
Kiedy w lecie ubiegłego roku, podczas pobytu w Torekov i wędrówce szlakiem przez rezerwat Södra Bjärekusten Naturreservat, ciągnącym się wzdłuż wybrzeża morskiego, zabrakło mi już czasu aby popłynąć na wyspę Hallands Väderö obiecałem sobie, że kiedyś muszę tą wyspę odwiedzić. Po powrocie do domu napisałem i opublikowałem na swoim blogu artykuł poświęcony Torekov i rezerwatowi przyrody oraz innym, ciekawym miejscom w okolicy. Zaznaczyłem w nim, że w przyszłości będę chciał odwiedzić też i wyspę Hallands Väderö. Właśnie udało mi się to zamierzenie zrealizować podczas tegorocznych wakacji więc wypadałoby i tą, jakże urokliwą wyspę, przedstawić.

Okazja nadarzyła się gdy na krótkie wakacje przyjechała do mnie moja córka Monika wraz ze swoim synkiem a moim wnuczkiem, Oliverkiem. Dzień, w którym mieliśmy zaplanowany wyjazd do Torekov zaczął się nieciekawie jeśli chodzi o pogodę – bo deszczowo. Wiedzieliśmy jednak, że wyspa Halands Väderö znana jest z tego, że zwykle pogoda jest tam o wiele lepsza od tej na stałym lądzie a już zwłaszcza od wzgórz Hallandsåsen, w okolicach Våxtorp, gdzie aktualnie zamieszkiwałem. Prognoza, którą również sprawdziliśmy wskazywała na poprawę pogody, głównie po południu.
Spakowaliśmy się więc zabierając też ulubiony rowerek biegowy Olivera i pojechaliśmy do Torekov. Droga wiodła przez Munka Ljungby, Hjärnarp, Förslöv i Västra Karup. Wracaliśmy później przez Båstad, gdzie na chwilę zatrzymaliśmy się na prawie już pustej wieczorową porą plaży oraz Östra Karup i Våxtorp, robiąc ciekawą krajobrazowo pętlę.
Torekov.
Do Torekov przyjechaliśmy przed południem, a więc wystarczająco wcześnie aby znaleźć dogodny parking i spokojnie (bo z dzieckiem) rozejrzeć się, i przejść po tej letniskowej miejscowości. Na parkingu spotkaliśmy bardzo miłą parę starszych ludzi, którzy zaparkowali swój zabytkowy, ciemnozielony kabriolet z lat 50-tych obok naszego samochodu.

Oliverkowi tak bardzo spodobał się ten piękny samochód, że stał zauroczony patrząc na niego tak, że Ci mili państwo zaprosili Go aby usiadł w środku. On jednak za bardzo się wstydził i z zaproszenia nie skorzystał. Gdy odeszli zaczął jeździć po parkingu swoim małym rowerkiem biegowym więc trzeba było na Niego bardzo uważać. Z parkingu podeszliśmy do Informacji Turystycznej (Turistbyrå) aby zapytać o rozkład rejsów na wyspę Hallands Väderö i potem spokojnie udaliśmy się do portu.

Torekov to obecnie urocza miejscowość letniskowa, która jeszcze do końca XIX wieku była niewielką wioską rybacką. Dziś także część z mieszkańców zajmuje się połowem ryb, z których w miejscowych restauracjach serwowane są pyszne, rybne dania. Torekov leży na półwyspie Bjärehalvön, nad Kattegatem w północno-zachodnim zakątku hrabstwa Skanii. Dużo więcej o Torekov pisałem tutaj więc chętnych do zapoznania się z tym uroczym kurortem zachęcam do przeczytania. Jest tam naprawdę wiele ciekawych i rzeczowych informacji.
Port i przystań w Torekov.
W porcie, w specjalnym, drewnianym budynku mieści się kasa biletowa i tu należy kupić bilety.

