
Południowe wybrzeże Kullaberg.
Gdy kiedyś będziecie w północno-zachodniej części Skanii, zwykle patrząc w stronę morza będziecie widzieć wcinający się w nie półwysep Kullen. Jego zakończeniem jest wąski, ostry, skalisty klin z mocno poszarpanym klifowym wybrzeżem zwący się Kullaberg. Półwysep ten oddziela od siebie wody Kattegattu. Na południowym-zachodzie wejście do cieśniny Öresund odgradza od zatoki Skälderviken na północy. Nadmorskie klify są szczególnie wysokie, często do ponad 60 metrów. Gnejsowe skały są poprzecinane poprzecznymi pęknięciami, a przez erozję morza w wielu miejscach powstały liczne jaskinie, zatoczki, dolinki i ostańce skalne. Najwyżej położonym miejscem tego cypla jest wzniesienie Håkull o wysokości bezwzględnej 187,5 m. Bogata szata roślinna, zamieszkujące tu zwierzęta, owady, tereny lęgowe ptaków oraz formy skalne i torfowiska stały się powodem do utworzenia tu 2 rezerwatów. Pierwszy z nich Östra Kullaberg (Kullabygden) założono w 1965 roku a drugi Västra Kullaberg (Kullaberg) powstał w 1971 roku. Na zachodnim krańcu cyplu w połowie XVI wieku (1561 r.) powstała pierwsza latarnia morska. Obecny, szósty już budynek latarni Kullens fyr, zaprojektował Magnus Dahlander. Powstał w latach 1898-1900 i jest największą i najwyżej położoną latarnią morską w Szwecji. Kullaberg to jedna z największych atrakcji turystycznych w tej części Szwecji.

Mölle – przystań jachtowa.

Pusty parking w Mölle nieopodal portu.

Mölle – widok na nadmorski kurort z Grand Hotelem Dahlberg.
Wiele razy już byłem w Skanii i wiele razy widziałem ten półwysep, który bardzo przyciągał moją uwagę. Wiele też dobrego słyszałem o Kullaberg i, że jest to bardzo urokliwe miejsce. W końcu pewnego czerwcowego, pięknego, słonecznego dnia wybrałem się na wędrówkę po tym bardzo ciekawym, skalistym półwyspie. Przyjechałem tu z samego rana samochodem od strony miasta Ängelholm. Moja droga do tego miejsca wiodła przez Jonstorp a wracałem później przez Höganäs. Samochód zostawiłem na pustym jeszcze o tej porze dnia parkingu, przy przystani jachtowej w kurorcie Mölle.
Mölle.
Mölle (duńskie Myllæ – bo tereny te do początku XVIII wieku należały do Danii) istniało od 1491 roku jako wioska rybacka. Na przełomie XVIII i XIX wieku charakter wioski zaczął się zmieniać na letniskowy. Z racji pięknego położenia zaczęli tu przyjeżdżać znani ludzie. Jednym z pierwszych był przyrodnik Carl von Linné (znany jako Linneusz). W latach 1886–Zbudowano tzw. „Włoską drogę” (Italienska vägen) z Mölle do latarni morskiej Kullen fyr, co przyczyniło się do szerokiego dostępu do najciekawszych rejonów półwyspu. Zaczęto też budować murowane wille dla gości a po wielkim pożarze w 1890 roku zaczęła się budowa letniska na większą skalę. Ogromne znaczenie dla popularyzacji powstającego tu kurortu miał znany, szwedzki fotograf Peter P Lundh. Jego zdjęcia zachęciły do przyjazdu tutaj w 1907 roku niemieckiego cesarza Wilhelma II. Po jego wizycie rozpoczął się jeszcze szybszy rozwój turystyczny miasteczka. Budowano coraz więcej luksusowych hoteli i pensjonatów. Uruchomiono regularne połączenie autobusowe z Höganäs i doprowadzono tu z Helsingborga linię kolejową Möllebanan, którą otwarto w 1910 roku. W latach 1887 – 81 powstał też duży port jachtowy, do którego przypływało dużo kuracjuszy i turystów, głównie z Niemiec i Danii. Powstały trzy kąpieliska przy naturalnych plażach: Solviken, Ransvik i Fågelviken. W początkach 1990 roku odkryto, że fale w okolicach portowego falochronu doskonale nadają się do surfowania i od tego momentu Mölle stało się ulubionym miejscem skandynawskich surferów. Mölle swoim urokliwym położeniem i atmosferą przyciąga licznych, znanych w świecie artystów.

