Tym razem zabieram czytelników na wędrówkę w rzadko odwiedzane i mało znane wzgórza leżące na północ od odcinka drogi karpackiej łączącej Nowy Żmigród z Duklą. Usadowiły się one pomiędzy północnymi krańcami Beskidu Niskiego i Pogórzem Jasielskim. Od zachodu, w okolicach Nowego i Starego Żmigrodu ich stoki łagodnie opadają w dolinę Wisłoki. Od wschodu stromo schodzą w wąską dolinkę Iwielki, płynącej tu przez Głojsce i Draganową, a która to rzeka oddziela je od Gór Iwelskich. Na północy od Pogórza Jasielskiego oddziela je również Iwielka przepływająca tu przez Makowiska i Siedliska Żmigrodzkie. Na południu, w okolicach Łysej Góry (wsi) łączą się z północnymi ramionami wysyłanymi od Pasma Łysej Góry i Polany należącego do Beskidu Dukielskiego (Beskid Niski).

Najwyższym szczytem tych wzgórz jest Łysa Góra (526 m n.p.m.) zwana też Łysą Górą Żmigrodzką. Kolejnymi znaczniejszymi wzniesieniami są Łosikowa Góra, Bikowa Góra nad Głojscami i Biedacz nad Makowiskami.
Te niepozornie wyglądające wzgórza o wysokościach bezwzględnych sięgających nieco ponad 500 metrów są tak usytuowane, że dają bardzo ciekawy wgląd na położenie północnych pasm centralnej części Beskidu Niskiego. Równie ciekawie prezentują się stąd widoczne na horyzoncie pogórza karpackie: Ciężkowickie, Strzyżowskie i Dynowskie wznoszące się ponad obniżeniem Dołów Jasielsko-Sanockich. Jak na dłoni widać też miejscowości rozrzucone na Pogórzu Jasielskim. To ten fakt był jednym z decydujących powodów odwiedzenia tych wzgórz.
Tereny te są bardzo rzadko odwiedzane, nie ma tu żadnych znakowanych szlaków więc możliwość spotkania przygodnego wędrowca jest znikoma. Pewno m.in. dlatego na szczycie Łysej Góry powstał tzw. Paldenling, czyli Ośrodek Odosobnieniowy Wspólnoty Dzogczen. To niewielki drewniany budynek – Domek Longde, który służy indywidualnym oraz grupowym odosobnieniom medytacyjnym. Znajduje się tu także archiwum oraz biblioteka Wspólnoty Dzogczen. Chęć zobaczenia Paldenlingu też była jednym z powodów wybrania się tutaj.
Podczas wędrówki, którą odbywałem wraz z koleżanką przyłączył się do nas – jak się później okazało – niespodziewany towarzysz. Z tego powodu musieliśmy nieco zmienić przebieg trasy – o tym jednak nieco później.
Stary Żmigród.
Stary Żmigród, skąd rozpoczęliśmy wędrówkę, początkami swymi sięga czasów średniowiecznych, kiedy to na stromym ramieniu odchodzącym od Grzywackiej Góry powstawało grodzisko. Pierwsze pisane wzmianki pochodzą z XIV wieku, kiedy osada zaczęła tracić na znaczeniu mając za konkurencje szybko rozwijający się, bo lepiej usytuowany Nowy Żmigród. Prawdopodobnie już od początku XIV wieku istniała tu parafia, chociaż pierwsza o niej wzmianka pochodzi dopiero z 1326 roku. Właścicielami Starego Żmigrodu były m.in. rodziny Bogoriów, Wojszyków, Stadnickich i Tarnowskich. Tak o Starym Żmigrodzie pisał w swoich kronikach Jan Długosz:
„Żmigród Stary ma w sobie kościół parafialny, a właścicielami jego są: Jan Stadnicki, herbu Drużyna i Jan Czesław Wojszyk, herbu Powała. Były łany kmiecie, z których płacono dziesięcinę kanonikowi kantorowi św. Floryana. Zwozili ją własnymi wozami. Wartość jej obliczono na 12 grzywien. Były również karczmy, zagrody, folwark.” Cytat pochodzi z książki ks. Władysława Sarny „Opis Powiatu Jasielskiego” wyd. w 1908 roku.