Jeden bilet w obie strony dla dorosłej osoby kosztuje 160 SEK. Małe dzieci do lat 6 za bilet nie płacą a te w przedziale wieku od 6 do 14 lat płacą połowę ceny. Płatność tylko kartą lub swishem. Statek z Torekov w lecie odpływa codziennie co godzinę, począwszy od 10:00 do 16:00 (w lipcu od 9:00). Rejs trwa ok. 20 minut (zależy od pogody). Po przypłynięciu na wyspę wraca do Torekov też co godzinę począwszy od 10:20. Ostatni kurs z wyspy do Torekov o 17:20. Poza sezonem (od 10 kwietnia do 25 października) pływa tylko w soboty i niedziele dwa razy dziennie. Należy pamiętać, że minimalna liczba osób aby statek wypłynął wynosi 8. Szczegóły jednak należy sprawdzić na miejscu lub w internecie.
Po przyjściu do portu opokazało się, że statek „Nanny”, który regularnie pływa na wyspę jeszcze nie wrócił więc mieliśmy chwilę czasu żeby pospacerować po przystani. Pospacerować to za dużo powiedziane – bo przy takim ruchliwym, na swoim rowerku – niczym „żywe srebro” – wnuczku, nie można nawet na chwilę spuścić Go z oka. Było więc to raczej bieganie przy Nim … a nie spacer w porcie. Gdy statek przypłynął momentalnie ustawiła się kolejka pasażerów oczekujacych na niego w pobliżu. Również i my ustawiliśmy się i po chwili weszliśmy na statek. Dla Oliverka to duża atrakcja chocież nie nowość bo kilka razy już podobnymi statkami i łodziami pływał.
Statek „Nanny”.

M/S „Nanny” to od lat dobrze znany widok w porcie Torekov. To dawny kuter rybacki z charakterystycznym dziobem i z tratwami ratunkowymi nad sterówką. W 2019 roku skończył 100 lat! Przez lata miał wielu właścicieli i kilkakrotnie zmieniał swoje imię. Został zbudowany tak, aby mógł być używany zarówno do połowu ryb, jak i do żeglugi, która w końcu stała się jego przeznaczeniem.
Statek został zwodowany w 1919 r. w stoczni Klippan w Göteborgu, nazywał się wtedy M/S Jan Alrik i należał do partnerskiej firmy żeglugowej Jan Alrik w Skärhamn (1919 – 1922). W latach 1922-1975 nazywał się Nanny, a jego portami były odpowiednio Skärhamn i Gullholmen.
Od 1975 roku, kiedy został zakupiony przez Andersa I. Kullenberga pływa w Torekov. W roku 1978, gdy w stoczni Uddewalla dla firmy żeglugowej Onstad budowano super tankowiec, który miał nazwać się Nanny zrodził się konflikt o nazwę. Nazwa statku z Torekov została przemianowana na Nannie i pod taką nazwą pływał do roku 1987. W latach 1987- 1990 kursował między Torekov i Hallands Väderö, ale już pod nazwą Väderön 2. Od 1990 roku do nazwy Nanny dodano Torekov i pod nazwą Nanny af Torekov statek pływał na trasie Torekov – Hallands Väderö. W końcu tankowiec, którego dotyczyła kolizja nazw, został sprzedany zagranicznym armatorom więc „nasz” statek mógł wrócić do swojej nazwy „Nanny”.
Od 2015 roku Nanny af Torekov należy do TKV Shipping AB, która działa pod nazwą Väderötrafiken i zgodnie z tradycją obsługuje linię Torekov – Väderön – Torekov.

Oprócz „Nanny„, który może zabrać na pokład 165 pasażerów pod szyldem Väderötrafiken pływa także większy statek „Sund” zabierający 250 pasażerów. Tym statkiem organizowane są dłuższe rejsy, m.in. wokół półwyspów Bjäre i Kullaberg na trasie Torekov – Mölle. Firma posiada też mniejsze łodzie, które można wyczarterować na specjalne okazje jak śluby czy też pochówki morskie (rozsypywanie prochów).
Hallands Väderö
– Sandhamn.
Po wejściu na statek zajęliśmy miejsce na pokładzie przy jednej z burt i tak po krótkim rejsie dopłynęliśmy do przystani Sandhamn na wyspie. Rejs był emocjonujący bo całkiem nieźle kołysało.
Sandhamn znajduje się na wschodnim wybrzeżu wyspy, w środkowej, zwężającej się jej częsci. Są tu piękne, piaszczyste plaże i krystalicznie czysta woda więc chętnych do kąpieli nie brakuje.