Mölle – Przystań jachtowa i falochron.

Jedna z fortyfikacji linii Per Albin zbudowana w latach 40-tych XX wieku.
Port i przystań jachtowa w Mölle – to miejsce z którego wyruszam na moją wędrówkę na Kullaberg. W sobotni ranek jest tu cichutko i spokojnie więc bardzo przyjemnie mi się idzie wzdłuż wybrzeża. Zdecydowałem się pójść głównym, znakowanym na czerwono, szlakiem południowym by dojść nim do latarni morskiej i zachodniego krańca półwyspu. Do Mölle wracałem inną trasą, w przeważającej części znakowanym na niebiesko odcinkiem szlaku północnego oraz odcinkami szlaków łącznikowych oznaczonych na żółto. Wiadomo, że to tereny rezerwatu więc należy poruszać się po przygotowanych do tego celu szlakach! Początkowo trasa prowadzi drogą asfaltową wzdłuż wybrzeża. Po prawej stronie drogi mijam zabudowania kurortu. Nieco dalej przy brzegu morskim wyłania się betonowy fort, zachowany z fortyfikacji zbudowanych w latach 40-tych XX wieku – tzw. Linia Per Albin. Przechodzę obok kąpieliska Solviken i mijam się ze spacerującymi ludźmi i z kilku biegaczami. Z miejsca tego rozciąga się ładny widok na Mölle. Po chwili docieram do granicy rezerwatu przyrody Kullaberg gdzie kończy się asfaltowa droga.

Kąpielisko Solvik – puste o poranku.
Zaczyna się tu już przyjemny odcinek szlaku. Mijam kolejną plażę z kąpieliskiem Ransvik po czym zaczyna się to co bardzo lubię – czyli kręte podejście. Niewielkie, bo i teren niewysoki – ale jednak. Zaczynają się pojawiać coraz piękniejsze i rozleglejsze widoki na otoczenie Mölle i oblewające je wody cieśniny Öresund. Docieram do wypłaszczonej wierzchowiny, którą zajmowały kiedyś pola uprawne Kullagården. W latach 50-tych XX wieku powstały tu pola golfowe Mölle Golfklubb. Golf w Szwecji jest bardzo popularny i wiele ludzi go uprawia. Pola golfowe, których w Szwecji nie brakuje są świetnie utrzymane i bardzo ładnie się prezentują. Sam nigdy w golfa nie grałem i nawet nie próbowałem grać – w końcu nie można wszystkim się zajmować. Niemniej jednak przyjemnie patrzeć jak jakiś tatuś uczy tu właśnie swoje pociechy grać w tę przyjemną grę.
Krótkim odcinkiem szlak przebiega obok pola golfowego i wyprowadza na otwarty, urozmaicony teren z pojedynczymi, okazałymi sosnami, brzozami i krzewami jałowców. Trawa tutaj jest zżółknięta i bardzo sucha co mocno kontrastuje z soczystą zielenią zadbanych i podlewanych traw pola golfowego.

