Wędrówki górskie, rowerowe wyprawy, backcountry, podróże.

Masyw Chyrowej z Czerteżem oraz Mszana i Ropianka.

Między Doliną Iwielki od zachodu a Jasiołką od wschodu rozciąga się bardzo urozmaicony, bo poprzecinany głębokimi jarami licznych tu potoków, masyw Chyrowej. Jego północne stoki opadają w stronę wsi Teodorówka i miasteczka Dukla. Na południu poprzez Krymiankę łączy się z grzbietem Czerteża (zwanego też Mszaną) i Dziurcza schodząc w dolinę Mszanki w okolicach Tylawy. Masyw Chyrowej (694 m n.p.m.) wraz z długim grzbietem Czerteża (648 m n.p.m.) stanowi centralną część Beskidu Dukielskiego. Beskid Dukielski zaś to środkowa część rozległego Beskidu Niskiego. Rozciąga się on od doliny Wisłoki z Ryjakiem na zachodzie po drogę łączącą Królik Polski z Daliową i dalej doliną Bielczy na Przełęcz nad Czeremchą na wschodzie. Północna granica Beskidu Dukielskiego to odcinek Drogi Karpackiej: NowyŻmigród – Dukla oraz drogi gminnej: Dukla – Jasionka – Lubatowa. Południową granicę stanowi główny wododział karpacki poczynając od Przełeczy Kuchtowskiej poprzez najwyższy szczyt Beskidu Dukielskiego – Baranie (754 m n.p.m.) po Przełecz nad Czeremchą.

Zachodnie stoki Chyrowej.

Wieś Chyrowa, południowo-zachodnie rejony masywu Chyrowej, Czerteż, dolina potoku Mszanka z Mszaną i niewielka miejscowość Ropianka to tereny przedstawianej tu relacji.

Miejscowość Chyrowa, od której rozpoczynam wędrówkę położona jest w dolinie niewielkiej rzeczki – Iwielki oddzielającej od siebie Danię (696 m n.p.m.) zwaną dawniej Halką od Chyrowej (694 m n.p.m.) zwanej też Magurą.

Wieś Chyrowa (Хирова).

Podobnie jak szczyt góry tak i nazwę tej miejscowości pisano dawniej zarówno przez „H” jak i „Ch”.

Z nazwą tą mamy dość spory galimatias ponieważ w różnych, historycznych źródłach różnie była ona zapisywana. Już w 1438 roku, w dokumencie zapisanym w języku łacińskim miejscowość widnieje jako Herowa, w 1530 już Hyrova. Po napływie ludności pochodzenia rusińsko-wołoskiego i przelokowaniu wsi na prawo wołoskie zaczęto używać nazwy Hyrowa Valaska. Później używano nazwy zarówno Horowa jak i Cherowa.

Dopiero w roku 1968 oficjalnie zmieniono sposób zapisu zatwierdzając pisownię przez „Ch” równocześnie ją spolszczając. Od tego czasu piszemy obie te nazwy – Chyrowa.

W Chyrowej, na wschodnim stoku Danii znajduje się wyciąg narciarski a pod nim duży parking. To na tym parkingu zostawiam samochód i wyruszam na przechadzkę. Idąc początkowo drogą w stronę Tylawy docieram do wiejskiego cmentarza znajdującego się na stromym stoku opadającym w dolinę Iwielki. Dobrze widać stąd zachodnie, strome stoki Chyrowej a w dolinie chyrowską cerkiew.

W tym miejscu opuszczam drogę wchodząc na teren ogrodzonego cmentarza. Na tym parafialnym cmentarzu znajduje się kilkanaście ciekawych nagrobków.

W 2003 roku zostały one odnowione jak informuje stosowna tablica: „z funduszu dawnych łemkowskich mieszkańców Hyrowy rodzin: Hranyczny, Madarasz, Harajda i OOL”

Nieco o historii Chyrowej.

Pierwsze informacje o wsi należącej niegdyś do rodu Bogoriów pochodzą z 1366 roku kiedy to kanclerz Kazimierza Wielkiego  – Janusz Suchywilk sporzadził dokument przekazania posiadanych dóbr swoim bratankom Piotrowi i Mikołajowi. Później wieś należała kolejno do Kobylańskich, Cikowskich, Warszyckich i Męcińskich. W wieku XV gdy zaczęły pojawiać się tu pasterskie ludy rusińsko-wołoskiego pochodzenia przelokowano wieś na prawo wołoskie.

Później, bo w roku 1504 na prośbę Stanisława Cikowskiego, ówczesnego właściciela Dukli i sąsiednich wsi (w tym Hyrowej), król Aleksander Jagiellończyk przenosi lokację tych miejscowości powtórnie na prawo magdeburskie.

Podczas I wojny światowej, w 1915 roku w rejonie Hyrowej toczyły się ciężkie walki, w wyniku których do niewoli poddała się rosyjska 49 dywizja gen. Kornikowa.