Są też liczne gnejsowe, różowe skały, na których można przyjemie się opalać. Mają tu początek piesze szlaki turystyczne, są też tablice informacyjne i mapa wyspy.
Po wyjściu na ląd udaliśmy się – jak wiekszość pasażerów – w stronę kawiarni – kiosku gdzie można kupić coś do picia i zjedzenia (tu dla odmiany płacić można tylko gotówką) i jest to jedyne miejsce na wyspie gdzie dostępna jest dla turystów woda pitna. Była to już najwyższa pora aby Oliver coś zjadł. Kupiliśmy sobie kawę i też coś zjedliśmy.
Pierwszą kawiarnię na wyspie założyła w 1916 roku Emilia Sjölin, żona ówczesnego latarnika. Stopniowo ją rozbudowywano a Emilia prowadziła ją do 1956 roku. Później zbudowano znacznie większą gdyż i ruch turystyczny bardzo się zwiększył.
– Hallands Väderö – położenie wyspy.

Wyspa Hallands Väderö położona jest na zachód od półwyspu Bjärehalvon w odległości 3 km od Torekov. Jest przedłużeniem grzbietu Hallandsås, który oddziela prowincje Skåne od Halland. To trzecia co do wielkości wyspa w Skanii – ma zaledwie 3,1 kilometra kwadratowego powierzchni. Rozciąga się z południa na północ na długości 3,2 km a, w najwęższym miejscu nie przekracza 650 metrów. Tworzą ją klify gnejsowe i piaszczyste plaże. Porasta stary, bukowy las, trawiaste łąki z kępami drzew, głównie brzóz i osik oraz jałowce i inne krzewy. Znajdują się tu też niewielkie śródleśne i śródłąkowe mokradła. Najwyższy punkt wyspy znajduje się na Kallskärslid 23,8 metrów nad poziomem morza.

Wyspa nazywana jest często Pogodną Wyspą bo często można spotkać tu piękną pogodę. Wyspa ma drugą najwyższą w Szwecji średnią roczną temperaturę, tylko Falsterbo, które znajduje się 120 km na południe, jest cieplejsze. A jeśli chodzi o opady to, na Väderön jest ich około 1/4 mniej niż w nieodległym od wyspy Båstad.

Lilla Sandhamn.
Po niewielkim posiłku idziemy razem w kierunku północnym gdzie znajduje się bardzo piękna ale o wiele mniej znana i przez to też mniej zatłoczona plaża, zwana Lilla Sandhamn. To przyjemna, niewielka zatoczka z białym piaseczkem, wyżej otoczona skałami porośnietymi krzewami jałowców.

Posiedzieliśmy tu chwilę i ustaliliśmy, że Monika z Oliverem zostają na plaży a ja pójdę obejść północną część wyspy. Potem podejdę jeszcze dalej aby zobaczyć latarnię morską. To był dobry pomysł bo szlak dalej prowadził po skalistym podłożu pełnym kamieni i stopni więc Oliver nie mógłby tędy poruszać się na swoim rowerku. Ponadto dalej szlak zagłębił się w las gdzie poprowadzony jest wąską, krętą ścieżką często przez zabagniony teren.

Co prawda są tu liczne ułatwienia w postaci drewnianych kładek ale po opadach deszczu (a poprzedniego dnia mocno padało) bywają one bardzo śliskie.


Odcinek szlaku prowadzący przez las nie jest w tym rejonie długi więc wkrótce wychodzę na otwartą przestrzeń. Początkowo jest ona porośnięta trawami bo są to pastwiska, na których często pasą się owce i krowy. Tym razem jednak ich tu nie ma, muszą się paść w innej części wyspy. Im dalej idę w kierunku północnym tym bardziej teren zmienia się w skalisty, porośnięty w przeważającej części krzewami jałowców.

Rosną tu też krzewy róży, głogów i jerzyn. Pojawiają drzewa mocno ponaginane i pochylone wskutek wiejących tu często silnych wiatrów.

W oddali widać zabudowania a jeszcze dalej latarnię morską. Te zabudowania to dom, w którym zamieszkiwał latarnik, dawne budynki gospodarcze i drewutnia. Rosną tu też pojedyncze drzewa owocowe posadzone zapewne przez rodzinę latarnika.

Dziś budynki te służą jako domy letniskowe zwane Fyrbostäderna, które można odpowiednio wcześniej zarezerwować i wynająć na kilka dni. Pamiętać trzeba jednak o tym, że warunki są tutaj surowe: kiepska jakość wody do picia, brak kanalizacji, toalety na zewnątrz, ogrzewanie tylko drewnem.