Pola golfowe Mölle Golfklubb utworzone w latach 50-tych XX w. na terenie pól uprawnych Kullagården.
Susza tego, rozpoczynającego się lata w Skandynawii, okaże się kilka tygodni później, bardzo dotkliwą. W górach Szwecji w lipcu tego (2018) roku wybuchną groźne pożary lasów, do pomocy w gaszeniu których przyjadą strażacy z innych krajów – także z Polski (piszę ten post w rok później!). W 2018 roku w Szwecji spaliło się 25 tys. ha lasów! Niestety – ocieplający się klimat daje się coraz bardziej we znaki. I będzie się dawał jeszcze bardziej …
Idę dalej przez otwarty, urozmaicony teren skąd rozpościerają się piękne widoki.
Zagłębiam się w zadrzewiony rejon, w którym spostrzegam ule pasieki Kullenbi. Następnie przechodzę przez teren wypasowy, na którym pasą się owce gospodarstwa hodowlanego Kullalamm.
Na szczycie kolejnego wzgórza znajduje stacja radarowa, która powstała tu w latach 50-tych XX wieku. Pierwszym radarem był radar o symbolu PS-14, obecnie jest tu jeden z najnowszych PS-640. Ma on zasięg 40 km i jego misją jest nadzorowanie i kontrola ruchu statków.
Kullaberg.

Nadmorska stacja radarowa typu PS-640 na Kullaberg.

Pasieka Kullabi.

Tereny wypasowe gospodarstwa Kullalamm.
Szlak w dalszym ciągu prowadzi otwartym grzbietem. Widać z niego już latarnię morską i gnejsowe, szaro-czerwone skały klifowego wybrzeża Kullaberg. Po lewej stronie wyłania się kopulasta, czerwona gnejsowa skała, zwana Åkersberger, przypominająca swym kształtem kapelusz Napoleona.

Kapelusz Napoleona i ścianka wspinaczkowa z czerwonego gnejsu.
Wyraźnie widać ścianę skalną a na niej sylwetki wspinających się ludzi. Podchodzę bliżej, gdzie u podnóża owej ściany leżą plecaki i sprzęt wspinaczkowy. Jest też kilku wspinaczy i wspinaczek, którzy przygotowują się do wyjścia w ścianę. Kullaberg ma około 800 tras wspinaczkowych umiejscowionych na 20 klifach. Twarde skały z szarego i czerwonawego gnejsu z pęknięciami tworzą różne formacje, które przyciągają miłośników wspinaczki. Klify południowego wybrzeża są mocniejsze i bardziej nasłonecznione, podczas gdy klify północnego wybrzeża są wyższe i oferują dłuższą wspinaczkę.
Wzdłuż wybrzeża Kullaberg trwająca od tysiącleci erozja utworzyła piękne i niesamowite formacje skalne. Wyobraźnia podpowiada różne skojarzenia co do kształtów i nazw nadawanych takim tworom przyrody.
Można tu znaleźć skalne bramy, iglice, piramidy, tunele, skalne groty a nawet jaskinie. Naliczono tu 24 jaskinie o minimalnej głębokości 3 m. Najsłynniejsze i najbardziej odwiedzane to:
- Lahibiagrottan (Jaskinia Lahibi)
- Silvergrottan (Srebrna Jaskinia)
- Visitgrottan (Jaskinia Odwiedzin)
- Grottor i Josefinelust (Jaskinie w Josefinelust – jest ich tu 5)
- Jungfrukamrarna (Dziewicze Komory)
- Valdermarsgrottan (Jaskinia Valdemara)
Najpiękniejsze formy skalne znajdują się w północno-wschodniej części Kullaberg, w okolicach Djupadal. Tam też znajdują się tereny lęgowe ptaków objęte rezerwatem ścisłym i zakazem wstępu w terminie od 1 marca do 15 lipca! Mają tu swe gniazda m.in sokoły wędrowne a także inne ptaki drapieżne. Gniazduje tu też wiele ptaków śpiewających jak i morskich. Wokół wybrzeża Kullaberg w 1986 roku powstał również rezerwat obejmujący pas morski o szerokości ok. 300 m, w którym chroni się faunę i florę morskiego dna.
Oddalam się z terenów przeznaczonych dla wspinaczy i znajduję sobie dobre miejsce na krótki odpoczynek.
Jest to też dobre miejsce widokowe, robię więc dużo zdjęć. Następnie kieruję się w stronę dobrze widocznej stąd latarni morskiej. Po drodze dochodzę do miejsca, z którego udaję się bardzo stromym zejściem ubezpieczonym liną do jaskini Lahibia.