Był on często nękany napadami beskidników oraz najazdami obcych wojsk. W czasie Konfederacji Barskiej w ciągu trzech lat 1769-1771 pięciokrotnie cierpiał w wyniku pobierania przez nich pogłównego – o czym też ks. Sarna wspomina. Podczas zaborów też lekko nie było. Podobnie czasy obu wojen światowych były dla mieszkańców Starego Żmigrodu jak i okolicznych miejscowości tragiczne. Najpierw w latach 1914-1915 krwawe walki podczas „Operacji gorlickiej”, potem w 1944 „Operacja preszowsko-dukielska”, co spowodowało zniszczenie wioski i w konsekwencji wysiedlenia. Ciekawie przedstawia się historia kościoła św. Katarzyny, o której pisałem w relacji z zimowej wędrówki w Paśmie Łysej Góry zahaczając wtedy o średniowieczne grodzisko. Wtedy też wspominałem o etymologii pochodzenia nazwy Żmigrodu i Zamczysku, które istniało tu do XIV wieku.
Po przyjeździe do Starego Żmigrodu zostawiamy samochód na przycmentarnym parkingu i ruszamy w drogę prowadzącą na wschód.
Przez przysiółek Góry Pierwsze i Góry Drugie na Łysą Górę (żmigrodzką).
Mijamy kilka zabudowań, kapliczkę domkową oraz skrzynkową zawieszoną na drzewie. Jeszcze kilkanaście lat temu kapliczka ta umieszczona była na potężnej, starej lipie. Rosła ona w sąsiedztwie na niewielkim pagórku. Niestety, została ona jednak ścięta (być może zagrażała już bezpieczeństwu? albo też z innych powodów?). W efekcie kapliczkę przeniesiono na inne drzewo.


Dalej skręcamy w drogę, która prowadzi na północ …
Drogą tą można dojść do miejsca zwanego jeszcze dzisiaj Kasztel, które znajduje się po drugiej, prawej orograficznie, stronie potoku Niegłoszcz. Nazwa ta może świadczyć o tym, że istniał tu w średniowieczy jakiś zamek. Jeśli to prawda to przenieśli się tam właśnie włodarze Starego Żmigrodu po zniszczeniu starego Zamczyska. Do dziś niestety, poza ludzkimi przekazami, nie zachowały się po nim żadne widoczne w terenie ślady. Jedynie sama nazwa – kasztel – co w j. polskim tłumaczy się jako zamek.
… po czym za skrzyżowaniem wiejskich dróg skręcamy na wschód. Tam, naprzeciw ostatniego domu, już na wschodnim skraju wsi, stoi murowana kapliczka domkowa z 1961 roku.

Prowadzą do niej oporęczowane, betonowe schody. Kapliczkę wybudowała śp. Magdalena Rospond, siostra dziadka Pana Henryka Rosponda, który mi o tym opowiedział. Mieszkała ona w drewnianym domu, naprzeciw kapliczki, po drugiej stronie drogi. Dom ten niestety już nie istnieje – spłonął około roku 1981. Na miejscu tamtego domu stoi dziś nowy dom, w którym mieszkają państwo pochodzący z Puław (woj. lubelskie).


Wokół drogi, którą idziemy mamy ładne łąki i niewielkie zagajniki. Wkrótce dochodzimy do potoku Niegłoszcz, który przekraczamy aby po krótkiej chwili dojść do pokrytej niedawno asfaltem, drogi łączącej Siedliska Żmigrodzkie z przysiółkiem Góry Pierwsze.

Nieco dalej znajduje się kolejny przysiółek o nazwie Góry Drugie. Warto tu dodać, że na południowym stoku Łysej Góry mamy jeszcze jeden przysiółek zawierający w nazwie kolejny liczebnik. Nazywa się on Góry Trzecie! – taka ciekawostka.

Droga wznosi się stosunkowo łagodnie do miejsca, gdzie zaczynają pierwsze zabudowania. Przy jednym z gospodarstw za ogrodzeniem pasie się kilka młodych muflonów. To bardzo ciekawe zwierzęta wywodzące się z terenów Azji Mniejszej a później wprowadzone na niektóre wyspy Morza Śródziemnego. Obecnie coraz częściej spotykam je podczas swoich wędrówek ale tylko jako zwierzęta hodowlane. Zawsze gdy je spotykam podchodzą do ogrodzenia, obwąchują, ciekawie spoglądają i wydają się być bardzo sympatyczne i przyjazne.


Nieco dalej, z prawej strony drogi stoi ogrodzony metalowym płotem i ozdobiony kwiatami krzyż.