Po pierwszym rozbiorze władze austriackie przeprowadziły spis powszechny w 1785 roku. Wynikło z niego, że wieś zajmowała prawie 11 kilometrów kwadratowych i zamieszkiwana była przez 506 grekokatolików oraz 7 Żydów.

Okres po Wielkiej Wojnie.

W okresie międzywojennym po tak zwanej „schizmie tylawskiej” większość mieszkańców (430 osób) przeszła na prawosławie. Wybudowano wtedy prowizoryczną prawosławną „czasownię”, która uległa zniszczeniu podczas drugiej wojny światowej.

W okresie międzywojennym mieszkanki Hyrowej słynęły w okolicy z wykonywania pięknych pisanek.

W latach 1934 – 35 w Hyrowej zbierano materiały do 8-tomowego opracowania „Atlas językowy dawnej Łemkowszczyzny”, które wydano dopiero po wojnie w latach 1956 – 64. Badania prowadzono w 72 miejscowościach położonych po polskiej stronie Karpat od Jaworek w Małych Pieninach po Wolę Michową w Bieszczadach. Jako kryterium wyboru przyjęto występowanie w tych miejscowościach „czystych” dialektów łemkowskich.


Iwielka nieopodal chyrowskiej cerkwi.

We wrześniu 1944 r. w rejonie Hyrowej, Iwli, Głojsc, Dukli i sąsiednich miejscowości toczyły się zacięte walki w ramach tzw. operacji dukielsko-preszowskiej. O tych tragicznych wydarzeniach pisałem tutaj. W wyniku walk praktycznie cała wieś Hyrowa została spalona. Ocalała jedynie cerkiew greckokatolicka i bodajże jedna chałupa. Od tamtego czasu Dolina Iwielki w okolicy Iwli i Głojsc nazywana jest groźnie brzmiącą nazwą „Dolina Śmierci”.

Po zakończeniu II wojny światowej mieszkających tu Łemków wysiedlono w kilku etapach począwszy od 1945 a skończywszy na roku 1947. Część ludności w wyniku agitacji „dobrowolnie” wyjechała do byłego ZSRR, a część pod przymusem w ramach tzw. akcji „Wisła” została przesiedlona na Ziemie Zachodnie.

W 1982 roku rozpoczęto rozbiórkę cerkwi. Sprzeciw środowisk studenckich wstrzymał na szczęście tą rozbiórkę a na przełomie lat 80-tych i 90-tych zaczął się remont świątyni.

Tą dużą kiedyś łemkowską wioskę zamieszkuje obecnie niewiele ponad 100 osób.

Z cmentarza schodzę do wąskiej doliny Iwielki nad brzegiem której, w otoczeniu wysokich drzew stoi dawna greckokatolicka cerkiew (obecnie filialny kościół rzymskokatolicki). Jest ona zamknięta więc dzisiaj nie wejdę do środka. Jednak nie stanowi to większego problemu bo byłem tu już kilka razy wcześniej i w swoich archiwach mam też zdjęcia jej wnętrza.

Zabytkowa, dawna cerkiew greckokatolicka p.w. Przeświętej Bogarodzicy Pokrow (Opieki) w Chyrowej.

Wpisana do rejestru zabytków cerkiew otoczona jest również wpisanym do tego rejestru kamiennym murkiem, w obrębie którego znajduje się zbudowana również z kamienia brama wejściowa. Obok cerkwi zachowało się kilka krzyży nagrobnych przycerkiewnego cmentarza. Na jednym z nich widnieje data 1885.

Dawna cerkiew greckokatolicka w Hyrowej reprezentuje typ budowli charakterystycznej dla środkowej i zachodniej Łemkowszczyzny jednak w tzw. „wariancie młodszym”. Obecna cerkiew stoi w miejscu wcześniejszej, która istniała tu już przed rokiem 1536. Gdy ta obecna była w 1780 roku budowana dostawiono ją do pozostałego po wcześniejszej cerkwi murowanego prezbiterium, zbudowanego prawdopodobnie już w 1707 roku (inne źródła podają rok 1770).

Takich jak ta cerkwi z murowanym prezbiterium było w Beskidzie Dukielskim tylko cztery. Do dziś zachowała się tylko ta w Chyrowej. Pozostałe trzy znajdowały się w sąsiednich wioskach: Mszanie, Polanach i Zawadce Rymanowskiej. Nie przetrwały one do dzisiaj. Jedynie murowane prezbiterium z Zawadki Rymanowskiej zachowało się ale jako wolno stojąca kaplica przy cmentarzu przycerkiewnym, tuż obok zbudowanej w 1885 roku drewnianej cerkwi. O cerkwi w Zawadce Rymanowskiej pisałem w tym artykule.