Lahibiagrottan.
Nie jest to duża jaskinia. Odkryto w niej ślady bytowania człowieka z czasów epoki kamienia. Od jaskini wracam na szlak i idę już do latarni Kullens fyr. Tu pojawia się coraz więcej ludzi. Kilkaset metrów od latarni znajduje się duży parking. Przyjeżdża tu w sezonie mnóstwo turystów. Na szczęście olbrzymia ich większość przebywa w okolicach latarni, restauracji i w nieodległych skałach, najczęściej się tam opalając. Będąc tu warto zajrzeć do środka Naturum Kullaberg i obejrzeć wyeksponowane materiały oraz akwarium. Można też zapoznać się z ciekawymi informacjami o historii rejonu i o rezerwacie.

Latarnia morska Kullen fyr i budynek Naturum.
Kullens fyr (Latarnia morska).
Obecna latarnia morska powstała w samym końcu XIX wieku. Zaprojektował ją w 1898 roku architekt Magnus Dahlander a w 1900 została uruchomiona. Zbudowano ją z gnejsów Kullaberg wydobywanych w Ablahamn i Ransvik.

Kullens fyren. Latarnia morska (Lighthouse).

Papegojfyren – replika pierwszej latarni morskiej z 1561 r.

Wejście (wyjście) z jaskini Silvergrottan.
Pierwsza latarnia powstała tu w 1561 roku i była to tzw. latarnia „papuzia”. Polegało to na tym, że na drewnianej konstrukcji umieszczony był żelazny kosz z drewnem opałowym, który zapalano. Dwa lata później zbudowano ceglaną wieżę, źródłem światła był już węgiel kamienny. W początkowym okresie działalności najsłynniejszym latarnikiem był słynny duński astronom Tycho Brahe, który po konflikcie z królem od 1577 do 1597 znalazł tutaj swoje miejsce. w 1586 zbudowano trzecią latarnię. Kolejna latarnie po zburzeniu starej powstała w 1749. W następnej, z 1843 roku zastosowano lampy olejowe i obrotowe, mosiężne lustra. 14 lat później lustra posrebrzono a w 1882 zastosowano lampy naftowe. Do obecnej latarni doprowadzono linię energetyczną w 1937 roku i od tego czasu oświetlana jest energią elektryczną. Obecnie do oświetlenia stosowane są diody LED-owe. W 2017 r. rozpoczął się remont latarni, który ma potrwać do sierpnia 2018. Latarnia ta położoną jest na wysokości 87,5 m n.p.m. i jest najwyżej położoną latarnią morską w Szwecji. Z kolei jej wysokość wynosi 15 m. Na południe od latarni, na dużym placu znajduje się replika pierwszej „papuziej” latarni. Od strony północnej natomiast, w budynku o nazwie „Naturum Kullaberg” mieści się centrum informacji turystycznej i wystawa „Brama do Kullaberg” ukazujące najciekawsze miejsca do odwiedzenia i zobaczenia na terenie półwyspu i rezerwatu Kullaberg. Jest tu też ogromne akwarium, które zwykle oblegają dzieci. Można też w znajdującej się tu restauracji kupić coś do zjedzenia i do picia.