Niespodziewany towarzysz wędrówki.
Kilkaset metrów dalej, w przysiółku Góry Drugie kończy się asfaltowa droga. Przysiółek jest niewielki, znajduje się tu tylko kilka domów a droga przechodzi w gruntową.

Podczas przechodzenia obok ostatniego domu wypada z niego młody pies obszczekując nas głośno. Nie ustaje w tym szczekaniu a nawet próbuje zaatakować nasze nogi chronione stuptutami. Próbujemy go uspokoić i odgonić ale on nie ustępuje. W końcu wychodzi z domu jego właściciel i reaguje przywołując go do siebie. Pies nie ma ochoty słuchać i wciąż biegnie za nami, cały czas szczekając. Zatrzymuję się próbując mówić do niego spokojnie ale on nie ma ochoty wracać do domu. Gospodarz zrezygnowany wraca do siebie klnąc coś pod nosem a pies szczekając wciąż idzie za nami. Trwa to jeszcze jakiś czas, my jednak idąc dalej staramy się nie zwracać na niego uwagi.


Powoli wciąż podąża za nami ale szczeka już coraz rzadziej. Oddala się to znów podbiega, wygląda na to, że ma ochotę na jakąś zabawę i zainteresowanie nim bo coraz częściej merda ogonem. Próbujemy go odesłać do domu ale rezultatów nie widać – wciąż idzie za nami.
Mijamy niewielki brzozowy zagajnik wchodząc do niego aby zobaczyć, czy są jakieś grzyby dając też czas psu aby sobie poszedł. Skutek tego taki, że żadnych grzybów nie znajdujemy a pies jak był przy nas tak dalej jest i widać, że nie ma zamiaru tego zmieniać.


Dotarliśmy już na podszczytowe łąki Łysej Góry zatrzymując się częściej i fotografując bo widoki stąd piękne i dając możliwość psu aby sobie poszedł. Wciąż nic to jednak nie daje – pies idzie za nami, czy raczej należałoby powiedzieć – idzie już z nami…

Paldenling.
Wierzchołek Łysej Góry obchodzimy polną drogą od zachodu i południa. Sam szczyt i 9 hektarowy teren wokół niego to własność prywatna. Należy ona do Międzynarodowej Wspólnoty Dzogczen. Znajduje się tutaj niewielki czerwony budynek – Domek Longde – czyli serce ośrodka odosobnieniowego o nazwie Paldenling. Ośrodek ów służy indywidualnym oraz grupowym odosobnieniom medytacyjnym. Oprócz domku Longde w skład ośrodka wchodzi dom główny i ukryty w zagajniku domek do odosobnień w ciemności.

Dzogczen (w tłumaczeniu – całkowita doskonałość) to wywodząca się z Tybetu starożytna i rozległa wiedza, która może nam pomóc żyć lepiej jako ludziom poza jakimkolwiek kontekstem kulturowym, przyczyniając się do naturalnej, duchowej i społecznej ewolucji.


Twórcą Wspólnoty Dzogczen jest Czögjal Namkhai Norbu. To urodzony we Wschodnim Tybecie, znany w świecie nauczyciel dzogczen, filozof, naukowiec, autor licznych publikacji dotyczących medycyny, historii i kultury Tybetu. Przeszedł tradycyjną edukację w znanych ośrodkach klasztornych, gdzie poznał wiele nauk i doświadczył inicjacji od ponad trzydziestu mistrzów różnych linii buddyzmu tybetańskiego. W wieku zaledwie szesnastu lat został zaproszony do Chin, gdzie wykładał na uniwersytecie język tybetański. W 1971 zaczął nauczać grupę zachodnich uczniów jantra jogi a od 1976 udzielał pierwszych nauk dzogczen. Jest też założycielem organizacji ASIA, realizującej charytatywne projekty w Tybecie i Instytutu Szang Szung (Shang Shung Institute) promującego tamtejszą kulturę. Nieustannie podróżuje po całym świecie, udzielając nauk oraz uczestnicząc w konferencjach i różnych wydarzeniach kulturalnych. Jest autorem kilkudziesięciu książek na temat dzogczen, jantra jogi, tradycyjnej medycyny, kultury i historii Tybetu.
Przez przysiółek Góry Trzecie na Łosikową Górę (504 m n.p.m.).
Z podszczytowych łąk Łysej Góry schodzimy na skraj przysiółka Łysej Góry (wsi) zwanej Góry Trzecie.