We wnętrzu cerkwi znajduje się okazały ikonostas z XVIII wieku oraz ołtarzyk zdobiony późnobarokową ornamentyką snycersko-rzeźbiarską. Jest tu też cenna ikona w typie Hodegetrii z końca XVII wieku. Ściany prezbiterium oraz wnętrze pozornej, ośmiobocznej kopuły zdobią piękne XVIII-wieczne polichromie.

Do powstania cerkwi w Chyrowej nawiązuje pewna legenda. Otóż, w miejscu gdzie stoi cerkiew, znaleziono cudowny obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Obraz ten bez ludzkiej pomocy przywędrował tu z Węgier, najpewniej w czasie wojen husyckich. Prawowici właściciele chcieli go zabrać do siebie, ale konie nie chciały ciągnąć wozu. Zaprzężono więc do niego woły, które pociągnęły ten wóz. Nic to jednak nie dało bo obraz powrócił do Chyrowej. W efekcie, w miejscu pojawienia się obrazu wybudowano cerkiew, w której umieszczono ów obraz.

cerkiew

Zachodnim, widokowym grzbietem na Chyrową (górę).

Opuszczam teren cerkwi kierując sie na południe obok płynącej tędy Iwielki, która wije się wzdłuż drogi. Trzeba więc pokonywać płytkie brody. Także brody jej dopływów. Dolinką tą prowadzi też czerwony GSB PTTK.

Mijam wyremontowaną, krytą eternitem chyżę, dalej – ale na przeciwnym, lewym brzegu Iwielki, na skarpie dostrzegam obudowaną kamieniami wnękę ze źródekiem.

Zainstalowaną tam stalową rurką wypływa – a raczej należałoby powiedzieć – skapuje woda.

Źródełko nad Iwielką.

W odległości około 600 m od cerkwi opuszczam dolinkę ze szlakiem skręcając za niewielkim strumykiem w odchodzącą na wschód polną dróżkę. Podchodzę nią wyżej gdzie dróżka zanika więc dalej idę traktorowymi śladami tudzież ścieżynką wzdłuż rosnących tu jeszcze gdzieniegdzie pojedynczych lub w grupkach drzew – także owocowych.

Od jakiegoś czasu jest ona obecnie praktycznie nieużywana a na rozległych łąkach często pasą się krowy.

Jeszcze kilkanaście lat temu poprowadzony był tędy szlak czerwony, który został przeniesiony około 1,7 km na południe. Łąki te są koszone więc bogate w różne gatunki roślin. Z rzadszych spotykam tutaj np. storczyki – kukułki plamiste czy szerokolistne. Piękne żółte kozibrody wschodnie. Pospolite firletki poszarpane i wiele innych.

Przyjemnie idzie się tak w górę podziwiając rozciągające się stąd bardzo ciekawe widoki na okoliczne góry i otoczenie Chyrowej. Ładnie widać stąd stok narciarski na wschodnim stoku Danii.


Stok narciarski Chyrowa-Ski na wschodnim stoku Danii. Widok z podejścia na Chyrową.

Na jednej z ostatnich grusz dostrzegam znak szlaku czerwonego co potwierdza fakt, że prowadził on tędy.

Chyrowa (wieś) w Dolinie Iwielki.

Idąc tak docieram do ściany lasu porastającego kulminację Chyrowej. Bardzo ładne stąd widoki na Beskid Niski.

Widok z zachodniego grzbietu Chyrowej na południowy zachód.

Tutaj skręcam lekko na południe po czym na wschód i dalej przez las dochodzę do rozjeżdżonej leśnej drogi, którą prowadzi szlak do Dukli.

Odcinkiem żółtego szlaku do połączenia z czerwonym i moje refleksje na temat … gospodarki leśnej i znakowania.

Dalej moja trasa prowadzi na południowy zachód grzbietem odchodzącym od Chyrowej. Po obu stronach znajdują się głębokie kotły źródliskowe potoków. Z zachodniej strony ma swoje źródła Iwielka a po wschodniej Chyrowski Potok. Zwłaszcza wschodni kocioł jest bardzo stromy i pocięty jarami licznych strumieni tworzących ten zasilający Jasiołkę potok. Z prześwitów między drzewami można stad spojrzeć na wschód i zobaczyć Cergową oraz Popową Polanę nad Abramowem (przysiółkiem Zawadki Rymanowskiej).

Południowe stoki Cergowej i Popowa Polana.

Prawie 10 lat temu szedłem tym szlakiem w stronę Dulki i nie był on tak zdewastowany jak jest obecnie. Wszystko przez zrywkę drewna, poszerzanie i budowę nowych dróg w lasach. Także przez budowę dużych, wyłożonych betonowymi płytami placów do składowania drewna. Znaków żółtego szlaku po prostu nie ma bo drzewa, na których były wymalowane już dawno z lasu wyjechały tirami. Nowych pewno nie ma kto wymalować. Taki to niestety znak obecnych czasów … 🙁 .