Parishamn – wybrzeże dla miłośników nurkowania.
Jak z wielu punktów widokowych tak i stąd rozciągają się rozległe widoki. Lepiej jednak poszukać sobie spokojnego, pozbawionego tłumów miejsca by się nimi napawać w spokoju. Od tego miejsca udaje się do kolejnej jaskini, która znajduje się pod wzgórzem, na którym zbudowano latarnię. Jest to jaskinia nazywana Srebrną (Silvergrottan). W XVI wieku z polecenia króla duńskiego Fryderyka II szukano tutaj srebra. Próby te zakończyły się niepowodzeniem, znaleziono jedynie muskowit, przypominający wyglądem srebro – nazwa jaskini zachowała się jednak do dzisiaj. Jaskinia ta nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest wąska i długa na ok. 15 m. Dużo ciekawsze jest wybrzeże i gnejsowe skały wygładzone przez fale morskie. Chwilę czasu spędzam na skalistym wybrzeżu. Jest tu cypelek o nazwie Smygen i jest to najdalej na zachód wysunięty lądowy punkt Skanii. Trochę bardziej na północ znajduje się najlepsze miejsce do nurkowania zwane Parishamn. Jeszcze dalej, idąc w kierunku wschodnim znajduje się stromy stok zwany Palnatokes skränt. Związana jest z nim legenda o wodzu Fionii – Palantoke. Chwalił się on, że jest lepszym narciarzem od króla Haralda Bluetootha (Haralda Sinozębego) czym króla zdenerwował. Aby to sprawdzić, król rozkazał mu zjechać z najbardziej stromego i skalistego stoku. Palantoke dokonał tego i skacząc na nartach z urwiska i lądując bezpiecznie na lodzie.

Widok na zatokę Skalderviken. Z lewej zaczyna się stromy stok Palnatoke.

Widok na zatokę Skalderviken.
Z wybrzeża wracam podchodząc stromo pod latarnię i kieruję się za znakami niebieskiego szlaku w stronę lasu. Leśną ścieżką, równoległą do asfaltowej drogi wypełnionej mnóstwem ludzi idących w stronę parkingu, idę spokojnie mijając nielicznych wędrowców. Docieram do skrzyżowania ścieżek. Można stąd dojść stromym zejściem w dół do kolejnej jaskini Visitgrottan.

Wybrzeże w pobliżu jaskini Visitgrottan.
Kilkaset metrów dalej kolejne rozgałęzienie ścieżek. Tu zejść można do Ablahamn – to kolejne miejsce dla miłośników nurkowania. Nie schodzę tam i idę dalej przez piękny mieszany las od czasu do czasu mijając się z innymi wędrowcami. W końcu dochodzę do widokowego miejsca nad Josefinelust. Wzięło ono swoją nazwę od królowej Józefiny, żony Oskara I, która przebywała tutaj w sierpniu 1865 roku i była tym miejscem zachwycona.

Josefinelust.
Na terenie Josefinelust znajduje się 5 jaskiń, z których największa jest najczęściej odwiedzaną. Znajduje się tu też najgłębsza z jaskiń półwyspu Kullen – ma ona ok. 50 m głębokości i nazywa bywa dziurą Trolla (Trollhole). Jest tu też przyjemne kąpielisko i są doskonałe warunki dla amatorów nurkowania. Kolejne jaskinie i piękne formy skalne znajdują się w okolicach Djupadal (o czym już wspominałem wcześniej) oddalonym od Josefinelust o niecały kilometr. Ja jednak tam nie idę, gdyż w czasie okresu lęgowego ptaków są to tereny zamknięte dla turystów. Pójdę jednak do innego miejsca zwanego Kullamannens grav (grobem Kullemanena).

Kullamannes grav. (Miejsce spoczynku Kullemannena).
Jest to skała w formie piramidy, pod którą, wg legendy pochowany jest Kullemannen. Żył on w średniowieczu w czasach króla Valdemara Sejra. Był on rycerzem o imieniu Thord Knutsson Bonde, później miał zostać wróżbitą i astrologiem. Przepowiedział królowi, że rządy jego trzech synów w trudnych czasach wojen, bezprawia i niedostatku. Tak też się stało. Na koniec był strażnikiem żeglugi przez cieśninę Öresund.

Widok z Barakullen na Mölle, przystań i tereny Möllehässle Naturreservat.