Poniżej kilku domów na stromej skarpie szutrowej drogi, między brzozą i rozłożystą lipą stoi skromny, drewniany krzyż z kapliczką skrzynkową. Ponadto na pniu tej lipy umieszczono inną kapliczkę skrzynkową. Zawsze podczas swoich wędrówek fotografuję stare, przydrożne krzyże i zabytkowe kapliczki. Mam już mnóstwo podobnych fotografii w swoich archiwach.



Z przysiółka Góry Trzecie wracamy do grzbietu i tam zmieniamy kierunek marszu na ogólny wschodni. Droga jest urozmaicona – kluczy tutaj a to skrajem lasu, to znów wchodząc w las, po czym przechodząc przez niewielkie polany. Jest tu dużo rozgałęzień i odchodzących w bok dróżek więc trzeba uważać aby się nie pogubić. Najpewniej trzeba trzymać się grzbietu. Pies oczywiście wciąż idzie z nami. Wzdłuż drogi rosną liczne tu krzewy tarniny, na których jest jeszcze dużo dojrzałych owoców. Wyglądają bardzo ładnie i moja towarzyszka wędrówki ma ochotę nazrywać sobie trochę tych owoców. Zatrzymujemy się szukając w plecakach pojemników po kanapkach i zrywamy do nich owoce, z których zrobimy później pyszne nalewki. Zawsze warto łączyć przyjemne z pożytecznym.
Wychodzimy na skraj lasu i rozległe łąki skąd otwierają się ładne widoki na północny wschód w stronę Kobylan, Łęk Dukielskich i Wietrzna. Ładnie prezentuje się stąd farma wiatrakowa nad Łękami Dukielskimi.

Można tędy zejść do Draganowej, my jednak powinniśmy skręcić na południe aby odszukać jakąś ścieżynę i wejść na Łosikową Górę (Osikowa Góra).

Tak też robimy i po chwili jesteśmy na jej kulminacji. Nazwa góry nawiązuje do rosnących tu w okolicach osik. Sąsiedztwo osik podpowiada, że warto by się tu wybrać w sezonie na czerwone kozaki, zwane jakby nie było – osiczakami.


Bikowa Góra.
To szczyt wzniesienia o wysokości (493 m n.p.m.) w ramieniu odchodzącym od Łosikowej Góry w kierunku południowo-wschodnim. Góruje on nad miejscowością Głojsce, z której wejście na niego jest dość mozolne bo bardzo strome. Od niepamiętnych czasów stał na niej wysoki, drewniany krzyż, przy którym modlili się i odpoczywali zmęczeni pracą na roli mieszkańcy wsi. Z czasem postawiono przy nim drugi, brzozowy krzyż. Dzisiaj co prawda wygląda to już inaczej – mało kto uprawia tu ziemię więc dawne pola i niekoszone łąki zarastają wysokimi trawami, chaszczami, krzewami tarniny i dzikiej róży. Powoli też wkracza tu las. Czasy się zmieniają – w trudnym terenie nie opłaca się jakakolwiek praca na roli.

W 1999 roku staraniem miejscowego proboszcza ks. Józefa Bednarczyka ustawiono nowy, wysoki na 9 metrów i szeroki na 4 metry, solidny krzyż wykonany ze stalowych prętów i kątowników.



Rok później wyznaczono i wykonano do niego drogę krzyżową. Krzyż i stacje tej drogi oświetlono doprowadzając prąd kablem wkopanym w ziemię. Przy krzyżu ustawiono polowy ołtarzyk i zamontowano tablice wotywną oraz posadzono świerki i tuje. „Napracowano się przy tym solidnie ale warto było” – jak mówią mieszkańcy Głojsc. Ustawiono też ławkę dla strudzonych, na której częściej odpocznie przygodny przechodzień czy wędrowca niż spracowany rolnik, o którego już trudno. Również i my przysiadamy na ławeczce aby cokolwiek się posilić i odpocząć. Korzysta z tego i nasz towarzysz wędrówki bo i jego też trochę podkarmiamy.

Bikowa Góra od dawna słynęła z pięknych widoków na okolicę. Widać stąd północne pasma Beskidu Dukielskiego z Cergową i Chyrową oraz Pasmo Łysej Góry z Danią, Polaną, Łysą Górą i Grzywacką.

Ładnie też prezentują się miejscowości leżące u ich stóp, począwszy od Jasionki, poprzez Duklę, Teodorówkę aż do Iwli i Głojsc. Na wschodzie Góry Iwelskie z ich kulminacją – Franków (Patryja) a na północy Pogórze Jasielskie.