Latarnia morska (Fyren).
W północno-zachodniej części wyspy na skałach Bagganäsan, w 1884 roku, po katastrofach kilku statków zbudowano latarnię morską. Uruchomiono ją w październiku tego samego roku. Jest ona wysoka na 13 mtrów otynkowana na biało i nakryta zielonym dachem. Na początku źródłem światła była nafta, jednak w 1888 roku doszło do wybuchu kotła parowego, który służył do sygnalizacji dźwiękowej. Do wybuchu doszło, gdyż wyschła woda do chłodzenia kotła. Wykopano więc zbiornik na wodę deszczową, który służył do lat 50-tych XX wieku. Obecnie, od 1 lipca 1965 roku latarnia jest bezzałogowa i w pełni zautomatyzowana.

Zachodnie wybrzeże i środkowa część wyspy.
Od dawnego domu latarnika wracam do szlaku. Przy pierwszym rozgałezieniu szlaków skręcam w prawo gdzie poprowadzono szlak równolegle do zachodniego wybrzeża. Mijam się z grupkami spacerowiczów idąc szlakiem niebieskim w kierunku południowym mając cały czas bardzo ładne widoki na wybrzeże.






Trasa jest tu bardzo urozmaicona. Są odcinki prowadzące po skałach jak i przechodzące przez tereny mocno zarośnięte jałowcami. Pełno tu skalnych stopni i stromizn więc miejscami trzeba się wspinać albo schodzić w dół asekurując się rękoma.


W pewnym momencie wchodzi się w mocno zacieniony, roślinny tunel utworzony przez splątane gałęzie drzew.


Leśny tunel. Jeden z węzłów szlaków.
Po przejściu ok. 2 km dochodzę do węzła szlaków i przez chwilę zastanawiam się gdzie dalej pójść. Dzwonię do Moniki aby zapytać co Ona teraz ma zamiar robić. Okazuje się, że Oliver nie chce już siedzieć na plaży tylko chce iść do dziadzia. Wyszli więc na szlak – skoro tak to muszę wyjść Im naprzeciw. Od węzła szlaków skierowałem się więc na północny wschód i zacząłem iść aby się z Nimi spotkać.

Na otwartym terenie, który się wkrótce pojawił zobaczyłem stadko biegnących koni – zaraz przypomniały mi się sceny z westernów bo konie te wyglądały jak mustangi na prerii …


Wyspa jest niewielka więc szybko znalazłem się na jej wschodniej części – tym szybciej, że akurat w tym miejscu jest ona najwęższa.

Po kolejnym telefonie do córki dowiedziałem się dokładniej gdzie już się znajdują i poszedłem w tym kierunku. Wkrótce usłyszałem głos Oliverka a po chwili zobaczyłem Go na swoim rowerku. Oczywiście bardzo się ucieszył i od tego momentu poszliśmy już razem w trójkę w stronę Kappelhamn.
Wkrótce doszliśmy do bramy rezerwatu i weszliśmy na szlak prowadzacy przez las Söndre Skog.
Hallands Väderö Naturreservat.
Rezerwat przyrody Hallands Väderö to jeden z najważniejszych rezerwatów przyrody w kraju o unikalnych walorach przyrodniczych i kulturowych. Bukowy las porastający wyspę jest starym lasem, w którym nie prowadzi się żadnej gospodarki leśnej więc zachowuje charakter puszczański.


Las ten podzielony jest na dwie cześci: mniejszą północną zwaną Nörre Skog i większą południową – Söndre Skog. Pełno tu starych, często pruchniejących i powalonych, nie tylko bukowych drzew, o fantazyjnie powykręcanych przez wiejące od wieków wiatry, konarach. Drzewa te są więc środowiskiem, w którym żyje mnóstwo owadów, chrząszczy, roślin i porostów, które w tzw. normalnym (czytaj – gospodarczym lesie) nie miały by szans na przeżycie.