Hotel Elfverson.
Od grobu Kullemanena idę jeszcze do polany Barakullen i schodzę do odcinka drogi „Włoskiej Drogi” (Italienska Vägen) i nią dochodzę do miasteczka Mölle.
Tu spacerkiem ładnymi uliczkami docieram do portu. Mam jeszcze trochę czasu więc przejdę się jeszcze do kolejnego rezerwatu przyrody.

Mölle

Widok na kurort Mölle z terenu rezerwatu przyrody Möllehässle naturreservat.

Möllehässle naturreservat.
Möllehässle Naturreservat.
Jest to rezerwat znajdujący się na południe od Mölle i rozciąga się do granic miejscowości Lerhamn. Nazywa się on Möllehässle Naturreservat i powstał w 1956 roku aby chronić łąki plażowe i starodawne pastwiska, na których przez wieki wypasane było bydło. Dziś aby zachować tradycyjny charakter tych pastwisk hoduje się tu i wypasa szkockie bawoły.

Chronione pastwiska w rezerwacie użytkowane także współcześnie aby zachować ich przedwiekowy charakter.

Highland cattle – bawoły szkockie.
Można się na nie napatrzeć do woli, są wyjątkowo spokojne i niegroźne. Prócz łąk i pastwisk znajdują się tu kamienno – krzaczaste tereny będące doskonałym środowiskiem dla gniazdowania różnych gatunków ptaków. Wśród roślinności łąkowych można spotkać storczyki: klucze św. Piotra, podkolan biały i kukułka plamista. Chroni się tu też zagrożony gatunek żaby – żabę dzwonową (Bombina bombina). Żaby te żyły tu wcześniej ale po zaniku 5 zbiorników wodnych wyginęły. Zbiorniki te odtworzono i w 1982 r. wprowadzono żaby dzwonowe z Danii. Dziś mają tu doskonałe warunki do życia i można wsłuchiwać się w je głosy przypominające dźwięk dzwonów. Żyją tu też jeże, węże i jaszczurki. Rezerwat zajmuje powierzchnię 73 ha.

Mölle.

Mölle – przystań.
Wzdłuż wschodniej granicy rezerwatu poprowadzono szlak rowerowy, do budowy którego wykorzystano nasyp zlikwidowanej w latach 60-tych XX wieku linii kolejowej Helsingborg – Mölle. Po zwiedzeniu rezerwatu wracam wzdłuż wybrzeża do portu, gdzie kończę swoją wędrówkę.