Decyzja o niezamierzonej zmianie trasy.
Delektując się pięknymi widokami zastanawiam się gdzie dalej pójść. W założeniu mieliśmy zejść do Głojsc, przejść drogę karpacką i wejść na Polanę (651 m n.p.m) skąd przez Łysą Górę (641 m n.p.m.) i Zamczysko zejść do Starego Żmigrodu. Rozwaga i odpowiedzialność podpowiada jednak, że musimy odprowadzić psa do jego domu. To jeszcze bardzo młody pies i najprawdopodobniej sam nie byłby w stanie wrócić. Wyciągam mapę i razem z koleżanką rozważamy jak i gdzie dalej pójdziemy aby odprowadzić psa do właściciela.

Ustalamy, że najrozsądniej będzie zejść do Głojsc, stamtąd pójść do Draganowej. Z Draganowej w górę potoku Omywaczka, następnie podejść na wzgórze Biedacz i przez Las Makowski wejść na Łysą Górę. Z Łysej Góry pozostaje już tylko zejść do przysiółku Góry Drugie i tam oddać psa właścicielowi. Myślę, że jest to najrozsądniejsze wyjście z tej sytuacji.
Z Bikowej Góry do Głojsc schodzimy drogą krzyżową. Zejście jest strome a droga na tyle szeroka, że rosnące po jej obu stronach drzewa i krzewy nie przesłaniają widoku na południowy wschód gdzie górują Cergowa i Chyrowa.

Głojsce.
Nazwa wsi najprawdopodobnie pochodzi od słowa „gwozd”, co znaczyło las, na którego skraju została założona wieś. Przez wieki nazwa ta podlegała stopniowemu przekształcaniu począwszy od Gwojce poprzez Gwojsce do obecnego Głojsce. Z kronik Jana Długosza wiemy, że w XV wieku nazwa brzmiała Głojsze.
Pierwszy raz wieś wymieniana jest w dokumencie wydanym w dniu 17 sierpnia 1366 roku przez Kazimierza Wielkiego zatwierdzającym podział majątku kanclerza Janusza Suchywilka.
Od 1496 roku Głojsce należały do Hieronima Kobyleńskiego, później, w 1581 roku właścicielem był Stanisław Bolikowski od, którego dzierżawili wieś Jan Kobyleński herbu Grzymała a następnie Jakub Warszycki. W 1776 Głojsce należały do Czartoryskich, później do Stadnickich by w XIX wieku przejść w posiadanie Męcińskich, która to rodzina była właścicielami wsi Głojsce do II wojny światowej.

Okres międzywojenny w Głojscach to ciężkie czasy dla mieszkańców Głojsc. Ich głównym zajęciem była uprawa roli a, że gleby tu wyjątkowo ubogie więc utrzymanie się z rolnictwa było naprawdę trudne. W roku 1936 we wsi zbudowano szkołę, która istniała do 1989 roku (w jej miejscu stoi dziś Dom Ludowy). W 1937 r. mieszkańcy Głojsc brali udział w strajku chłopskim i uczestniczyli w manifestacjach w Dukli.

Operacja preszowsko-dukielska w okolicach Głojsc.
Podczas II wojny światowej we wrześniu i październiku 1944 roku w okolicy miały miejsce zaciekłe walki o Przełęcz Dukielską. Starły się tu 38 Armia Wojsk Radzieckich, w skład której wchodził I Korpus Czechosłowacki i wojska III Rzeszy pod dow. gen. Gottharda Heinrici, wspartymi 1 Armią Węgierską. Była to jedna z najkrwawszych górskich bitew stoczonych na terenie Polski. Szacuje się, że Sowieci stracili od 100 do 125 tys. żołnierzy (zabitych, rannych i zaginionych), a liczba Czechów i Słowaków wyniosła ok. 6 tysięcy. Niemców i Węgrów poległo około 70 tysięcy.
W samych Głojscach i sąsiedniej Iwli, w drugim i trzecim tygodniu września 1944 roku toczyły się pancerne boje o odcinek drogi Dukla – Nowy Żmigród. Najcięższe walki rozgrywały się między 12 a 14 września. Równocześnie trwały zacięte walki o bardzo ważny i strategiczny punkt – wzgórze Franków (534 m n.p.m.). Jego posiadanie pozwalało kontrolować to, co działo się u jego podnóża i ostrzeliwać pole walki. W wyniku toczących się tu walk Głojsce zostały doszczętnie zniszczone co dla mieszkańców oznaczało głód, wygnanie, straty najbliższych i w końcu śmierć.
Operacja preszowsko-dukielska to bardzo obszerny i skomplikowany temat, na którego rozwijanie nie ma tu miejsca. Zainteresowanych walkami w okolicach Głojsc odsyłam na stronę miejscowości Głojsce, gdzie szczegółowo wszystko jest opisane.
Przez wieś wzdłuż potoku Łaziska i do Draganowej.