Dobrze, że posługuję się aplikacjami z mapami w smatrfonie bo trudno byłoby znaleść mi miejsce, gdzie żółty szlak łączy się z czerwonym. W miejscu, gdzie łączył się dawniej jest teraz ogromny, pusty na razie, ale już wybetonowany plac.

Plac składowania drewna nieopodal miejsca połaczenia czerwonego GSB z żółtym.

A koniec (czy jak kto woli początek) szlaku żółtego znalazłem w lesie niedaleko drogi, doszedłszy do czerwonego szlaku.

Został on na tym odcinku przeznakowany i poprowadzony skrajem lasu, opuszczając wcześniej nową drogę leśną. O czerwony szlak – widać z tego – jeszcze jakoś się dba bo to przecież Główny Szlak Beskidzki i byłoby wstyd. Ale żółty, krótki, dojściowy do Dukli to już nie – bo i po co mają tam ludzie chodzić i patrzeć na to co się z teraz dzieje w lasach?

Uroczyska Zwezłyska i trawersem Krymianki.

Od węzła szlaków zaczynam podejście na ostry grzbiet Krymianki z kulminacją 645 m n.p.m. zwaną Czystyny. Na południowych, stromych zboczach tego niewielkiego grzbietu znajduje się rezerwat florystyczny „Igiełki”. Chroni się w nim stanowiska cisa pospolitego. Cisów w formie krzaczastej jest tutaj około 250. Chroni się także dwa gatunki storczyków: kruszczyk szerokolistny i stoplamek szerokolistny.

Szlak prowadzi dalej pięknym lasem na wschód. Coraz bardziej podoba mi się tutaj bo czuć dzikość, teren urozmaicony a z mojej lewej strony głębokie stromizny.

Na przestrzeni lat często usuwały się tu zbocza tworząc osuwiska (ostatnie w roku 2003). Przez Łemków nazywane one były zwezłyskami. Dziś miejsca te zaznaczone są na mapie Compassu jako Uroczyska Zwezłyska.

Dużo tu wiatrołomów – nie widać zbytniej działalności człowieka.

Warto też zauważyć, że stromizny są tu na tyle duże tak, że z prześwitu między drzewami można dojrzeć kamieniołom ulokowany na południowym stoku Kilanowskiej Góry (nad Lipowicą).

Półocnym trawersem obchodzę kulminację Krymianki (673 m n.p.m.) zwanej też Kamienną Górą. Dochodzę tak do dużej obsadzonej kilka lat temu jodłami poręby na stromym zboczu Krymianki. Dalej szlak się obniża aż do węza szlaków. Tutaj opuszczam czerwony szlak (którym można dojść do Pustelni św. Jana z Dukli). Idąc dalej już zielonym szlakiem na południe, zaczynam ostre podejście na grzbiet łączący Krymiankę z Czerteżem.

Przez Czerteż (648 m n.p.m.) do Mszany.

Odległość od Krymianki (Kamiennej Góry) do kulminacji Czerteża wynosi około 2 km. Nie ma tu wielu przewyższeń więc przyjemnie się idzie. Szlak prowadzi tak jak lubię – wąską grzbietową ścieżką a nie żadną leśną drogą, której na szczęście tu nie ma. Zarówno wschodnie jak i zachodnie stoki tego grzbietu są bardzo strome. Jest więc duża szansa, że Harvestery tutaj nie wjadą.

W mieszanym lesie nie jest jasno. Także i tutaj dużo jest wiatrołomów.

Ze ścieżki tu i ówdzie wystają niewielkie kamienne ostańce, często porośnięte mchem.

Niedaleko kulminacji Czerteża spotykam specjalne lizawki dla dzikich zwierząt. Są to osadzone na okorowanym pniu ściętego na wysokości dwóch metrów od ziemi drzewka, około 40 centymetrowe kawałki rury PVC z kilkoma wywierconymi otworkami. Wewnątrz włożone są bryłki zmineralizowanej soli, która jest sukcesywnie uzupełniana. Sarny i jelenie chętnie przychodzą tutaj zlizywać spływającą po pniu sól o czym świadczą wypolerowane ich językami pnie drzew. Sól taka uzupełnia niedobory pokarmowe wynikające z monotonnej diety dzikiej zwierzyny.

Takich lizawek spotkałem tutaj pięć. Miały one kolejne numery począwszy od F6 aż do F2 i w takiej kolejności do nich dochodziłem. O tym, że zwierzyna chętnie tu przychodzi dowiedziałem się bardzo szybko bo spłoszyłem jelenia, który z trzaskiem łamanych gałęzi wybiegł z kryjówki. Do innych lizawek już nie doszedłem bo na szczycie Czerteża musiałem zmienić trasę. Zostawiłem zielony szlak PTTK i zacząłem szukać drogi, którą mógbym zejść do Mszany. Wkrótce spłoszyłem kolejnego jelenia. Niestety, nie udało mi się uwiecznić go na zdjęciu – za szybko się to zadziało…

Dawno nie używaną, zarastającą drogą zacząłem schodzić z Czerteża wkrótce trafiając na wygodniejszą.

