałęzia się stara droga prowadząca do dawniej Huty Pielgrzymskiej, po której pozostała stara kapliczka z 1893 roku, a która obecnie znajduje się w głębi lasu.

Doliną Potasówki do Folusza.

Po tym ostrzejszym zjeździe droga już bardzo łagodnie obniża się wzdłuż potoku Potasówka. Płynie on najpierw po lewej stronie drogi, potem po prawej, potem znów po lewej i jeszcze raz po prawej aby już w centrum Folusza wpaść do Kłopotnicy.

Potasówka w Hucie Pielgrzymskiej.

Wcześniej jednak nim dobiegnę do mostu, po lewej stronie drogi, na końcu niewielkiej polanki, nad brzegiem potoku znajduje się niepozorna kapliczka murowana z pustaków. W jej wnęce nakrytej dwuspadowym daszkiem znajduje się piękna rzeźba św. Franciszka. Nad nią w maleńkiej wnęce równie maleńka figurka Jezusa Frasobliwego.

Od tej polanki już prawie płasko biegnę mijając kolejne mostki nad Potasówką i docieram do szlabanu. Tutaj ma swój początek ścieżka przyrodnicza “Folusz”, która prowadzi do Wodospadu Magurskiego i mijając kolejne przystanki doprowadza do Diablego Kamienia.

Za szlabanem, po lewej stronie drogi znajduje się duże pole biwakowe, budka kasowa MPN-u i parking dla samochodów.

Pole biwakowe przed wejściem na teren MPN.

Sam przyjeżdżając tu zimą pobiegać na nartach często parkuję tu swój samochód. Tym razem śniegu było stosunkowo dużo więc pozostało mi jeszcze dotrzeć do innego parkingu, na którym czaka samochód, a położonego bliżej centrum wsi. Po dotarciu do niego kończę dzisiejszą pętlę narciarską, odpinam narty, chowam plecak, siadam do auta i odjeżdżam.

Niestety, tym razem nie udało mi się zarejestrować przebytej trasy. Mój stary smartfon miał już tak przeładowaną pamięć i RAM, że po prostu nie spisał się tak jak trzeba.

Tekst, zdjęcia i opracowanie – Antoni Noga.

5 1 vote
Article Rating

Powiązane zdjęcia:

Subscribe
Powiadom o
guest

6 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł
Paweł
4 lat temu

Serwus Antoni, ruszam w ten Twój wpis. Przy ruinach tartaku wodnego pierwsze hamowanie. O św.patronie blogerów, słowo „OROGRAFICZNIE” zmusza mnie do googlowania. Dobrze, że taka łatwizna jak google dana nam jest bo wertowanie kartek słownika wyrazów bliskoznacznych zniechęciłoby pewnie wielu. Dalej, to już nie „z buta” ale na „bosaka” przez tekst po śniegu lecę. Do jaskini mrocznej i tutaj halt !! Nie wiedziałem, że w latach 90-tych wraz „z młodszym kolegą” wąskie otwory penetrowaliście 😉 Uspokoiłeś mnie nieco stwierdzeniem, że „nie posuwaliśmy się jednak…..” „……bo obawy i strach brały górę” :))) Następnie – Węzeł szlaków pod Magurą i pytajniki Twoje(!)… Czytaj więcej »

Antoni Noga
4 lat temu
Reply to  Paweł

Witaj Paweł 🙂 Takie czasy mamy i możliwości też, że wyszukanie znaczenia jakiegoś słowa niewiele nas kosztuje. Wiem, że lubisz być dociekliwy więc tym bardziej mam satysfakcję, że jeśli czegoś szczegółowo nie dopiszę, to potrafisz sobie z tym poradzić i znajdziesz interesujące Cię kwestie. Analiza tekstu też świetna – ale muszę tutaj (bo masz wątpliwości co do moich pytajników) zacytować fragment tekstu autorstwa – też już niestety nieżyjącego – Dariusza Zająca, autora i pomysłodawcę strony internetowej „Beskid Niski i Pogórze”, który tak pisze o Rafale i kopcu Mu poświęconym:   „Pierwotnie został on usypany spontanicznie w 2003 roku – niedaleko… Czytaj więcej »

Weronika
Weronika
4 lat temu
Reply to  Antoni Noga

Witam.Z mojego patrzenia stosując metodę tak było tak jest, obecne usytuowanie kopca jest lepszą jego lokalizacją.Podobnie lepsze wydaje mi się cytowanie p.Mariana Kozłowskiego.Człowieka, który pierwszy kopiec inicjował, usypywał, przenosił go i ponownie w nowym miejscu odtwarzał.Człowieka, który bezpośrednio słyszał wszystkie za i przeciw staremu kopcowi.W tym przypadku sugerowanie „dobra zmiania” albo „totalsi z oPOzycji” nic tu nie wnosi, a tylko zaznacza po której stronie piszący tekst się znajduje, znajdował .Ludzie są jacy są wszędzie!Jednym się coś podoba innym nie.Więcej wyrozumiałości:)Pozdrawiam

Antoni Noga
4 lat temu
Reply to  Weronika

Witaj Weroniko – ależ ja jestem wyrozumiały, ZACYTOWAŁEM tutaj tylko zdanie ś.p. Dariusza Zająca (z którym też się znałem), autora bardzo ciekawej strony internetowej „Beskid Niski i Pogórze”, na której to stronie w/w p.Marian Kozłowski jest także zacytowany.
Co zaś do kopca – pierwotny kopiec powstawał spontanicznie i tak też był usypywany przez wiele lat. Nowy, który może i jest ładniejszy oraz solidniejszy (pewno przez to też bardziej się podoba), zbudowany został w o wiele krótszym czasie, przez co utracił autentyczność. Ale najważniejsze, że jest! Pozdrawiam 🙂

BASIA
BASIA
4 lat temu
Reply to  Antoni Noga

Mam pytanie.Ponieważ ten wpis dotyczy czasów sporo do tyłu, to jak jest z kopcem teraz?Kamyki przez przybyszów są dalej dokładane i rośnie?Czy zwyczaj ten w tym miejscu w zapomnienie przechodzi?

Antoni Noga
4 lat temu
Reply to  BASIA

@BASIA – nie odpowiem na razie na to pytanie bo ostatnio byłem tam zimą i kopiec zasypany był świeżym śniegiem. W innych porach roku tam ostatnio nie bywałem. Może ktoś, kto był niedawno napisze? Pozdrawiam 🙂