Po wejściu do wsi skręcamy w pierwszą, wąską drogę w lewo po to aby nie iść do centrum wsi. Na pewno jest większe prawdopodobieństwo, że nie spotkamy tu samochodów, wszak idzie z nami pies, który z ruchem samochodowym prawdopodobnie nie jest obeznany. Obok w dolinie płynie potok Łaziska. Po jego prawej stronie biegnie droga łącząca drogę karpacką przez Głojsce, Draganową i Sulistrową z Kobylanami.
Jest tu spokojnie, nie spotykamy nikogo i mijamy kilka starych domów, które w tej części wsi się jeszcze zachowały. Powoli znikają one już z krajobrazów wsi więc warto je fotografować bo za kilka lat już ich nie będzie.

Przy końcu wsi mijamy ładnie położoną nad potokiem przydrożną, zabytkową kapliczkę.


Niedaleko stąd do mostku, za którym wiejska droga łączy się z drogą główną. Tu dopiero przekonujemy się naocznie, że „nasz” pies rzeczywiście samochodowym ruchem obeznany nie jest. Biega chaotycznie a kierowcy musza zwalniać klnąc pewno pod nosem, że pies idzie bez smyczy. Niestety, nie ma innej drogi i ten około 2 kilometrowy odcinek do najbliższej bocznej drogi musimy jakoś pokonać.

Wkrótce dochodzimy do mostu na Iwielce, schodzimy do rzeki aby pies napił się wody i trochę ochłonął. Samochodów nie jeździ dzisiaj za wiele i to jest dobra wiadomość. Za mostem, po prawej stronie drogi, na stokach wzgórza opadającego od Helenówki od 1936 roku zaczęła wydobycie kopalnia ropy naftowej. W sumie pracowało tu 7 szybów naftowych a wiercenia sięgały do głębokości 1500 m. Działała ona jeszcze kilkanaście lat po II wojnie światowej. Zamknięto ją w 1958 roku. Dzisiaj po szybach nie ma już śladów.

Draganowa.
To niewielka wieś o bogatej historii i ciekawych ludziach z nią związanych. Nazwa wsi wywodzi się od imienia Drogan (Drogomir, Drogosław). Pierwszy raz w dokumentach pisanych pojawia się w 1366 roku pod nazwą Draganowo. O bogatej i ciekawej historii wsi można dowiedzieć się tutaj .

Draganowa położona jest w wąskiej dolinie Iwielki wciśniętej między strome stoki wzgórz przez co zabudowa wsi ciągnie się łańcuchowo z południa na północ przez prawie 2 kilometry. We wsi znajdują się 4 mosty. Trzy z nich na głównej drodze prowadzącej przez wieś niedawno zbudowano od nowa. Gdy w 2016 roku przejeżdżałem rowerem przez Draganową w centrum wsi budowano wtedy nowy most i droga była nieprzejezdna. Musiałem szukać alternatywnego przejazdu przez wieś nadkładając drogi.
W odległości ok. 450 metrów od pierwszego mostu znajduje się przystanek PKS i tu obok od niego opuszczamy drogę główną skręcając w lewo. Odtąd naszemu towarzyszowi nie będzie już nic zagrażało. Mijamy mostek na Iwielce idąc dalej przez zachodnią część wsi. Wiejska droga wznosi się przechodząc później w ścieżkę prowadzącą skrajem wysokiej skarpy nad Iwielką. Dochodzimy tak do drogi, w którą skręcamy i kierujemy się na południowy zachód.

Wzgórze Biedacz i Las Makowski.
Droga kluczy pośród zabudowań po czym zaczyna się wznosić wyżej. Za ostatnimi zabudowaniami zmienia się w wąską drogę gruntową biegnącą w górę potoku Omywaczka. Obydwie strony drogi porastają przeróżne krzewy i drzewa więc widoków brak.