Taką drogą schodziłem z Czerteża.

Z lasu wyszedłem w pobliżu budynku Ujęcia Wody Powierzchniowej.

Nieco niżej, na niewielkim potoku, dopływie Mszanki, trafiłem na niewielką kaskadę.

Mszana (j. łemk. Мшана).

To pięknie położona wieś w dolinie Mszanki pomiędzy długim grzbietem Czerteża (Mszany) a niewysokim wałem wzgórza Wapno. Od północy Mszana sasiaduje z Chyrową a od południa z Tylawą.

Ta duża kiedyś wieś, którą przed II wojną światową zamieszkiwało 920 Łemków, 5 Polaków i 5 Żydów obecnie zamieszkuje około 250 osób.

Widok na masywik zwany Wapno, górujący od zachodu nad Mszaną.

Historia jej powstania i zasiedlenia podobna jest do historii Chyrowej. Pierwsza pisana wzmianka pochodzi z roku 1366 r. kiedy to kanclerz Janusz Suchywilk darował ją swoim bratankom Piotrowi i Mikołajowi Cztanom z Kobylan. Lokację na prawie magdeburskim wieś otrzymała od Kazimierza Wielkiego w 1369 r. Wraz z napływem pasterskiej ludności wołosko-rusińskiej w XVI wieku przelokowana została na prawo wołoskie. Podobnie też jak i Chyrowa powtórnie lokowana była na prawie niemieckim, już na początku XVI wieku. Mszana należała też do tych samych waścicieli co dawna Chyrowa.

Była ona dużą i dość zamożną wsią, w której działała olejarnia i folusz.

Pierwsza wojna światowa nie przyniosa wsi wielu szkód. W okresie międzywojennym zdecydowana większość mieszkańców ulegając wpywom „schizmy tylawskiej” powróciła do wiary swoich przodków przechodząc na prawosławie.

II wojna światowa a zwłaszcza operacja dukielsko-preszowska przyniosa ogromne zniszczenia. Zaraz po II wojnie wszystkich mieszkańców wsi deportowano. Część za wschodnia granicę a resztę w 1947 roku w ramach akcji „Wisła” na Ziemie Zachodnie. Pozostawiono jedynie deklarujących narodowość polską i rodziny o mieszanym rodowodzie. Wyludnioną wieś zasiedliły ofiary innych, doszczętnie zniszczonych wsi, tu głównie z Huty Polańskiej.

Idąc przez wieś.

Do głównej drogi biegnącej przez Mszanę dochodzę w okolicy budynków dawnego PGR-u.

Zabudowania dawnego PGR-u w Mszanie.

Przed jego powastniem na rozległych łąkach górale z Podhala wypasali tu owce. PGR działał tu blisko 2 dekady. Później gospodarowało tu przedsiębiorstwo Iglooplol. Po upadku Iglooplou część budynków wydzierżawiono na gospodarstwo koziarskie produkujące sery kozie i bryndzę. Obecnie hoduje się tu też krowy, które pasą się na okolicznych pastwiskach.

Idąc przez wieś warto zwrócić uwagę na kilka zachowanych tu kapliczek i krzyży przydrożnych. Pierwasza kapliczka, którą spotykam pochodzi z 1910 roku i stoi w cieniu lipy.

Grzbiet Wapna.

Kolejny, przydrożny krzyż przesłonięty jest liśćmi drzew i wysoką trawą. Niestety data jego powstania nie są już czytelna.

Podobnie i ten stojący w cieniu starej lipy.

Wkrótce dochodzę do niewielkiego kościoła św. Jana z Dukli, zbudowanego w 1987 roku. Jest to kościół filialny parafii w Tylawie.

Mszana – Kościół filialny św. Jana z Dukli.

Cmentarz wsi Mszana.

Powyżej nowego kościoła, w odległości nieco ponad 100 m znajduje się cmentarz wsi Mszana. Są na nim pochowani zarówno dawni jak i współcześni mieszkańcy tej wsi. Obecnie cmentarz jest odnowiony i zadbany.

Mszana – cmentarz.

Jak informuje tablica przed wejściem z inicjatywy Stowarzyszenia Na Rzecz Rozwoju Wsi Karpackiej „KARPATKA” odrestaurowano 17 szt. XIX-wiecznych nagrobków. Remontu podjął się i wykonał Szymon Modrzejewski ze Stowarzyszeniem Magurycz. Finansowego i rzeczowego wsparcia udzieliły: ProCarpathia, Gmina Dukla, Remmers Polska sp. z o.o., LGD „Kraina Nafty” Miejsce Piastowe, firma Konstal z Lipowicy, darczyńcy z Polski, USA i Kanady oraz mieszkańcy Mszany.