Wyspa jest też jednym z najbogatszych rejonów w różnorodne gatunki roślin rosnących w kraju. Flora porostów i mchów a także owadów należy do najbogatszych w Szwecji. Dlatego też od 1958 roku została objęta ochroną a od 1965 jest rezerwatem przyrody. Jest też obszarem chronionym w ramach Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000.
W celu zachowania pierwotnego charakteru pastwisk i przeciwdziałania zarastaniu ich wprowadzono na wyspę kontrolowaną hodowlę zwierząt. Sprowadzono tu owce, krowy i konie, które można spotkać podczas wędrówek szlakami. Licznie występują tu też zajace i można spotkać czarne żmije. Obserwuje się tu ponad 200 gatunków ptaków, z których ok. 70 to ptaki regularnie się tu gnieżdące.
Foki.
Niektóre odcinki szkierowego wybrzeża (głównie w południowo-zachodniej części wyspy) są miejscem, gdzie można spotkać foki, które do lipca wychowują tu swoje potomstwo.

Wg statystyk w 1966 roku obserwowano tu ok. 14 osobników – obecnie kolonia fok rozrosła się do kilkuset osobników. Oczywiście szlaki turystyczne poprowadzone są tak aby fok nie płoszyć i by można je było zaobserwować ale z daleka, za pomocą dobrej lornetki. Poza fokami spotyka się tu też morświny. Dla chętnych, którzy chcą obejrzeć foki oranizowane są specjalne rejsy statkiem i mniejszymi łodziami. Można je wtedy obserwować je od strony morza. Informacji trzeba szukać w internecie. Foki najczęściej przebywają na południowo-zachodnim wybrzeżu i sąsiadujących z nim wyspach.

Poza sezonem turystycznym foki zajmują też inne miejsca i plaże na wyspie.
Söndre Skog. Południowy las.
Szlak prowadzący przez ten las jest bardzo zacieniony gdyż rosną tu stare wysokie buki przepuszczające bardzo niewiele światła słonecnego. Droga jest w miarę równa więc przyjazna dla Oliverka szybko poruszającego się tu na rowerku.


Niedogodnością są gdzieniegdzie pojawiające się kałuże po wcześniejszych deszczach oraz wystające korzenie buków. W połowie drogi odgałęzia się szlak prowadzący na wschodnie wybrzeże znane z plaż z białym piaskiem (Vitesand). Szlak ten prowadzi też do miejsca zwanego Halledammen. Jeszcze w poczatkach XX wieku było tu niewielkie, płytkie jeziorko jadnak stopniowo zarastało i przekształciło się w torfowisko. Jedynie na wiosnę po obfitszych opadach wypełnia się jeszcze wodą. Podeszliśmy tam, żeby to zobaczyć ale poza zwalonym drzewem i roślinnością wodnolubną nie ma tam nic ciekawego.



Wróciliśmy do głównego szlaku i po chwili dotarliśmy do miejsca, w którym rośnie jeden z najstarszych dębów w południowej Szwecji. Jest to dąb zwany królewskim (Kungseken), nazwany tak na cześć króla Oskara II, który pod nim odpoczywał.
Dąb zwany królewskim, pod którym wypoczywał król Oskar II. Dąb królewski.
Nieco dalej wzdłuż szlaku pojawiają sie wysokie na około metr kamienne murki. Usypywane je w XVIII i XIX wieku w celu odgrodzenia wypasanych tu owiec.


Jeszcze dalej, już przy krańcu lasu znajduje się stary, z początku XIX wieku, cmentarz (Kyrkogåren) zwany też angielskim cmentarzem. Tabliczka z opisem informuje, że pochowano na nim rozbitków z angielskiego statku. Chowano też i topielców wyrzucanych na brzeg przez morze obawiając się, że mogą oni nie być chrześcijaninami więc i pochówek na cmentarzu w Torekov im się nie należał.

Cmentarz ten znajduje się bardzo blisko granicy lasu więc po obejrzeniu go dochodzimy do bramki. Po prawej stronie znajdują się toalety a dalej to już otwarty tenen zwany Kappelhamn.

Kappelhamn.
Na południowym krańcu wyspy znajduje się naturalny port Kappelhamn wykorzystywany przez żeglaży. Są tu też piękne plaże z białym piaskiem oraz gnejsowe, skaliste wybrzeże.


W głębi lądu w drewnianym budynku, który zwał się „Lotsstugan” mieści się obecnie niewielkie muzeum „Väderömuseet”, które opowiada o historii Hallands Väderö, życiu zwierząt i roślin itp.