Kullaberg – Trasa wędrówki.
Tekst, opracowanie i zdjęcia – Antoni Noga.
Myślałam że w tym post o Szwecji uciekniesz od tematyki cmentarnej ale nie.Widać siedzi ona w Tobie. Opisem o minucie ciszy nad grobem Brigit rozwaliłeś mnie.Popłynąłeś widać! Regionalne owoce i jadło jak zawsze rajcuje.Skania ma wiele smaków. Wspomnę swoje.Kiełbaska falukorv, pyttipanna czy opiekany na ogniu deserek skånsk spettekaka. Korv stroganoff czy absolut vidka szczególnie ta farmerska. Pozdrowić wypada kilku okolicznych farmerów. Dzięki ich piknikom zrozumiałam tubylców. Fajnie że wspomniałeś ten region.
Widać siedzi … cóż na to poradzę? Co do smaków – też uważam, że będąc gdziekolwiek w świecie, czy to tym dalekim, czy bliższym zawsze warto poznawać jego lokalne smaki i smaczki. To esencja podróży – jak mówią moje dzieci. Dziękuje za zainteresowanie tematami, o których tutaj piszę i za komentarz. Pozdrawiam serdecznie.
Mój komentarz dotyczył Torekov. Omyłkowo znalazł się tutaj. To tytułem wyjaśnienia 😆
Domyśliłem się 😉
Mniam. Moje smaki zapamiętane dodam.
Torekov – porcja wyśmienitych, poleconych mi lodów z lodziarni na nabrzeżu.
Båstad – wiosenny rabarbar i wspomniana pyttipanna.
Vaxtorp – niezapomniana smorgastarta u Ingrid.
Ängelholm – köttbullar + borówki w formie konfitur. Nie jakieś a’la ikea.
Smaczki – palce lizać! Zapomniałeś dodać smaki pizzy i kebabów u m. in. Kurda (zapomniałem już jak ma na imię) w Våxtrop. Można te smaki też podciągnąć pod lokalne bo praktycznie w każdej szwedzkiej miejscowości są dostępne i cenowo przystępne.
@Paweł dobrze napisane „a’la”. Duża grupa naszych rodaków szwedzkie jedzenie kojarzy że szwedzkim stołem i klopsikami z IKEA. Podciągają też pod to konserwę turystyczna i taniego kurczaka z marketu że tak powiem bez urazu dla nikogo 😉
Wróciłam żeby zapytać co Autor o tym myśli.Był tam. Ma jakieś spostrzeżenia w tym temacie? Udanego weekendu 🙂
Basia – autor, gdyby tam nie był to by nie pisał… Np. tak pysznych sałatek śledziowych jak w Örebro nie jadłem nigdy wcześniej. Smakowały mi też wszechobecne krewetki (räkor) w różnych sałatkach: räksallad czy skagenröra. Dla mnie potrawy z ryb bardziej kojarzą mi się ze Szwecją niż pytt i panna, czy köttbullary, których szczerze mówiąc nie lubię. Ze smakami Szwecji kojarzy mi się też lingon jako słodki dodatek do mięs. Również miłego weekendu życzę i pozdrawiam 🙂
Z miłości do drugiej osoby większość potraw w tym tzw. regionalnych stworzono. Ważne z kim i w jakim otoczeniu się spożywa posiłek.Kilka razy nawet konserwa miała dla mnie królewski smak 🙂 🙂
Jasne, że ważne z kim i gdzie. Zwłaszcza po dużym wysiłku i zmęczeniu wszystko smakuje inaczej – znaczy lepiej! (nawet paprykarz szczeciński dawno, dawno temu gdzieś na połoninie 😉 )
Rodzice zawsze powtarzają, że najlepsze konserwy to za komuny robili. Nawet zachód je od nas kupował. Jakiś krakus był the best. W temacie kurczak, to najlepszy opiekany na mazurach pod namiotem mi się zjadł. Miłości życzę, a smaki lepsze będą. 🍷
Uściślam! Życzenia miłości kieruje do wszystkich zaangażowanych w pisaniu tu komentarzy. Kurczak o którym wcześniej wspomniano był z rożna podany pod nazwą potrawy regionalnej . I to – tyle w tym temacie . Interakcja niekoniecznie musi być zakończona 😉
O.L.A – wprawiłaś mnie w dobry humor tymi komentarzami. Dziękuję – bo już mnie to inspiruje do kolejnego wpisu. Pozdrawiam :).
Wena twórcza to dziwna bestia, pożywki wymaga. Cieszę się, że pokarm w postaci dobrego humoru dostarczono. Zabieraj się więc za robotę i odrobinę radości w nowym projekcie ulokuj. Pozdro.
Część w tłusty czwartek. Szwedzi też swój mają tyle że we wtorek i nazywa się Fettisdagen a opychają się semlami. Semla osobiście mi nie podchodzą smakowo. Tradycja jednak rzecz święta i spróbowałam. Ciekaw co stanie się z tradycjami za lata? Wszędobylscy imigranci na siłę zmieniają wszystko. Smacznego pączka.
Basia – dziękuję bardzo – ja jednak słodkości w postaci pączków unikam z zasady. Nie wiem, niestety co to jest ta semla i jak smakuje. Nie było mi dane być w tym czasie w Szwecji. Pozdrawiam – smacznego pączka również życzę:)
O.L.A – Z weną to różnie bywa – czasem przychodzi wtedy gdy nie ma czasu na pisanie a gdy jest dużo wolnego czasu wtedy jej nie ma. Cóż poradzić? Miłego dnia i smacznego pączka.