Nieistniejąca cerkiew w Mszanie.

Pierwsza, niewielka cerkiew powstała najprawdopodobniej na przełomie XV i XVI wieku, wtedy też erygowano parochię. Przetrwała do pierwszej połowy XVIII w. Kolejną zbudowano w 1737 roku. Ta cerkiew posiadała już murowane prezbiterium (podobnie jak cerkwie w Hyrowej, Polanach i Zawadce Rymanowskiej). Cerkiew tą rozbudowano w połowie XIX wieku pozostawiając murowane prezbiterium poszerzono nawę. Prytwor czyli babiniec zbudowano od nowa. Przebudowano też dachy a elewacji nadano bogate, malarsko – snycerskie zdobienia. Odsunięto też od cerkwi dzwonnicę. Prace ukończono w 1856 roku. Zmieniono też formę wezwania z Wniebowzięcia na Zaśnięcie NMP. W 1932 r. część dachów z powodu niszczejącego gontu pokryto blachą.

Podczas bitwy o Przełęcz Dukielską w 1944 r. część cerkwi uległa zniszczeniu. Po wysiedleniun Łemków niszczała i w końcu została rozebrana – ponoć miejscowy Cygan dostał pozwolenie od ówczesnych władz na rozbiórkę. Materiał wykorzystywał na budowę chlewa. W końcu dewastowaną cerkiew ktoś podpalił.

Trzeba tu dodać, że po przejściu mieszkańcw na prawosławie zbudowano kaplicę prawosławną, którą w 1945 rozebrali żołnierze sowieccy.

W drodze do Ropianki.

Po obejrzeniu cmentarza wracam do drogi, którą tu przyszedłem po czym skręcam w odchodzącą na zachód szutrową drogę. Przechodzę przez most na Mszance i zaczynam łagodne podejście na przełączkę między Koretwiną w grzbiecie Wapna a Burą Horą.

Widok na Czerteż nad Mszaną.

Drogą tą przyjemnie się idzie, minęły mnie tylko z trzy samochody jadące bardzo powoli więc nie jest jeszcze tak źle.

Malownicza droga z Mszany w stronę Ropianki.

Widoki z drogi na Mszanę i okoliczne wzgórza są bardzo ładne. Droga też malownicza więc usiadłem sobie w dogodnym miejscu aby w spokoju zjeść kanapkę i chwilkę odpocząć.

Później minąłem dwa bobrowiska – widać, że bobry mają się tu dobrze.

Bobrowisko obok drogi w stronę Ropianki.
Kolejne bobrowisko – to po przeciwnej stronie drogi.

W końcu wszedłem do lasu aby po przejściu kilometrowego odcinka dojść do ostrego zakrętu. Tu odgałęzia się droga, z której po wyjściu na otwarty teren można dojść do studenckiej „Chatki Malucha” znajdującej się we wschodnim skraju Ropianki. Idąc zaś na północ można dojść do rezerwatu „Wadernik”, w którym chronione są naturalne stanowiska cisa pospolitego.

Na okolicznych drzewach umieszczone są strzałki z napisem „Chatka” ale rozmieszczenie ich w terenie wydaje się być bardzo niefortunne i chaotyczne. Ścieżka też mało widoczna bo bardzo rzadko uczęszczana (w sezonie letnim gdy Chatka jest czynna na pewno bywa ona lepiej wydeptana). O tej porze roku trawy są już wysokie więc dobrze trzeba się rozglądać aby wypatrzeć gdzie ta ścieżka prowadzi.

Po minięciu kilku kęp drzew wchodzę na ładne łąki, na których dostrzegam sporo storczyków. Na końcu wchodzę wyraźną już tu ścieżką w zarośnięte krzakami obniżenie strumienia, po przekroczeniu którego wychodzę wprost na Chatkę. Tu mała niespodzianka – spotykam młodego byczka, który jednak zaraz odchodzi.

Chatka Malucha w Ropiance.

To studenckie, sezonowe schronisko turystyczne prowadzone przez Akademicki Klub Turystyczny „Maluch” Wydziału Elektroniki i Technik Informatycznych Politechniki Warszawskiej. Działa w Ropiance od ponad 40 lat. Dom, w którym mieści się Chatka zbudowano na fundamentach przedwojennego budynku zarządcy kopalni. Początkowo był on własnością nafciarzy, potem leśnictwa a od 1980 roku jest własnością Akademickiego Klubu Turystycznego z W-wy.

Studencka „Chatka Malucha” w Ropiance.