Jest tu też kilka innych domów, które też wykorzystywane są jako letniskowe. Na największej wysepce szkierowej Vinga Cut leżącej na południe od Väderön składającej się z dwóch części połączonych wąskim cyplem znajduje się latarnia morska Fågelskyddsom powstała w 1883 roku.
Południowa część wyspy bardzo nam się spodobała tym bardziej, że pogoda się wykrystalizowała i zrobiło się słonecznie i cieplutko. Niestety pozostało nam już niewiele czasu do powrotu. Posiedzieliśmy krótko na plaży, zjedliśmy kanapki i poszliśmu na molo.
Czas biegnie jednak szybko i trzeba było wracać bo nie chcieliśmy płynąć ostatnim rejsem, gdyż na pewno było by wtedy bardzo dużo ludzi.


Czas powrotu z wyspy.
Jak na złość Oliver czuł się już zmęczony i nie chciał jechać na rowerku. Wziąłem Go więc „na barana” i tak szedłem z Nim przez połowę drogi. Odpoczął w ten sposób i potem już bez problemów siadł na rowerek i sam na nim pomykał aż do przystani Sandhamn. Przyszliśmy około 10 minut przed planowym wypłynięciem statku „Nanny” do Torekov. Czekaliśmy na niego siedząc na skałach obserwując kąpiących się ludzi i przypływający statek.


Po wejściu na pokład okazało się, że statek jest pełen pasażerów i praktycznie wszystkie miejsca były zajęte. Na wyspie pozostało jeszcze sporo ludzii. Później, będąc jeszcze w Torekov na plaży widzieliśmy, że został zorganizowany jeszcze jeden dodatkowy rejs na wyspę po pozostałych wycieczkowiczów. Szkoda, że tego nie przewidzieliśmy bo można było by zostać tam dłużej … Ale mimo to nie omineła nas kolejna atrakcja bo wzmógł się wiatr i fale na morzu były duże, więc kołysało tym statkiem niemiłosiernie. Woda często tryskała na pokład co bardzo podobało się Oliverowi – a mniej pozostałym pasażerom. Płynąc tak obserwowaliśmy od strony morza przybliżający się Torekov i jak wpływamy do portu.
Do 1658 roku wyspa była duńska, a na ostatniej duńskiej mapie żeglarskiej z 1677 roku wyspa nazywa się „Hallands Wærø”, która to nazwa nie ma nic wspólnego z pogodą. Według duńskiego historyka Palle Lauringa „Vær” oznacza wystającą wyspę na morzu. Można też tą nazwę interpretować jako „strażnika na morzu”.
W taki sposób skończył się nasz rejs i pobyt na tej pięknej, romantycznej i pełnej tajemnic wyspie. Resztę czasu spędziliśmy w Torekow. Najpierw poszliśmy kupić coś do zjedzenia i z racji pięknej pogody zjedliśmy to na zewnątrz. Potem poszliśmy na krótki spacer po zachodnim wybrzeżu gdzie mieszczą się piękne domy bogatych i sławnych ludzi. M.in. ma tu swój dom słynny aktor Hugh Grant, przez pewien czas związany ze szwedzką prezenterką Anną Elisabet Eberstein, z którą ma syna Johna Mungo.

Widzieliśmy też grupę triatlonistów przygotowujących się do treningu.

Także wczasowiczów chodzących w szlafrokach i kultywujących tradycję polegającą na codzienej kąpieli morskiej przy torekowskim molo..


Poszliśmy jeszcze pospacerować w centrum a na koniec jeszcze na chwilę na północną plażę.

Torekov.

Wracając do domu zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w Båstad aby pospacerować po tamtejszej plaży.

Monika miała nadzieję, że Oliver się zmęczy i zaśnie w samochodzie ale jak się okazało On miał inne plany i w samochodzie nie maił zamiaru spać. Po przyjeździe do domu jeszcze przez ponad godzinę dokazywał i popiero po kolacji i kąpieli poszedł spać.