Przechodzimy na drugą stronę potoku gdzie nasza droga nabiera wysokości. Poniżej skarpy widać rozlewisko – to zbiornik, który utworzyły tu bobry. W miejscu gdzie do Omywaczki uchodzi znaczniejszy potok zaczyna się las. Tu też zaczynają się głębokie jary wyżłobione przez wody potoków.



Przechodzimy na drugą stronę Omywaczki po czym wspinamy się stromym brzegiem brnąc w gęsty las bo drogi nie ma tu żadnej. Chcemy wydostać się w ten sposób na otwarty teren aby tam wypatrzyć polną drogę z Makowisk na wierzchołek wzgórza Biedacz (444 m n.p.m.). Na niektórych mapach to wzgórze nazywane jest Bidacz.


Po wyjściu z lasu przechodzimy przez zarastającą łąkę docierając w końcu do polnej drogi. Stąd mamy już ładne widoki na okolicę – głównie na Pogórze Jasielskie i Góry Iwelskie oraz Cergową.

Liście na drzewach zaczynają się już wybarwiać a słońce wszystko ładnie oświetla podkreślając kontrastami kolory jesieni. Trzeba przyznać, że jest tu bardzo pięknie i spokojnie więc naprawdę można się zrelaksować. Droga grzbietem Biedacza wprowadza nas do lasu zwanego Lasem Makowskim. Zajmuje on obszar na północnych stokach Łysej Góry (526 m n.p.m.) i Łosikowej Góry (504 m n.p.m.).

Tutaj też mają źródła potoki zasilające Iwielkę czyli Omywaczka płynąca do Draganowej i potok Taczek, który w Makowiskach wpada do Iwielki. Bardzo przyjemnie idzie się tym odcinkiem leśnej drogi w kierunku Łysej Góry.




Rozstanie z przygodnym towarzyszem wędrówki.
Pod szczytem osiągamy szeroką polną drogę, wchodzimy w nią zostawiając szczyt Łysej Góry z lewej strony, po czym osiągamy północnozachodni grzbiet obniżający się w stronę Siedlisk Żmigrodzkich. Grzbietem tym wychodzimy na skraj lasu docierając do miejsca, w którym już byliśmy przed południem.

Stąd pozostaje nam już przejście kilkuset metrów do przysiółka Góry Drugie czyli do miejsca, gdzie przyłączył się do nas piesek.
A pies oczywiście poznał już swoje okolice na co wskazuje jego zachowanie. Biega do przodu po czym wraca merdając ogonem, powtarza to kilka razy i widać radość w jego zachowaniu. W końcu zostawia nas biegnąc do swojego domu. My również się cieszymy mając nadzieję, że właściciel psa będzie w domu.

Zbliżając się do domu widzimy szczęśliwego pieska leżącego na progu otwartych drzwi. Znaczy to, że właściciel musi być w domu.
Podchodzę, pukam głośno do drzwi po czym pojawia się pan gospodarz. Witamy się i zaczynamy rozmowę informując go, że jego pies przyłączył się do nas, nie chciał wracać i w konsekwencji poszedł z nami na wędrówkę. Musieliśmy przez to tak zmienić plany, żeby odprowadzić go do domu. Przeszedł z nami około 15 kilometrów. Ów pan powiedział, że już zaczynał się zamartwiać co z psem się stało i bardzo nam dziękował, że przyprowadziliśmy mu psa do domu. Na koniec zaproponowałem, żeby zamknął go w domu bo obawiamy się żeby znów za nami nie poszedł. Pies nie chciał wejść sam do domu więc to my musieliśmy wejść i dopiero wtedy on wszedł za nami. Pan gospodarz zamknął go w pokoju dla pewności żeby dalej za nami nie pobiegł. Na koniec pożegnaliśmy się i poszliśmy w swoją stronę zapominając zapytać się jak piesek się wabił.
Zejście do Starego Żmigrodu.
Taka to przygoda przytrafiła się nam dzisiaj. Nie pierwszy to raz, gdy podczas wędrówki przyłączył się do nas przygodny pies. Kilka lat temu gdy byliśmy w Beskidzie Niskim i szliśmy ze Skalnika przez Skałę i Walik na Bucznik mieliśmy podobną przygodę z psem. Spotkaliśmy go gdzieś w okolicach Walika i poszedł z nami przez Bucznik aż do Skalnika. Ten jednak był dużo starszy i mądrzejszy a wędrówka z nim była przyjemna bo nie sprawiał żadnych problemów. Sam też potem zostawił nas w Skalniku i gdzieś sobie poszedł.