W Chatce nie ma prądu, wodę czerpie się ze studni z żurawiem lub ze strumyka. Ciepłe posiki przygotowuje się na kuchence opalanej drewnem. Drewno jest tu artykułem bardzo pożądanym i niezbędnym więc chętni do jego pocięcia czy porąbania mogą liczyć na darmowy nocleg! Wspólne gotowanie i spożywanie posiłków, wieczory spędzane przy ognisku albo przy świetle lamp naftowych, wspólne śpiewanie przy dźwiękach gitary czy też luźne rozmowy to tutaj jeszcze nie minione lata. Atmosfera więc jak za dawnych, dobrych turystycznych czasów. Mam taką nadzieję. Trzeba tu dodać i uprzedzić wszystkich przybywających, że w Chatce nie spożywa się żadnego alkocholu – nawet piwa.

Osobiście w Chatce nigdy nie nocowałem. Raz tylko udało mi się spotkać w niej odpoczywające studentki z małymi dziećmi (czyli adekwatnie do nazwy – z „Maluchami” 😉 ) – przejeżdżałem wtedy przez Ropiankę rowerem. Pamiętam, że ponad 10 lat temu byłem tu z kolegami na śladówkach w czasie zimowych ferii i też była zamknięta. W drodze Mszany spotkaliśmy „chatkowego”, który z kolegą wracał z kościoła w Mszanie. Nie wracaliśmy już z nimi do Chatki bo plany mieliśmy inne a zimą dni nie są długie. Innymi razy Chatka była zamknięta na kilkanaście spustów.

Więcej szczegółów o chatce i jej działalności można znaleźć na tej stronie.

Otoczenie Chatki sprawia, że trudno ją dostrzec i w efekcie do niej trafić. Ponadto położona jest obok płynącego potoku i bardzo często jest tu grząsko i wilgotnie.

Ropianka (Ропянка).

To pięknie położona dawna łemkowska wioska w niewielkiej, malowniczej kotlince, przez którą przepływa potok o tej samej co wieś nazwie. W 1880 r. w zamieszkiwało ją 224 mieszkańców: 150 grekokatolików, 69 rzymskich katolików i 5 żydów. W roku 1939 żyło tutaj 205 Łemków. Po wojnie mieszkających tu Łemków wysiedlono. Obecnie, wg najnowszych danych Ropiankę zamieszkuje na stałe tylko 9 osób.

Z terenu Chatki udaję się w kierunku zachodnim. Przechodząc przez mostek na potoku Ropianka opuszczam na chwilę mało wyraźną tu jeszcze drogę gruntową wychodząc na łąki, na których rosną storczyki. Spotykam tu sarnę, którą udaje mi się sfotografować.

Nieco dalej stan drogi z czasem się poprawia. Po prawej stronie drogi, na skarpie znajduje się biała kapliczka otoczona stalowym, pogiętym nieco ogrodzeniem. Na cokole wyryte cyrylicą napisy i data 1901.

Nieco dalej, za potokiem Ropianka, ale po przeciwnej stronie drogi kolejna kapliczka stojąca w cieniu lipy – jest ona nieco starsza bo z 1897 roku. Zarówno kapliczka jak i ogrodzenie z kutych stalowych prętów są w dużo lepszym stanie.

Nieopodal, z prawej strony odgałęzia się droga do nowego domu na wzgórzu. Stąd pozostało już tylko 200 metrów do drogi łączącej Olchowiec z Chyrową. Po lewej stronie drogi kolejne zabudowania Ropianki w tym Gospodarstwo Agroturystyczne „Cichy Zakątek”.

Ropianka założona została w XVI wieku przez Stadnickich z Nowego Żmigrodu.

Kopalnia ropy naftowej w Ropiance.

Na terenie Ropianki od niepamiętnych czasów występowały źródła roponośne. Już w latach 80-tych XVIII wieku opisał je przyrodnik Jan Krzysztof Kluk. W 1866 spółka Trzecieski, Glazur i Łukasiewicz uruchomiła pierwszą tu kopankę ropy naftowej. Wkrótce powstawały kolejne tak, że w 1882 były tu już 63 szyby kopane o niewielkiej wydajności. Z czasem kopanki zastępowały głębiej wiercone szyby naftowe. W 1888 r. średnia głębokość wierceń wynosiła około 300 metrów a wydobycie szybko się zwiększało. Takich szybów w 1888 eksploatowano już 94. Wydobytą ropę przerabiano w rafinerii w Chorkówce założonej przez Łukasiewicza. Po jego śmierci w 1882 roku część kopalni nabył Władysław Fibich, później firma Zenona Suszyckiego-Turczynowicza.

Tereny dawnej wsi Ropianka kiedyś upstrzone szybami naftowymi.

Staraniem Krajowego Towarzystwa Naftowego, którego członkiem byli m.in. Suszycki, także Gorayski, Klobasa i Skrzyński utworzono w Ropiance pierwszą w Europie Praktyczną Szkołę Wiercenia Kanadyjskiego. Działała ona w latach 1885-88. Szkołę w Ropiance ukończyło 50 wiertaczy po czym przeniesiono ją do Wietrzna a następnie do Borysławia, gdzie działała do 1944 roku.