Na koniec przedstawię jeszcze –
Kilka ważnych faktów z historii wyspy:
1027 pierwsza pisana wzmianka o wyspie Väderön w Snorre Sturlasons Konungasagor.
1209 Nieoficjalne przekazanie wyspy przez duńskiego króla Valdemar II Sejra na rzecz kościoła w Torekov.
1545 Pierwsze dokumenty wskazujące, że kościół Torekova stoi jako właściciel wyspy.
1658 Na mocy pokoju w Roskilde Hallands Väderö staje się szwedzką wyspą.
1813 Szwedzka Agencja Pilotażu wystąpiła o pozwolenie na kabinę adaptacyjną pilota na wyspie.
1883 Latarnia morska na szkierach Vinga.
1884 Latarnia morska na Bagganäsan.
1896 Artysta Wilhelm von Gegerfelt buduje Villa Solbacken w Kappelhamn.
1910 Villa Solbacken spala się w tajemniczych okolicznościach.
1913 Powstaje Väderöklubben.
1916 Kawiarnia Emilii Sjölin w Sandhamn.
1920 Powstaje „Hönsahuset” / dom Stålfelt w Kappelhamn.
1936 Pierwszy telefon na wyspie.
1940 Na wyspie wprowadzono zakaz budowy.
1942 Powstaje stowarzyszenie Hallands Väderös Natur.
1958 Powstaje park przyrody.
1965 Zmiana nazwy parku przyrody na rezerwat przyrody.
1965 Zautomatyzowano latarnię morską a wyspę opuszczają ostatni stali mieszkańcy.
1979 Powstają obszary ochrony ptaków.
1992 Ponownie wprowadzono owce na letnie wypasy, aby zapobiec przerostowi łąk i pastwisk.
1995 Otwarcie muzeum (w starym budynku pilotażu).
2006 Väderötrafiken AB przejmuje firmę po Rederi AB Väderön.
2015 Poważny remont latarni morskiej z wymianą dużej części wieży.
Znaleziska archeologiczne świadczą o tym, że na wyspie człowiek przebywał od epoki kamienia. W czasach nowożytnych wyspa była odwiedzana sezonowo a na stałe zamieszkiwana od ok. 150 lat. Od 1965 roku nikt na stałe na wyspie nie mieszka a pozostałe tu domy wykorzystywane są jako domy letniskowe i muzeum.
… i mapkę z trasą rejsu statkiem i wędrówki po wyspie:

Tekst, zdjęcia i opracowanie – Antoni Noga.
Obczaiłem ten Twój wpis i tak sobie myślę, że w kierunku bloga o podróżowaniu z wnukiem (wnukami) idziesz 😉
Albo….pewną inspiracją dla dziadków wędrujących, wypoczywających z wnukami stać się możesz.
Skaczę po blogach i w tym temacie cieniutko.
Wczasowicze w szlafrokach „na mieście” z rana, w nadmorskich uliczkach, w ciastkarniach, w punktach ze świeżym pieczywem czy prasą zawsze przyciągali moją uwagę w Szwecji. Czasami wprawiali mnie w zdziwienie z miejsca w którym się znaleźli.
Odnośnie miejsca, to szkoda, że Ty do latarni nie dotarłeś (??)
Lubię miejsca z latarniami i możliwość wejścia na punkty widokowe na nich.
@Paweł – Dziękuję że nie zawodzisz w komentowaniu nowych wpisów 🙂 To w jakim kierunku idę w blogowaniu jest już określone od początku – Blog jest niszowy to i tematy też głównie niszowe czyli Beskid Niski, jego pogórza i najbliższe mi okolice. A Twój pomysł dobry 🙂 Jak wiesz – dzieci moje poszły w moje ślady i bardzo dużo podróżują to może i wnuki to czeka? Trzeba im to od małego zaszczepiać. Ja ze swojej strony jak tylko będzie okazja z wnukiem gdzieś pojechać to zrobię to z wielka radością i na pewno coś o tym napiszę. Trochę to jednak… Czytaj więcej »
Zdjęcie ludzi w szlafrokach do ulubionych biorę👍Moment uchwycony jak trzeba!
Sama wyspa jak dla mnie mało ciekawa.Może latarnia i foki moje przekonanie by zmieniły.W podróżach z dziećmi tak już bywa, że można zobaczyć to na co one „pozwalają”. Mocy twórczej życzę 🙂
@Szeleszcz – Ludzi w szlafrokach, w Torekov widuje się codziennie więc uwiecznić ich na fotografii żaden problem 😉. Jeśli chodzi o wyspę to mnie zauroczyła 🙂. Mam pewno inne postrzeganie świata 😉. Masz rację pisząc, że to wnuczęta ustalają nam program wycieczki. Pozdrawiam i dziękuję.