Wracając do Starego Żmigrodu znów zatrzymaliśmy się przy muflonach. Potem próbowaliśmy znaleźć jakąś inną drogę na skróty ale w końcu zrezygnowaliśmy z tego. Często zdarza się, że skróty okazują się iluzoryczne i w efekcie traci się na nie zbyt wiele czasu. Tak byłoby i teraz bo musielibyśmy zejść stromo przez chaszcze i Żmigrodzki Las do jaru potoku Niegłoszcz.

Potem znów trzeba by się wspinać pod górę przez porośnięte tarniną i innymi krzakami tereny. Lepiej więc, wygodniej i szybciej zejść zwykłą drogą. Tak też zrobiliśmy i do Starego Żmigrodu spokojniej i szybciej doszliśmy.


Na koniec przedstawiam zapis śladu wędrówki:

Tekst, zdjęcia i opracowanie – Antoni Noga.
Szanowny P. Antoni. Dopiero dzisiaj (16.04.2024) szukając informacji do opracowania „książki” o mojej rodzinie (o wiosce) natrafiłem na ten Pański materiał z wycieczki. Pochodzę ze Starego Żmigrodu. Mój dom rodzinny (stary) jest bardzo blisko (ok. 100 m) od kapliczki z 1961 r., tej ze schodami z barierką. Kapliczkę wybudowała śp. Magdalena Rospond (zm. w 1980 r.), siostra mojego dziadka Jana. Mieszkała w drewnianym domu, naprzeciw kapliczki, po drugiej stronie drogi. Dom ten nie istnieje – spłoną chyba w 1981 r. Na tym miejscu teraz jest nowy dom, Państwa, którzy pochodzą z Puław (woj. lubelskie). Znam też historię drewnianej kapliczki na… Czytaj więcej »
Równie szanowny Panie Henryku, sprawił mi Pan ogromną przyjemność swoim komentarzem. Zdarza mi się podczas swoich wędrówek spotykać różnych ludzi, z którymi lubie czasem zamienić kilka słów a nawet spytać o jakiś mijany obiekt (często są to właśnie przydrożne krzyże czy też kapliczki). Tutaj sam Pan do mnie pisze opowiadając ciekawe historie z nimi związane. Takie informacje wzbogacają pisane przeze mnie blogowe arytkuły, do których przykładam się bardzo tak, aby informacje w nich zawarte były jak najbardziej prawdziwe – Dziękuję bardzo. Okolice Starego Żmigrodu i sama wioska to miejsca bardzo pięknie położone i o bogatej, ciekawej historii – bardzo lubię… Czytaj więcej »
Zastanawiające jest to jak jednodniowy wypad potrafi czasem człowieka odprężyć.
Ciekaw jestem jak długo starczy Ci jeszcze nowych nieopisanych przez Ciebie miejsc do zaprezentowania stosując jako bazę wypadowa Twoje Jasło.
Ładne krajobrazowe zdjęcia i wczesnojesienna aura.
@ Paweł – Oj potrafi, potrafi. Właśnie wróciłem z jednodniowej przechadzki – ok 15 km. Wróciłem zrelaksowany niesamowicie mimo że trochę zmarzłem. Dobre towarzystwo, ponadto ZNÓW przyłączył się do nas młody pies, który przebył z nami caluteńką drogę i, którego znów odprowadziliśmy do domu. Spokój, piękna, słoneczna pogoda, lekki mróz, świeże powietrze i piękne okoliczności przyrody – czego więcej trzeba. Ty też do Beskidu Małego i Żywieckiego masz przysłowiowy rzut beretem więc ubierz dobre buty wrzuć do plecaczka niezbędne rzeczy i wybierz się na przechadzkę a przekonasz się, że się zrelaksujesz. Ciekawych miejsc do opisywania w okolicach Jasła jest mnóstwo… Czytaj więcej »
Znam te tereny, bardzo dużo zieleni, otoczone lasami przepływa rzeka Iwełka do której wpadają potoki górskie a do jednego z nich wpada pięć strumyków to jest w Draganowej.
@ Stanisław – Okolice Draganowej, Głojsc, Makowisk czy Starego Żmigrodu są przepiękne, z dala od uczęszczanych szlaków. Można tu znaleźć spokój, zrelaksować się i przyjemnie spędzić czas. Na blogu wiele podobnych miejsc przedstawiam i zachęcam do ich odwiedzania. Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ciepło.