Dawna łemkowska wieś dzisiaj.

Wydobycie ropy przed wybuchem I wojny światowej było na tyle duże, że w latach 1907-08 zbudowano rurociąg o długości 28 kilometrów do stacji kolejowej w Targowiskach k/Iwonicza. Po spadku wydobycia ropy z powodu wyczerpywania się złóż rurociąg zdemontowano w latach 1923-24. Kopalnia działała jeszcze w latach międzywojennych ale na mniejszą skalę. Zniszczoną w czasie wojny kopalnię odbudowano. Prowadzono też nowe wiercenia, które nie przyniosły spodziewanych rezultatów. W efekcie kopalnie zamknięto demontując urządzenia. Dziś po kopalni pozostało bardzo niewiele śladów. Podobnie jak i po domach mieszkających tu do czasów wysiedleń ludzi.

W zachodnim krańcu wsi, przy drodze z Chyrowej do Olchowca stoi obelisk a obok niego kiwon. Jest to swego rodzaju pomnik upamiętniający wspominaną wcześniej szkołę wiertniczą. Odsłonięto go 17 maja 2003 r. podczas XII Rajdu Turystycznego im. Ignacego Łukasiewicza.

Powrót do Chyrowej.

Na tym mógłbym już zakończyć relację bo droga, która pozostała mi do przejścia niczym szczególnym się nie wyróżniała. Po prostu prowadziła ona asfaltową, monotonną drogą przez las bez żadnych atrakcji. Próbowałem ją urozmaicić wchodząc na rozdrożu asfaltowych dróg w laśną drogę w stronę Kiczery. Szybko jednak z tego zrezygnowałem bo droga ta okazała się tak zdewastowana, że nie dało się nią iść pod górę. Ponadto byłem już zmęczony więc przez las na krechę wróciłem do asfaltowej drogi. Nie poszedłem jednak nią zbyt długo bo ruch samochodowy o tej porze dnia był duży.

Przy najbliższej okazji zszedłem na łąki z widokiem na dolinę Mszanki i górujące nad nią, widoczne w oddali szczyty Ostrej i Kamienia nad Jaśliskami.

Łąka ukwiecona polnymi kwiatami z pojawiającymi się tu i ówdzie storczykami umilała mi wędrówkę.

Po dojściu do czerwonego szlaku PTTK skręciłem i już za jego znakami zszedłem do doliny Iwielki.

Południowy kraniec Chyrowej w dolinie Iwielki.

W ten sposób zamknąłem dzisiejszą pętlę wracając do zaparkowanego w Chyrowej samochodu.

Na koniec przedstawiam mapkę z zapisem śladu wędrówki

Tekst, zdjęcia i opracowanie – Antoni Noga.

Źródła którymi się posiłkowałem:

„Beskid Niski dla Prawdziwego Turysty” – Oficyna Wydawnicza „Rewasz”.

„Opis powiatu Krośnieńskiego pod względem geograficzno-historycznym” – Ks. Władysław Sarna”.

„Beskid Niski i Pogórze” – Władysław Krygowski.


5 4 votes
Article Rating

Powiązane zdjęcia:

Subscribe
Powiadom o
guest

4 komentarzy
najnowszy
najstarszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Władysława
Władysława
8 miesięcy temu

Dzień dobry p.Antoni.
To czy się komuś podobają opisy czy nie to jego sprawa. Ja o historii. Historię trzeba znać mówić pisać przypominać o niej.Ale nie tylko znać daty i wiedziec kto kiedy gdzie i kto kogo. Z historii trzeba wyciagac wnioski !!! Nie dać wmówić sobie ze obywatelem świata jestem.Szarym nijakim bez historii.
Niestety coraz więcej takich!
Pozdrawiam

Paweł
Paweł
10 miesięcy temu

Serwus, jestem! Antoni opublikował swój kolejny wpis pt. „Masyw Chyrowej z Czerteżem…” itd.ACH TE NAZWY!! Znając Antoniego wiedziałem na co się decyduję brnąc w tekst : Teren jest taką.. potrzebą – nazwijmy to.. pobycia sam na sam ze sobą. Każdy żyjący w stadzie raz za czas taką potrzebę (marzenie;) odczuwa! Nacieszyć się pustym(!) szlakiem w lesie, zwyczajną ciszą o poranku, taką jak panowała kiedyś, bez odgłosów cywilizacji. CISZĄ !! Wypić w zwolnionym tempie herbatkę z termosu jako i Antoni łyka i do niej się przyznaje 😉 Porozglądać się po okolicy, dać zmysłom odpocząć.ODPOCZĄĆ!! I to w wędrówkach po takich terenach… Czytaj więcej »